Emeryt kupił w salonie bezwypadkowe Audi. Dostał złom za 127 tys. zł
Weekend jak wiele na warszawskim Bemowie. Sąsiedzi przyzwyczaili się już do widoku starszego pana, który - jak co niedziela - wychodzi z klatki do swojego Audi A6. Emeryt otwiera samochód, rozsiada się wygodnie w fotelu, odpala silnik i… słucha radia. Czasem przejedzie też pół metra do przodu, i pół metra do tyłu, by ulżyć nieco oponom i rozruszać hamulce. Dalej pojechać nie może, bo samochód nie jest zarejestrowany. Zdaniem dwóch niezależnych rzeczoznawców, z uwagi na istotne usterki techniczne, nie nadaje się do eksploatacji. Przyznacie, że to dość niecodzienna sytuacja, jak na pojazd klasy premium za 127 tys. zł, na którego liczniku widnieje dziś przebieg zaledwie 66 tys. km.

W skrócie
- Pan Piotr kupił roczne Audi A6 z salonu za 127 tys. zł jako "bezwypadkowe", które w rzeczywistości miało w Niemczech orzeczoną szkodę całkowitą i było po poważnej kolizji.
- Próby wyjaśnienia sprawy przez pana Piotra doprowadziły do postępowań prokuratorskich i sądowych oraz interwencji władz Poznania, ale postępowania były umarzane, a procesy trwają latami.
- Samochód po kilku latach stoi nieruchomo, nie może poruszać się po drogach, a właściciel do dziś prowadzi spór prawny z dealerem i urzędem o odpowiedzialność i unieważnienie rejestracji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Tak wygląda dziś codzienność pana Piotra, który pod koniec listopada 2017 roku kupił w poznańskim salonie Audi Porsche Poznań Franowo, filia Porsche Inter Auto (PIA), roczne Audi A6. Samochód kosztował go wówczas 127 tys. zł. Oferta była kusząca - praktycznie nowe auto z gwarancją - certyfikatem "Audi Select+". Jak przekonywano go przed kupnem - z nieskazitelną, pewną historią i "absolutnie bezwypadkowe".
Bezwypadkowe Audi po szkodzie całkowitej w Niemczech
Wkrótce po zakupie dały o sobie znać "drobne" wady samochodu, jak np. "niezamocowany tylny zderzak". Dealer usuwał je częściowo w ramach gwarancji, częściowo odpłatnie. Z czasem usterek było jednak coraz więcej.
W końcu, po nieco ponad roku od kupna samochodu, gdy np. pojawiły się problemy z reflektorami, pan Piotr nabrał podejrzeń co do historii pojazdu. Samochód po raz pierwszy trafił wówczas do rzeczoznawcy z Automobilklubu Polskiego, który już na podstawie pobieżnych oględzin stwierdził, że auto ma za sobą "poważną kolizję drogową".

Jej dokładny zakres udało się ustalić w 2021 roku, gdy Europejski Rejestr Pojazdów wydał zaświadczenie potwierdzające udział kupionego przez pana Piotra "bezwypadkowego" Audi A6 w "kolizji drogowej" w Niemczech. Wobec pojazdu orzeczona została wówczas szkoda całkowita, której usunięcie ówczesny ubezpieczyciel feralnego Audi wycenił na blisko 60 tys. euro.
Auto za 127 tys. zarejestrowane "przez pomyłkę"
W jaki sposób samochód po szkodzie całkowitej znalazł się w polskim salonie i trafił na nasze drogi jako pojazd bezwypadkowy z certyfikatem Audi Select?
Zagadkę pozwala rozwikłać prywatne śledztwo przeprowadzone przez właściciela pechowego Audi. Jak tłumaczy pan Piotr, prywatny importer kupił w Niemczech wrak rocznego Audi A6 od firmy specjalizującej się w handlu uszkodzonymi pojazdami. Samochód został następnie "chałupniczo" naprawiony w Polsce i zgłoszony do rejestracji w poznańskim urzędzie miasta.
Urząd zarejestrował pojazd, co uwzględniając rzetelność i skrupulatność urzędników, było raczej dziwne. Do wniosku o rejestrację nie załączono bowiem protokołu badania technicznego. W efekcie w dowodzie rejestracyjnym umieszczono datę kolejnego ustawowego badania technicznego jak dla samochodów bezwypadkowych.
Uściślijmy - urzędnik "nie zauważył" widniejącej w umowie kupna/sprzedaży adnotacji, że jest to auto powypadkowe o niewielkiej wartości. W efekcie przyjął więc, że w przypadku rocznego samochodu kolejne badanie techniczne powinno zostać wykonane w 3 lata od pierwszej rejestracji, co pośrednio "legitymizowało" wypadkowość pojazdu.
Do czasu odsprzedaży dealerowi Audi w Poznaniu (w październiku 2017 roku), auto było użytkowane przez importera i jego rodzinę.

