F-35 nad Polską. Z tych samych technologii korzystają dziś kierowcy
12 czerwca nastąpiło oficjalne powitanie w Polsce samolotów F-35. W ramach uroczystości dwa egzemplarze, wspierane przez pojedynczego F-16, odbyły lot nad Wisłą, prezentując się w Gdańsku, Warszawie i Krakowie. Przelot wzbudził duże zainteresowanie, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że wiele technologii rozwijanych dla takich maszyn od lat trafia również do samochodów. HUD, kamery 360 i 540 stopni, noktowizja czy systemy wspomagające kierowcę początkowo powstały po to, by rozwiązywać problemy pilotów.

Podczas testów nowych samochodów regularnie sprawdzamy najnowsze rozwiązania technologiczne. Łatwo zapomnieć, że większość z nich nie powstała po to, by wspierać kierowców. Ich zadaniem było rozwiązanie problemów pilotów - ograniczonej widoczności, nadmiaru informacji i zbyt krótkiego czasu na reakcję. Dziś z tymi samymi wyzwaniami mierzą się producenci samochodów.
Pilot nie może odrywać wzroku. Dlatego powstał HUD
Jednym z największych problemów pilotów samolotów bojowych od zawsze było odrywanie wzroku od przestrzeni przed maszyną. Podczas lotu z prędkością przekraczającą 1000 km/h nawet krótka chwila spędzona na analizowaniu wskaźników może oznaczać przeoczenie zagrożenia lub utratę kontaktu wzrokowego z celem.
Dlatego w lotnictwie wojskowym opracowano HUD (Head-Up Display), czyli system wyświetlający najważniejsze informacje bezpośrednio w polu widzenia pilota. Na przezroczystej szybie pojawiają się dane dotyczące prędkości, wysokości, kursu czy parametrów lotu.
Dokładnie ten sam problem mają kierowcy samochodów. Każde spojrzenie na zestaw wskaźników oznacza oderwanie wzroku od drogi. Jeszcze kilkanaście lat temu HUD był wyposażeniem spotykanym głównie w autach premium. Dziś można go znaleźć również w znacznie tańszych samochodach. Zasada działania pozostała identyczna. Zmieniło się jedynie zastosowanie.

Pilot F-35 widzi wszystko wokół siebie. Kierowcy mają tak samo
Jednym z najbardziej zaawansowanych systemów zastosowanych w F-35 jest DAS (Distributed Aperture System). Samolot wykorzystuje zestaw kamer rozmieszczonych wokół kadłuba. Komputer łączy obraz w jedną całość i przekazuje go pilotowi. Dzięki temu może obserwować przestrzeń wokół maszyny praktycznie w zakresie 360 stopni. Obraz z kamer może być wyświetlany bezpośrednio w hełmie pilota, sprawiając wrażenie, jakby patrzył przez kadłub samolotu.
Dokładnie ten sam problem próbują dziś rozwiązać producenci samochodów. Widok 360 stopni oferują obecnie m.in. BMW X5, Mercedes GLE, Hyundai Santa Fe, BYD Sealion 7 czy Chery Tiggo 8. Coraz częściej spotkać można nawet tzw. systemy 540 stopni.
Komputer łączy obraz z kilku kamer rozmieszczonych wokół pojazdu i tworzy widok z lotu ptaka. W przypadku systemów 540 stopni kierowca otrzymuje dodatkowo symulację przestrzeni znajdującej się bezpośrednio pod samochodem.
To szczególnie przydatne podczas jazdy terenowej, pokonywania wysokich krawężników czy manewrowania w ciasnych miejscach. Kierowca może zobaczyć przeszkody, których nie dostrzegłby z miejsca za kierownicą.

Noktowizja w samochodzie. Jak działa technologia opracowana dla wojska?
Podczas działań wojskowych jednym z największych wyzwań od zawsze była ograniczona widoczność po zmroku. Dlatego armie od dziesięcioleci inwestują w systemy termowizyjne i noktowizyjne pozwalające wykrywać ludzi, pojazdy i przeszkody niewidoczne dla ludzkiego oka.
Kilka lat temu podobne rozwiązania zaczęły trafiać do samochodów klasy premium. Dziś można je znaleźć m.in. w wybranych modelach BMW, Mercedesa, Audi czy Lexusa. W przeciwieństwie do reflektorów kamera termowizyjna nie analizuje światła odbitego od obiektu. Rejestruje promieniowanie cieplne emitowane przez ludzi i zwierzęta.
Dzięki temu system może wykryć pieszego stojącego przy nieoświetlonej drodze jeszcze zanim znajdzie się on w zasięgu świateł samochodu. W praktyce kierowca otrzymuje kilka dodatkowych sekund na reakcję.

Fuzja sensorów i systemy ADAS. Samochody uczą się od F-35
Współczesny pilot nie cierpi na niedobór danych. Radar, kamery, czujniki podczerwieni, systemy ostrzegania, systemy łączności i wymiany danych - wszystko to nieustannie generuje ogromne ilości informacji. Gdyby pilot musiał analizować każdy sygnał osobno, nie byłby w stanie skutecznie wykonywać swoich zadań.
Dlatego F-35 wykorzystuje tzw. fuzję sensorów. Komputer zbiera dane z wielu źródeł, analizuje je i prezentuje pilotowi jedynie najważniejsze informacje. Motoryzacja rozwija się dziś dokładnie w tym samym kierunku.
Adaptacyjny tempomat, radar, kamera przednia, czujniki martwego pola, system utrzymania pasa ruchu czy rozpoznawanie znaków drogowych również generują ogromne ilości danych. Rolą komputera jest ich połączenie i przekazanie kierowcy prostego komunikatu lub automatyczna reakcja na zagrożenie.
To właśnie dlatego współczesne samochody potrafią samodzielnie zahamować przed przeszkodą, ostrzec o pojeździe w martwym polu czy skorygować tor jazdy po niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu.

Systemy ostrzegania kierowcy i pilota działają podobnie
Jeszcze kilkanaście lat temu kierowca był zdany wyłącznie na własne zmysły. Dziś samochód potrafi ostrzec o pojeździe znajdującym się w martwym polu, pieszym wchodzącym na jezdnię, ryzyku kolizji lub niezamierzonej zmianie pasa ruchu. W lotnictwie wojskowym podobna filozofia funkcjonuje od lat.
Pilot F-35 otrzymuje ostrzeżenia dotyczące potencjalnych zagrożeń wykrytych przez czujniki samolotu. System informuje go o aktywności radarów, potencjalnym zagrożeniu ze strony przeciwnika czy innych zdarzeniach wymagających natychmiastowej reakcji.
W obu przypadkach cel jest ten sam - dać człowiekowi więcej czasu na podjęcie właściwej decyzji.
Dlaczego technologie wojskowe trafiają do samochodów?
Dzisiejszy przelot F-35 nad Polską przypomniał o czymś, o czym łatwo zapomnieć. Choć samolot bojowy i samochód osobowy dzieli niemal wszystko - od przeznaczenia po osiągi - ich konstruktorzy coraz częściej mierzą się z podobnymi wyzwaniami.
Kierowca musi widzieć więcej, szybciej reagować i przetwarzać coraz większą liczbę informacji. Pilot F-35 stoi przed dokładnie tym samym problemem, tylko przy prędkościach wielokrotnie wyższych. To właśnie dlatego część technologii rozwijanych dla lotnictwa wojskowego prędzej czy później trafia również do samochodów, z których korzystamy na co dzień.








