Gigantyczny problem chińskich producentów aut. Bańka pęka
Sprzedaż nowych aut w Chinach - na największym motoryzacyjnym rynku świata - zmalała w kwietniu o rekordowe 21,6 proc. To już ósmy z rzędu miesiąc kurczenia się liczby rejestracji. Chińscy producenci mają coraz większy problem z wykorzystaniem swoich gigantycznych mocy produkcyjnych, czemu nie pomagają zmiany w lokalnych przepisach fiskalnych i skokowe podwyżki cen paliw.

W skrócie
- Sprzedaż nowych samochodów w Chinach spadła w kwietniu o 21,6 procent, co oznacza ósmy z rzędu miesiąc spadków na tym rynku.
- Na rynku chińskim odnotowano skokowy wzrost eksportu aut, szczególnie elektrycznych i hybryd plug-in, z rocznym wzrostem eksportu o 80,2 procent.
- Chińscy producenci samochodów planują ekspansję na rynki zagraniczne oraz rozważają produkcję tańszych modeli, aby utrzymać wolumeny produkcyjne.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Z danych Chińskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów Osobowych (CPCA) wynika, że w kwietniu liczba rejestracji nowych aut w Chinach zmalała o 21,6 proc, czyli aż o 1,4 mln pojazdów. To już ósmy z rzędu miesiąc spadków sprzedaży na największym motoryzacyjnym rynku świata. Chińscy producenci, dysponujący ogromnymi mocami produkcyjnymi, szukają ratunku w eksporcie, który w zestawieniu rok do roku wzrósł o rekordowe 80,2 proc.
Krach na rynku nowych aut w Chinach. Wysokie ceny paliw zatrzymały sprzedaż
Krach na rynku nowych aut w Chinach to efekt nałożenia się zmian w systemie podatkowym i skokowych wzrostów cen paliw spowodowanych blokadą cieśniny Ormuz. W styczniu pierwszy raz w historii Pekin zdecydował się wprowadzić podatek od zakupu zelektryfikowanego pojazdu, i chociaż jest on o połowę mniejszy niż dla aut spalinowych (5 proc. zamiast 10 proc.), w praktyce oznacza zmniejszenie o połową państwowego wsparcia przy ich zakupie.
Jak się wkrótce okazało, harmonogram stopniowego wycofywania się z dotowania elektromobilności, po osiągnięciu przez zelektryfkowane pojazdy ponad 60 proc. rynku, zbiegł się w czasie z wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie. W efekcie ceny benzyny w Chinach wzrosły o blisko 20 proc, a oleju napędowego o blisko 30 proc. Rynek zareagował skokowym spadkiem popytu zarówno na droższe w utrzymaniu samochody spalinowe i droższe w zakupie od stycznia samochody segmentu NEV (elektryczne i hybrydy plug-in).
Donald Trump zrobił prezent Chińczykom? Szansa dla producentów elektryków
Blokada cieśniny Ormuz, która spowodowała m.in. nagły spadek popytu na samochody spalinowe w Chinach, ostatecznie może być jednak korzystna dla chińskich producentów. Ci dysponują bowiem ogromnym doświadczeniem w produkcji aut zelektryfikowanych, a - w obliczu galopujących cen paliw - popyt na te pojazdy w skali świata skokowo rośnie.
Analitycy rynkowi zakładają, że do końca roku Chińczykom uda się nieco zmniejszyć spadek popytu na krajowym rynku, ale nie mają wątpliwości, że kluczowym dla przetrwania wielu z chińskich marek motoryzacyjnych jest wyjście z ofertą na rynki zagraniczne.
Jak informuje agencja Reuters, jeszcze w kwietniu firma analityczna Morgan Stanley prognozowała, że w 2026 roku spadek rejestracji nowych aut w Chinach osiągnie 11 proc. Mogran Stanley podniósł jednak swoją prognozę wzrostu eksportu z wcześniejszych 15 proc. do 33 proc.
Chińczycy szturmują zagraniczne rynki. Eksport większy o 80 proc.
Potęgowany konfliktem na Bliskim Wschodzie trend szybszego odwracania się nabywców od aut spalinowych np. w Europie widać już w danych dotyczących eksportu chińskich marek. W ujęciu całościowym eksport chińskich samochodów w kwietniu wzrósł w porównaniu rok do roku o 80,2 proc. Motorem wzrostu były właśnie zelektryfikowane auta segmentu NEV (hybrydy plug in i elektryczne samochody bateryjne), których eksport zwiększył się o rekordowe 111,8 proc.
Wkrótce Chińczyków czekać mogą jednak nowe problemy, np. w postaci planowanych przez Komisję Europejską przepisów premiujących samochody elektryczne "made in EU".
W odpowiedzi część chińskich marek stara się zacieśnić współpracę z europejskimi producentami i deklaruje chęć produkcji swoich pojazdów również na Starym Kontynencie. Taką strategię - wykorzystania mocy produkcyjnych fabryk Opla w Europie - rozważa właśnie powiązany z koncernem Stellantis chiński Leapmotor.
W jednym z niedawnych wywiadów szef koncernu Chery - Yin Tongyue - prognozował, że kolejne lata przyniosą falę upadku wielu chińskich marek, które chcąc przetrwać muszą wyjść na rynki zagraniczne i pobudzić popyt na nowe pojazdy w samych Chinach.
Podobnie jak w Europie, jednym z pomysłów na wzrost sprzedaży w Chinach jest zwrot w stronę tańszych samochodów wycenianych poniżej 150 000 juanów (około 80 tys. zł) i - wzorem Japonii - stworzenie lokalnej klasy "kei carów".
"Odblokowanie popytu" w tym segmencie pozwoliłoby chińskim fabrykom utrzymać wolumeny produkcyjne, ale niskie marże nie poprawiłoby raczej kondycji finansowej chińskich producentów. Tą uratować może jednak właśnie eksport - głównie do Europy, gdzie marże są najwyższe oraz widoczny już na salonie motoryzacyjnym w Pekinie zwrot w stronę segmentu premium.









