Elektrykiem przejechał prawie pół mln kilometrów. Jak zniosła to bateria?
Pewien Amerykanin przejechał bezawaryjnie swoim elektrycznym Fordem Mustangiem Mach-E 252 tys. mil, czyli ponad 400 tys. km. Czy po takim dystansie zasięg na jednym ładowaniu znacząco zmalał?

W skrócie
- David Blenkle przejechał swoim Fordem Mustangiem Mach-E ponad 400 tys. km, wykorzystując go do codziennych usług przewozowych w Santa Cruz.
- Stan baterii po tym przebiegu pozwala na zasięg około 460 km na jednym ładowaniu, co wskazuje na ograniczoną degradację akumulatora.
- Samochód jest regularnie ładowany w domu, nie sprawia problemów technicznych i służy między innymi do bezpłatnych przewozów weteranów oraz mieszkańców.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W kwestii aut elektrycznych nadal pozostaje wiele pytań, a dla wielu zmotoryzowanych zapewnienia oraz testy przeprowadzane przez producentów są niewystarczające. David Blenkle prowadzi usługi przewozowe autem elektrycznym w Santa Cruz w Kalifornii i spędza za kierownicą nawet do 12 godzin dziennie. Samochód jest więc wykorzystywany do pracy każdego dnia, dlatego tak pokaźny przebieg nie powinien nikogo dziwić.
Stan baterii w samochodzie elektrycznym po przebiegu prawie pół miliona kilometrów
Najwięcej pytań budzi oczywiście kondycja baterii. Po przebiegu przekraczającym 480 tys. km nadal pozostaje ona w dobrej formie - auto oferuje około 290 mil, czyli około 460 km zasięgu na jednym ładowaniu.
Największe nieporozumienie, z jakim się spotykam, dotyczy żywotności baterii i zasięgu – wtedy pokazuję licznik kilometrów
Z perspektywy producenta to potwierdzenie założeń konstrukcyjnych. Baterie w tym modelu projektowano tak, aby wytrzymywały co najmniej 10 lat i zachowywały około 90 proc. sprawności przy przebiegu 100 tys. mil. Ten przypadek pokazuje, że w praktyce degradacja - przy odpowiednim użytkowaniu - jest jednak zdecydowanie niższa. Warto dodać, że standardowa gwarancja producenta obejmuje baterię i układ napędowy przez 8 lat lub 100 tys. mil.
Ładuje auto w domu i przejechał ponad 400 tys. km. Z autem elektrycznym nie ma żadnych problemów
Samochód ładowany jest głównie w domu, najczęściej nocą. Właściciel na co dzień stosuje limit ładowania na poziomie 90 proc., a szybkie ładowarki wykorzystuje tylko wtedy, gdy pokonuje dłuższe trasy. "Mam domową ładowarkę Forda i podłączam auto każdego wieczoru. Ustawiam ładowanie na godziny z niższymi stawkami energii" - wyjaśnia David.

Eksploatacja auta jest nie tylko stosunkowo prosta, ale też przede wszystkim tania. Serwis ogranicza się do wymiany opon, przeglądów i wymiany filtrów kabinowych. Dzięki hamowaniu rekuperacyjnemu zużycie układu hamulcowego jest niewielkie, więc nawet przy tak dużym przebiegu klocki hamulcowe nie wymagały jeszcze wymiany.
Kierowca podkreśla, że samochód jest nie tylko bezawaryjny, ale docenia również obecność nowoczesnych systemów wspomagających jazdę. Szczególnie istotny jest system jazdy bez użycia rąk na autostradzie oraz brak hałasu typowego dla silników spalinowych, które sprawiają, że wielogodzinna praca za kierownicą jest mniej męcząca. "To trochę jak pierwszy raz, gdy założyłem słuchawki z redukcją hałasu w samolocie. Czuję się zupełnie inaczej pod koniec dnia" - dodaje.
Przejechał elektrykiem prawie 500 tys. km. Wozi weteranów i mieszkańców
Tak pokaźny przebieg jest efektem tego, że Amerykanin wykorzystuje swój samochód do prowadzenia usług przewozowych. David Blenkle oferuje bezpłatne przejazdy dla weteranów i ich rodzin na wizyty medyczne oraz na cmentarze narodowe. Na co dzień wozi też studentów i mieszkańców regionu.










