Jak dałem się oszukać handlarzom

Szanowna Redakcjo, zachęcony lekturą artykułów typu "Jak oszukano mnie przy kupnie..." postanowiłem opisać swój przypadek.

Nawet nie będąc tak łatwowiernym jak ludzie w zamieszczanych przez was historiach można paść ofiarą oszustwa.

Od pewnego czasu przymierzałem się do kupna używanego samochodu. Ponieważ sporo nasłuchałem się o nieuczciwości handlarzy używanymi autami, podszedłem do sprawy bardzo ostrożnie.

Założyłem, że kupię auto tylko wówczas jeżeli właściciel zgodzi się na dokonanie przeglądu w ASO, lub w ostateczności zezwoli na fachowe oględziny przez zaprzyjaźnionego mechanika (w dowolnym warsztacie).

Takie postawienie przeze mnie sprawy mocno zawęziło liczbę aut wśród których mogłem wybierać. Parę aut przeszło jednak wstępną selekcję i poległy dopiero po oględzinach przez fachowca.

Ale wreszcie znalazłem odpowiedni samochód (Toyota Corolla r. 2005). Właściciel (handlarz) zgodził się na oględziny w ASO, co mnie od razu pozytywnie nastroiło do tego auta. Mechanicy w ASO samochód obejrzeli i stwierdzili parę drobnych problemów, ale nie zaważyły one na ogólnie bardzo dobrej ocenie kondycji auta.

Reklama

Ciąg dalszy na następnej stronie

Ponieważ auto nie posiadało książki serwisowej, chciałem aby sprawdzono jeszcze w sieci komputerowej czy przebieg auta jest autentyczny. Oficjalnie auto miało mieć 80 tys. km.

Okazało się jednak, że sprawdzenia można dokonać tylko dla aut serwisowanych w kraju a to pochodziło z Belgii. Mimo to zachęcony pozytywną opinią na temat stanu technicznego zdecydowałem się na zakup.

Niestety parę dni po zakupie oczy mi się otworzyły. Pod maską znalazłem naklejkę dokumentującą przebieg w dniu wymiany paska rozrządu! W Corolli pasek wymienia się przy ok 100 tys. km i mniej więcej taki też stan był wpisany na metce. Od wymiany minął rok, więc nogi się pode mną ugięły - wynika z tego, że auto może mieć przejechane nawet 200 tys. km!

Ciąg dalszy na następnej stronie

Byłem wściekły na siebie, że wcześniej nie znalazłem naklejki. O ASO lepiej nie mówić, taką rzecz powinni wyłowić od razu! Handlarz oczywiście się wyparł, ale może rzeczywiście nie znał faktycznego przebiegu bo auto przeszło jeszcze przez ręce handlarza niemieckiego.

Po szkodzie zmądrzałem i zrobiłem to co powinienem zrobić przed zakupem: skontaktowałem się z pierwszym właścicielem auta w Belgii. Przesłał mi historię przeglądów - auto przejechało 170 tys. km. W ten sposób dałem się oszukać handlarzom samochodów. Nie pomogła ostrożność, nie pomogło ASO.

Co robić żeby nie dać się "orżnąć"? Wg. mnie przydałyby się jakieś solidne kary za manipulowanie przy licznikach, może wtedy zakup auta z autentycznym przebiegiem nie będzie graniczył z cudem. Pozdrowienia. Andrzej P. (dane i adres email do wiadomości redakcji). Dane ASO i handlarza samochodów mogę podać na życzenie.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Dana | danie | oszukane | Auta | handlarz | auto | oszukać
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy