W skrócie
- Komisja Europejska analizuje wprowadzenie pełnego odliczenia VAT od zakupu lub leasingu aut bezemisyjnych dla firm, co ma zachęcić przedsiębiorstwa do wymiany flot.
- Przy aucie za 246 tys. zł brutto pełne odliczenie VAT dałoby firmom 23 tys. zł oszczędności, gdyż obecnie przy mieszanym użytku auta odlicza się zazwyczaj tylko 50 proc. podatku.
- Konsultacje unijne potrwają do 4 listopada 2026 r., a ewentualne zmiany mogą w przyszłości wpłynąć na zwiększenie liczby aut elektrycznych dostępnych na rynku wtórnym.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Bruksela rozpoczęła konsultacje w sprawie zmian w unijnych zasadach VAT. Jeden z analizowanych tematów dotyczy samochodów osobowych wykorzystywanych w działalności gospodarczej. Komisja uważa, że obecne przepisy nie zachęcają wystarczająco do wybierania pojazdów mniej szkodliwych dla środowiska.
Na stole nie ma jeszcze gotowego projektu. Rozważany jest jednak wariant, w którym firmy mogłyby odliczać cały VAT od zakupu lub leasingu samochodów bezemisyjnych. Jednocześnie odliczenie dotyczące pozostałych aut mogłoby zostać ograniczone.
Pełne odliczenie VAT od samochodu elektrycznego. Ile może zyskać firma?
Dziś przedsiębiorca, który korzysta z samochodu zarówno służbowo, jak i prywatnie, odlicza zazwyczaj 50 proc. VAT. Rodzaj napędu nie ma przy tym znaczenia - takie same zasady obejmują auto benzynowe, z silnikiem Diesla i elektryka. Pełne odliczenie jest możliwe, ale trzeba wykazać, że samochód służy wyłącznie działalności gospodarczej. W praktyce oznacza to m.in. prowadzenie ewidencji przebiegu oraz przyjęcie zasad wykluczających prywatne przejazdy.
Ile mogłaby dać nowa preferencja? Samochód wyceniony na 200 tys. zł netto kosztuje 246 tys. zł brutto. Zawarty w tej cenie VAT wynosi 46 tys. zł. Przy 50-procentowym odliczeniu firma odzyskuje 23 tys. zł. Gdyby mogła odliczyć podatek, otwiera się w nowym oknie w całości, w jej kieszeni zostałoby kolejne 23 tys. zł. To kwota, która może mieć większe znaczenie niż różnice w wyposażeniu czy deklarowanym zasięgu. Zwłaszcza dla dużych przedsiębiorstw, które zamawiają po kilkadziesiąt lub kilkaset pojazdów.
W leasingu korzyść nie pojawiłaby się jednorazowo. Byłaby widoczna w rozliczeniu VAT od kolejnych rat. Ostateczne zasady zależałyby jednak od przyjętych przepisów.
Samochody elektryczne w firmach mogą stać się bardziej opłacalne
Dla użytkownika prywatnego cena w salonie jest zwykle najważniejszym punktem odniesienia. Firmy liczą inaczej. Biorą pod uwagę ratę leasingową, serwis, energię lub paliwo, utratę wartości i podatki. Jeśli korzystniejsze rozliczenie VAT przechyliłoby ten rachunek na stronę elektryka, skutki na rynku mogłyby być szybko widoczne.
Preferencja podatkowa nie usunie oczywiście wszystkich przeszkód. Firma nadal musi mieć gdzie ładować samochody, ustalić jakie trasy mają pokonywać i ile będą warte przy odsprzedaży. Nie każda działalność jest też gotowa na flotę elektryczną.
Tam jednak, gdzie auta poruszają się głównie po mieście i wracają na noc do bazy, taki wybór może być łatwiejszy do obrony. A jeżeli samochód bezemisyjny pozwoli dodatkowo odliczyć więcej VAT niż spalinowy, argument finansowy stanie się znacznie mocniejszy.
Więcej elektryków poflotowych może obniżyć ceny używanych aut
Zmiana przygotowywana z myślą o firmach nie musi pozostać wyłącznie ich sprawą. Samochody flotowe są zwykle wymieniane po kilku latach i trafiają do sprzedaży. Jeśli przedsiębiorstwa zaczną kupować więcej elektryków, z czasem więcej takich samochodów pojawi się również na rynku wtórnym. Większy wybór powinien sprzyjać konkurencji cenowej, choć sporo będzie zależało od kondycji akumulatorów, historii eksploatacji i zainteresowania kupujących.
Dla osób, których nie stać na nowy samochód elektryczny, właśnie auta poflotowe mogą stać się najbardziej dostępną opcją. Podatkowa zachęta udzielona dziś firmom mogłaby więc za kilka lat wpłynąć na ceny płacone przez zwykłych kierowców.
Kiedy mogą zmienić się zasady odliczania VAT?
Konsultacje Komisji Europejskiej potrwają do 4 listopada 2026 r. Dopiero później poznamy wyniki analiz i ewentualny projekt zmian. Nawet wtedy droga do nowych przepisów pozostanie długa, ponieważ decyzje podatkowe w UE wymagają jednomyślnej zgody wszystkich państw członkowskich.
Mamy więc wyraźny sygnał, w którą stronę może pójść unijna polityka: zamiast dopłacać do każdego auta, Bruksela może próbować zmienić podatkowy rachunek opłacalności. Najpierw dla firm, a z czasem także dla klientów szukających samochodu z drugiej ręki.