Trudno powiedzieć, czy ten faktycznie korzystał z samochodu, czy tyle czasu trwała po prostu jego odbudowa.
Bezwypadkowa okazja z salonu, czyli powypadkowy złom za 127 tys. zł
W jaki sposób auto po szkodzie całkowitej w Niemczech znalazło się w ofercie polskiego dealera? Okazało się, że samochód został przyjęty przez dealera w ramach rozliczenia, gdy jego importer - pierwszy właściciel w Polsce - zamówił dla żony nowe Audi Q5.
Weryfikacja historii pojazdu polegała jedynie na przyjęciu oświadczenia, że z samochodem jest wszystko w porządku. W jaki sposób auto otrzymało więc certyfikat Audi Select+, w ramach którego "wnikliwej kontroli poddawanych jest 117 punktów pojazdu"? Odpowiedź na tą zagadkę znają jedynie ówcześni pracownicy poznańskiego salonu Porsche Inter Auto.

We wrześniu 2019 oburzony swoimi ustaleniami pan Piotr zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - początkowo przez Porsche Inter Auto (sprzedaż powypadkowego, zagrażającego bezpieczeństwu pojazdu), a później - również przez władze Poznania (nieprawidłowa rejestracja). Oba postępowania zostały jednak umorzone. Dlaczego?
Sędzia stwierdziła brak znamion przestępstwa, a fakt niewiedzy Porsche Inter Auto, co do złego stanu pojazdu uzasadniła wysoką ceną, 110 tys. zł, jaką PIA zdecydowała się zapłacić za pojazd
To sugeruje, że spółka PIA sama mogła paść ofiarą oszustwa. Jednocześnie z materiałów postępowania wynika, że prokurator nie dopatrzył się podstaw do stwierdzenia nieprawidłowości w sposobie weryfikacji pojazdu przed jego przyjęciem do sprzedaży.
Tymczasem przeprowadzone przez nas pomiary grubości powłoki lakierowej wskazują, że maska oraz przednie błotniki były ponownie lakierowane. Na prawym tylnym nadkolu pomiar ujawnił z kolei grubą warstwę materiału naprawczego.
.

Wątek nielegalnego zarejestrowania pojazdu również nie wzbudził zainteresowania prokuratora.
Emeryt kontra system. Nie ma pieniędzy, nie ma winnych. Jest auto-nieruchomość
Na tym rzecz jasna sądowa batalia i przygody pana Piotra z polskim aparatem państwowym się nie kończą. Równolegle oszukany właściciel "bezwypadkowego" Audi wystąpił do prezydenta Poznania o unieważnienie decyzji z 2016 roku, na mocy której wadliwy pojazd zarejestrowano i dopuszczono do ruchu bez badania technicznego.
Po negatywnym postanowieniu SKO (podtrzymującym decyzję o zarejestrowaniu), sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA wyrokiem z 19.11.2025 (!) uchylił dotychczasowe postanowienia SKO i prezydenta, co zobowiązuje prezydenta Poznania do wznowienia postępowania o unieważnienie decyzji o rejestracji z 2016 i wycofania dowodu rejestracyjnego z obiegu prawnego. Cały proces zajął WSA aż 2,5 roku.

Jako ciekawostkę warto dodać, że w sprawie pana Piotra u władz Poznania interweniował m.in. poseł Michał Gramatyka.
"Prezydent Poznania w udzielonej odpowiedzi przyznał, że istotnie rzeczony pojazd został w 2016 zarejestrowany i dopuszczony do ruchu bez badania technicznego. Omyłkowo, bo urzędnik nie zauważył na umowie (ze stemplem urzędu), że jest to pojazd powypadkowy. Dalej wyjaśnił, że urząd rejestruje rocznie około 100 tys. samochodów i pomyłka mogła się zdarzyć" - mówi pan Piotr.
Sześć lat w sądach. Auto za 127 tys. zł wrasta w parking
W grudniu 2022 roku oszukany właściciel Audi A6 wniósł pozew cywilny przeciwko PIA do Sądu Okręgowego w Warszawie. Sprawa przekierowana została do Sądu Okręgowego XVI Wydział Gospodarczy. Mniej więcej w tym samym czasie udało mu się podważyć i cofnąć decyzję o rejestracji pojazdu na niego. Dzięki temu nie musi obecnie płacić OC za wrastające w ziemię auto. Z drugiej strony samochód nie ma też prawa poruszać się po publicznej drodze. Od kilku lat nie wyjeżdża więc poza obrys miejsca parkingowego.

