Handlarz szczerze o samochodach z Chin. Daje im dwa lata
Rynek używanych samochodów w Polsce wchodzi w moment, który może okazać się równie przełomowy jak wejście do Unii Europejskiej. Z jednej strony spada import i liczba rejestracji aut z drugiej ręki, z drugiej - szybko rośnie udział tanich, nowych modeli z Chin, które zaczynają podcinać fundamenty dotychczasowego handlu. Dla kupujących to potencjalnie dobra wiadomość, dla branży - sygnał nadchodzącego wstrząsu.

W skrócie
- Od trzech lat w Polsce obserwowany jest spadkowy trend w rejestracjach sprowadzanych aut używanych, który zbiegł się z wejściem na rynek samochodów chińskich marek.
- Rozmówca z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży przewiduje, że w ciągu najbliższych dwóch lat rynek samochodów używanych przejdzie okres dużych zmian i spadków cen, przez rosnący udział nowych aut z Chin.
- Obecność chińskich marek przyczyniła się do zahamowania wzrostu cen aut oraz zwiększyła dostępność lepiej wyposażonych nowych samochodów na polskim rynku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
O tym, jak chińska ofensywa modelowa w Polsce wpływa na rynek aut używanych rozmawiamy z Maciejem Szymajdą - właścicielem branżowego serwisu "polskiautohandel.pl" i handlarzem samochodami używanymi z przeszło 25-letnim doświadczeniem.
Paweł Rygas: Czy jako branża dostrzegacie wpływ chińskich aut na rynek pojazdów używanych w Polsce? Rejestracje używanych aut spadają od wielu miesięcy i wszystko wskazuje na to, że ich import będzie w tym roku rekordowo niski. Z drugiej strony - chińskie auta już mają ponad 11 proc. udziału w rejestracjach nowych pojazdów.
Maciej Szymajda: Handlarzem jestem mniej więcej od dwudziestu ośmiu lat. Własną działalność prowadzę od 2000 roku. Przywiozłem parę tysięcy samochodów. Jeżeli chodzi o to co się dzieje teraz na rynku, moim zdaniem jest to okres jakiego nie było w motoryzacji. A na pewno od kiedy ja zajmuję się handlem używanymi pojazdami. Pamiętam tylko jeden taki przełomowy moment - wejście Polski do Unii Europejskiej. Wtedy zrobiła się przepaść, i druga będzie teraz. Zakładam, że najbliższe dwa lata będą bardzo trudne dla branży pod tym kątem. Bo każdy z nas, handlujących pojazdami, ma jakieś samochody na stocku.
Jak w pana opinii chińskie samochody zmienią rynek używanych aut w Polsce?
Zadyma, jeżeli chodzi o chińskie samochody, jest bardzo duża. Jak pan słusznie zauważył, zaczynają się coraz lepiej sprzedawać chińskie samochody, maleje sprzedaż używanych aut. Nowy chiński samochód kosztuje 100-150 tys. zł - jest całkiem fajnie wyposażony, ma długą gwarancję. Z drugiej strony my - handlarze - mamy na placach samochody kupione w cenach, które dzisiaj już zaczynają spadać. Spadają też ceny u dealerów. Wracają promocje, których klienci nie widzieli w salonach przez wiele lat. Walczą o klienta innymi sposobami, jak np. najmy długoterminowe na śmiesznych warunkach. To wszystko spowoduje, że ten rynek przewróci się do góry nogami.
Firmy, które dzisiaj dają w najmie nowe samochody na rok czy dwa i ten najem kosztuje 500 czy 1000 zł, to jak one po dwóch latach te auta odzyskają, będą miały taką czkawkę, że dołożą do tego biznesu. Nie wiadomo jedynie, jak dużo. To przewróci wielu dealerów.
Mówiąc wprost, za sprawą chińskiej konkurencji używane auta mogą wkrótce zauważalnie potanieć?
Druga sprawa - te chińskie samochody. Też jeszcze nie wiadomo co to będzie z nimi, bo one będą, moim zdaniem, bardzo szybko i bardzo dużo tracić na wartości. Dla mnie, jako dla handlarza od używanych samochodów, oznacza to tyle, że rynek trzeba pilnie obserwować. Moim zdaniem sytuacja za jakieś dwa lata się unormuje. Pojawią się pierwsze chińskie samochody, jako używane na rynku, które będą bardzo tanie. W efekcie klient, który kupuje dzisiaj starego Golfa 6 czy 7 za dwadzieścia parę tysięcy, kupi dwuletnie MG za 40 tysięcy.
Nie uważa pan, że wysyp nowych modeli z Chin uderzy też w dealerów oferujących auta poflotowe? Ich wartości rezydualne zapewne spadną, a to w konsekwencji obniży ceny samochodów na rynku wtórnym.
