W skrócie
- Donald Trump zapowiedział wprowadzenie 10-procentowych ceł na import z wybranych krajów europejskich, powiązując to z brakiem zgody na zakup Grenlandii, otwiera się w nowym oknie przez USA.
- Nowe taryfy celne dotyczą samochodów i części motoryzacyjnych, co powoduje znaczne koszty i zakłócenia w łańcuchach dostaw dla europejskich producentów, zwłaszcza niemieckich firm.
- Eksperci oraz organizacje branżowe ostrzegają, że podwyżki ceł wpłyną negatywnie na przedsiębiorstwa oraz konsumentów i mogą zaszkodzić długoletnim relacjom handlowym między USA a Europą.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Donald Trump zapowiedział, że od 1 lutego zacznie obowiązywać 10-procentowe cło na import m.in. z Danii, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii, Szwecji i Finlandii - państw sprzeciwiających się jego planom wobec Grenlandii. W mediach społecznościowych prezydent USA powiązał wprowadzenie taryf z warunkiem zgody na "pełny zakup" wyspy przez Stany Zjednoczone, co spotkało się z ostrą krytyką w Europie.
Nowe taryfy to duże koszty dla europejskich koncernów
Sytuacja jest szczególnie wrażliwa dla branży motoryzacyjnej. Nowe taryfy mogą bowiem oznaczać dalszą eskalację ceł nałożonych wcześniej przez administrację USA na import samochodów i części motoryzacyjnych. W lipcu 2025 roku stawka celna dla sektora motoryzacyjnego, podobnie jak dla wielu innych branż, została ustalona na poziomie 15 proc., co szczególnie mocno uderzyło w niemieckie firmy, a zwłaszcza w największy w Europie przemysł samochodowy.
Skala problemu jest znacząca. Volkswagen oszacował potencjalne koszty ceł na nawet 5 mld euro w 2025 roku. Straty poniosły również Mercedes i Porsche, a także koncern chemiczny BASF. Jak zwraca uwagę AutoNews - problem nie ogranicza się jedynie do gotowych pojazdów - cła obejmują także części i komponenty, co prowadzi do poważnych zakłóceń w łańcuchach dostaw. W globalnej branży, opartej na precyzyjnie zsynchronizowanej logistyce, takie decyzje mogą uruchomić efekt domina.
VDA podkreśla, że nowe taryfy oznaczają ogromne koszty dla niemieckich i europejskich producentów samochodów. "Kluczowa jest teraz rozsądna i strategiczna reakcja Brukseli, skoordynowana z krajami dotkniętymi cłami" - zaznaczyła w oświadczeniu prezes stowarzyszenia Hildegard Muller.
Na wojnie handlowej tracą przede wszystkim konsumenci
Przed konsekwencjami ewentualnego zaostrzenia polityki celnej ostrzegają także inni przedstawiciele europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Dalsze podnoszenie stawek może przełożyć się na istotny wzrost kosztów zarówno dla firm, jak i konsumentów. Eksperci przypominają, że już wcześniejsze taryfy skutkowały stratami w sektorze, zakłóceniami eksportu oraz koniecznością redefinicji strategii produkcyjnych na rynku północnoamerykańskim.
Krytycy podnoszą również argument, że wykorzystywanie narzędzi handlowych do rozstrzygania sporów politycznych może zaszkodzić nie tylko bieżącej wymianie handlowej, lecz także długofalowym relacjom między USA a europejskimi partnerami. W efekcie ciężar tych decyzji ponoszą przede wszystkim przedsiębiorstwa oraz konsumenci.











