Europejscy dostawcy na krawędzi. 350 tys. miejsc pracy zagrożonych
Europejski sektor dostawców części motoryzacyjnych znalazł się w jednym z najtrudniejszych momentów od dekad. Branża mówi wprost o polikryzysie, czyli nałożeniu się kilku negatywnych zjawisk, które jednocześnie uderzają w firmy produkujące komponenty dla producentów samochodów. Wolniejsza od zakładanej elektryfikacja rynku, rosnąca konkurencja z Chin, presja cenowa ze strony koncernów oraz chaos regulacyjny w Europie tworzą mieszankę, która może kosztować nawet 350 tys. miejsc pracy do 2030 r.

Spis treści:
- Producenci części samochodowych zwalniają. Marża spada poniżej 5 proc.
- Rozwój i sprzedaż aut elektrycznych to jeden z problemów. Konkurencja z Chin nie pomaga
- 70 proc. części auta elektrycznego będzie pochodziło z Europy. Ratunek dla branży motoryzacyjnej
Skala problemu jest już wyraźnie widoczna - w latach 2024-2025 europejscy dostawcy ogłosili redukcję około 104 tys. etatów. Szczególnie mocno ucierpiały firmy z Niemiec, które od lat stanowią trzon zaplecza technologicznego europejskiej motoryzacji. ZF Friedrichshafen planuje zwolnić 7 tys. pracowników w dziale napędów elektrycznych i hybrydowych, Bosch do końca dekady zlikwiduje 13 tys. miejsc pracy, Continental pożegna się z nawet 11 tys. osób, a Schaeffler zapowiedział niemal 5 tys. zwolnień w całej Europie.
Producenci części samochodowych zwalniają. Marża spada poniżej 5 proc.
Prognozy Oxford Economics pokazują, że inwestycje dostawców do 2030 r. praktycznie się wypłaszczą, osiągając poziom ok. 35,6 mld euro rocznie. To wyraźnie mniej, niż jeszcze niedawno zakładano. Co gorsza, połowa firm planuje dalsze ograniczanie mocy produkcyjnych w Europie Zachodniej, a ponad 75 proc. spodziewa się marż poniżej 5 proc., czyli granicy, która decyduje o opłacalności długoterminowych inwestycji.
Rozwój i sprzedaż aut elektrycznych to jeden z problemów. Konkurencja z Chin nie pomaga
Problemy dostawców są bezpośrednio powiązane z sytuacją producentów samochodów. Popyt na auta elektryczne rośnie wolniej, niż zakładano jeszcze kilka lat temu. W 2025 r. w Europie wyprodukowano 3,3 mln elektryków, podczas gdy wcześniejsze prognozy mówiły o 4,8 mln. Koncerny zaczęły więc korygować strategie, czego symbolem są wielomiliardowe odpisy - jak w przypadku Stellantisa - który zrewidował swoje plany związane z BEV.
Do tego dochodzi brutalna presja cenowa - producenci aut walcząc o konkurencyjność przerzucają koszty na dostawców. Chińskie marki, takie jak BYD, otwarcie żądają nawet 10-proc. obniżek cen komponentów. Jednocześnie aż 69 proc. europejskich dostawców deklaruje, że już dziś konkuruje bezpośrednio z importem z Chin.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Europa nie zbudowała własnego, silnego zaplecza produkcji baterii. Budowa większość planowanych fabryk została opóźniona lub anulowana, co zwiększa zależność od azjatyckich dostawców i osłabia pozycję całego europejskiego sektora.
70 proc. części auta elektrycznego będzie pochodziło z Europy. Ratunek dla branży motoryzacyjnej
Eksperci nie mają wątpliwości, że branża motoryzacyjna boryka się z narastającym kryzysem. Z jednej strony musi finansować kosztowną transformację technologiczną, z drugiej zmaga się z niskim popytem, presją regulacyjną, wysokimi kosztami energii oraz coraz ostrzejszą konkurencją globalną.
Nadzieje branży skupiają się teraz wokół unijnych działań ochronnych. Industrial Accelerator Act,, którego publikacja została przesunięta na marzec, może wprowadzić zasady "Made in Europe", zakładające m.in., że nawet 70 proc. wartości samochodu elektrycznego musi powstawać w UE, aby pojazd kwalifikował się do wsparcia.
Jednocześnie firmy coraz wyraźniej zmieniają kurs. W obliczu spowolnienia elektromobilności rośnie znaczenie hybryd, które - jak podkreślają przedstawiciele branży - nie są już tylko etapem przejściowym, lecz kluczowym elementem strategii na najbliższe lata.