Wszyscy którzy mają samochody na stokach czy to my - handlarze, czy dealerzy prawdopodobnie będą musieli zejść z marży, albo sprzedawać samochody po kosztach. Natomiast za dwa lata, jak zjadą już te samochody chińskie, to dla mnie nie będzie żadnej różnicy, czy ja sprzedam używany chiński, czy używany japoński, czy niemiecki, czy francuski samochód. Dla mnie liczy się to, żebym na nim zarobił. I uważam, że to będzie taki okres przejściowy, który mocno pomiesza na rynku. Później wyjdziemy z tego "falującego morza" na prostą i będziemy też handlować używanymi "chińczykami".
Ale rodzi się pytanie, czy takich aut nie będzie trudniej pozyskać? Na rynku pojawią się przecież samochody z polskiego salonu, od pierwszego właściciela, z pełną dokumentacją...
No to kupimy od tego pierwszego właściciela. Ja już dzisiaj tak kupuję. Kupuję samochody od polskiego klienta - dwu-trzy, czy pięcioletnie, które on kupił jako nowe. Taki człowiek idzie teraz do dilera po nowe auto, a diler rzuca mu wycenę na pół wartości rynkowej. Ja do tej połowy wartości dokładam parę procent i kupuję takie auto. Dobry samochód w dobrej cenie - i potem odsprzedaje go detalicznie. Z reguły to jest bardzo ładne auto, często fajnie udokumentowana historia, z niedużym przebiegiem. I takie same chińskie auta będziemy mieli. Zobaczy pan, gdy miną dwa lub trzy lata.
A nie obawia się pan, że z "chińczykami" może być inaczej, bo kupują je nieco inni nabywcy? Tacy, którzy którzy nie będą skłonni odsprzedać samochodu z tak dużą stratą? Do tej pory było przecież tak, że jeśli ktoś kupował auto prywatnie, to z reguły chodziło o Volkswagena, Toyotę czy Kię. Nie uważa pan, że byli to jednak ludzie nieco zamożniejsi, którzy później - mówiąc kolokwialnie - nie chcieli się samodzielnie bawić w sprzedaż? W przypadku "chińczyków", cena robi gigantyczną różnicę już na wejściu. Pytanie, czy to nie będzie tak samo na wyjściu? Czy to nie są klienci, którzy będą chcieli samodzielnie sprzedać samochód, by jak najmniej na nim stracić?
Być może, ale ja uważam, że klienci, o których pan mówi, po prostu będą dłużej tym samochodem jeździć. Nawet jeśli będą go chcieli zmienić po 5 czy 7 latach, to przy zamianie na kolejne nowe auto dealer zaoferuje im tak niską cenę, że taki klient i tak do mnie przyjdzie z tym samochodem. Nie boje się, że będzie chciał go sprzedać samodzielnie, bo dziś ceny ogłoszeń w najpopularniejszych serwisach to już od 150 do nawet 400 zł. A sprzedaż samochodu to nie jest wcale prosta sprawa. Trzeba się zrywać z pracy, odbierać dziesiątki telefonów. Mam mnóstwo klientów którzy mówią - Panie Maćku - ja mam serdecznie dość sprzedawania samochodu i wole go sprzedać panu. Oczywiście - część sprzeda samemu, część sprzeda do dealera. Tu się nic nie zmieni. Zmienią się tylko auta.
Koniec złomu z Niemiec? Chińczycy naprawią rynek używanych aut w Polsce
Czy ocena trendów rynkowych i prognozy eksperta, która od przeszło ćwierć wieku zajmuje się handlem używanymi pojazdami okażą się trafne? Nie ulega wątpliwości, że wpływ chińskiej ofensywy w Polsce widać doskonale w danych dotyczących rejestracji nowych aut. Nie chodzi jedynie o rosnący udział chińskich producentów w ogóle rynku, który w marcu 2026 roku wyniósł już 11,6 proc., ale też zahamowanie trwającego od wielu miesięcy wzrostu cen.
Z danych IBRM Samar wynika, że średnia cena sprzedaży nowych aut osobowych wzrosła na przestrzeni ubiegłego roku o nieco ponad 4,2 tys. zł.
Rok wcześniej było to blisko dwukrotnie więcej, a dwa lata wstecz wzrost wyniósł aż 18 tys. zł
Aktualnie mamy do czynienia z bardzo nietypowym, jak na ostatnie lata scenariuszem, gdy zupełnie nowe lub odświeżone generacje popularnych modeli rozpoczynają swoją rynkową karierę z cenami niższymi od poprzedników.
Takie "cywilizowanie się" polskiego rynku to oczywiście duże wyzwanie dla handlarzy, ale też większa szansa na zakup przez nabywcę lepszego samochodu w korzystniejszej cenie. Eksperci Samaru prognozują np, że po latach ciągłego postarzania się średniego wieku auta osobowego w Polsce, rok 2026 może być wreszcie pierwszym, gdy tendencja zacznie się wreszcie odwracać.