"Do dzisiaj (marzec 2026) sąd nie wyznaczył skutecznie terminu pierwszej rozprawy. Zdążył natomiast odrzucić jako dowody w sprawie protokoły zeznań pracowników PIA i osób związanych ze sprowadzeniem, naprawą i rejestracją rzeczonego pojazdu" - kwituje pan Piotr.
Emeryt kontra system. Lata lecą, auto stoi
Historia pana Piotra i jego "bezwypadkowego" Audi A6 z salonu to klasyczny przykład starcia osamotnionego obywatela z polskim systemem prawnym. Mimo ewidentnych błędów popełnionych przez urząd, batalia o "odkręcenie" decyzji prezydenta miasta ciągnie się latami. Prokurator nie dopatrzył się też znamion przestępstwa w sprzedaży jako bezwypadkowy pojazdu po szkodzie całkowitej, co naraziło nabywcę nie tylko na straty finansowe, ale nawet potencjalną utratę zdrowia lub życia.
Warto dodać, że pan Piotr kupował swoje Audi na krótko przed emeryturą mając nadzieję, że po latach ciężkiej pracy będzie wreszcie mógł cieszyć się wymarzonym autem dobrej klasy, kupionym za skrupulatnie uskładane pieniądze.

Kończąc wypada jeszcze dodać, że początkowo - w 2019 - Porsche Inter Auto zaproponowało panu Piotrowi rozwiązanie kompromisowe - odkupienie pojazdu pod warunkiem zachowania w tajemnicy całej sytuacji i przyznania, że jego roszczenia wobec sprzedawcy były "bezzasadne". Właśnie wówczas, oburzony taką propozycją emeryt postanowił więc skierować sprawę na drogę sądową.
Od redakcji:
Z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie zwróciliśmy się do Porsche Inter Auto Polska. Odpowiedzi na nasze pytania udzieliła reprezentująca firmę adwokat. Ta przekonuje, że Porsche Inter Auto:
- działało zgodnie z procedurami obowiązującymi w momencie sprzedaży pojazdu,
- niezwłocznie podjęło działania po uzyskaniu dodatkowych informacji,
- zachowało pełną transparentność wobec klienta, audytorów i organów,
- zaproponowało rozwiązanie polubowne, pomimo, że przesłanki odpowiedzialności Porsche Inter Auto nie zostały spełnione,
- współpracowało z organami ścigania, rzeczoznawcami i audytem PHS,
- na każdym etapie działało w dobrej wierze, co potwierdza też umorzenie postępowania karnego w sprawie.
W korespondencji czytamy też m.in, że: "Samochód zakupiony przez pana Janiszewskiego w chwili jego wydania nadawał się do użytku, co potwierdza fakt, iż pan Janiszewski przez wiele miesięcy korzystał z niego, a samochód miał ważne badania techniczne. Informacja o możliwych naprawach poprzedzających zakup pojawiła się dopiero w 2019 roku, w oparciu o prywatną ekspertyzę zamówioną przez klienta".
Adwokat powołuje się też na opinię niezależnej ekspertyzy technicznej (DEKRA/Automobilklub Nowy Świat), która miała wykazać, że:
- pojazd posiadał ślady wcześniejszych napraw,
- nie obejmowały one elementów konstrukcyjnych nośnych,
- jedynym istotnym defektem w dacie badania był niesprawny element reflektora,
- stan pojazdu umożliwiał jego bezpieczną eksploatację,
- zakres kontroli 117 punktów nie obejmuje demontażu elementów, przez co naprawy ukryte są niemożliwe do wykrycia w ramach tego narzędzia.
Samochód pana Piotra sprawdziliśmy m.in. miernikiem grubości powłoki lakierowej. Pomiary wskazują, że maska oraz przednie błotniki mają wyraźnie grubszą warstwę lakieru niż elementy fabryczne. Podobne ślady ingerencji można dostrzec również na zderzakach oraz w rejonie lewego tylnego nadkola, gdzie pomiary sugerują obecność grubej warstwy materiału naprawczego.
Wątpliwości może budzić również opinia rzeczoznawcy DEKRA, zgodnie z którą naprawy nie obejmowały elementów konstrukcyjnych pojazdu. Na zdjęciach wykonanych po szkodzie w Niemczech widoczna jest uszkodzona lewa podłużnica. Podczas oględzin zwróciliśmy uwagę na ślady mogące wskazywać na niefabryczną ingerencję w rejonie lewej przedniej podłużnicy. Na tej podstawie można przypuszczać, że element ten mógł być wcześniej naprawiany, choć bez szczegółowej ekspertyzy nie sposób jednoznacznie przesądzić o zakresie wykonanych prac.
Z przeprowadzonych przez nas pomiarów wynika również, że już proste sprawdzenie grubości powłoki lakierowej pozwalało zauważyć ślady wcześniejszych napraw nadwozia. Może to sugerować, że takie badanie - jeśli zostało wykonane - nie wykazało wszystkich wcześniejszych ingerencji w nadwozie pojazdu.








