Elektryczne autobusy niszczą drogi. Norwegia ma poważny problem
Elektryczne autobusy niszczą lokalne drogi w Norwegii. Zbyt duży nacisk na osie sprawia, że w niektórych regionach autobusy na prąd nie mogą korzystać nawet z 40 proc. sieci drogowej. Wszystko wskazuje na to, że władze kraju - kolejny raz - będą musiały przesunąć ostateczny termin elektryfikacji transportu publicznego.

W skrócie
- Elektryczne autobusy w Norwegii powodują uszkodzenia lokalnych dróg ze względu na dużą masę pojazdów.
- Wprowadzenie elektrycznych autobusów utrudnia stan infrastruktury drogowej i mostowej, przez co wiele gmin nie może zrealizować planów elektryfikacji transportu publicznego do 2030 roku.
- Władze przewidują odroczenie terminów wymiany floty spalinowej na elektryczną oraz przygotowanie środków na modernizację dróg i zmianę limitów nacisku na oś.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Mimo niekwestionowanych zalet elektromobilności, z których największą jest obecnie widmo uniezależnienia się od niestabilnych dostaw węglowodorów, szybka wymiana floty na pojazdy elektryczne wciąż napotyka te same przeszkody. Poważny problem mają właśnie władze Norwegii, gdzie elektryczne autobusy - ze względu na ich masę - niszczą lokalne drogi. Narzucony w 2022 roku plan zastąpienia autobusów z silnikami Diesla pojazdami elektrycznymi już raz musiał zostać odłożony w czasie. Wszystko wskazuje na to, że stanie się tak po raz kolejny.
Pewne jest, że w wielu regionach nie uda się zrealizować wprowadzonego przepisami centralnymi już w 2022 roku planu zelektryfikowania transportu publicznego do 2030 roku.
Poczytny serwis NRK.no informuje, że wiele gmin nie wywiąże się z planu ze względu na stan infrastruktury drogowej. Mówiąc wprost - ciężkie autobusy elektryczne stanowią zbyt duże obciążenie dla lokalnych dróg i infrastruktury mostowej.
Elektryczne autobusy niszczą drogi w Norwegii. Władze mają problem
Problemem jest nacisk na oś, który w przypadku elektrycznych autobusów - ze względu na ciężkie baterie akumulatorów - jest dużo większy niż w klasycznych pojazdach z silnikami wysokoprężnymi.
Cytowany przez NRK radny okręgu Akershus (odpowiednik polskiego województwa, region położony bezpośrednio wokół Oslo) - Hakon Snortheim - stwierdził, że tylko w ostatnim czasie w budżecie trzeba było wygospodarować 150 milionów koron (około 58 mln zł) na dodatkowe prace związane z modernizacją sieci drogowej.
O skali problemu najlepiej świadczą dane norweskiego operatora transportu publicznego - firmy Ruter. Wynika z nich, że w niektórych regionach, jak np. Hadeland (region w okolicach Randsfjordu zamieszkały przez około 30 tys. osób) elektryczne autobusy nie mogą poruszać się nawet po 40 proc. sieci drogowej.
Pierwotny opracowany przez władze centralne plan rezygnacji ze spalinowych autobusów do 2028 roku został już raz odroczony. Gdy okazało się, że elektryczne autobusy mają poważne problemy z zapewnieniem ciągłości transportu w warunkach trudnej norweskiej zimy, termin zastąpienia Diesli elektrykami przesunięto na 2030 roku. Lokalne media twierdzą, że norweski departament transportu pracuje właśnie nad odroczeniem nowego terminu o kolejny rok.
Autobusy elektryczne za ciężkie dla lokalnych dróg
Planowane rozwiązanie ma dać gminom więcej czasu na remonty infrastruktury lub zmianę klasyfikacji części lokalnych dróg. Na wielu z nich limit nacisku na oś wynosi 8 ton, a w przypadku elektrycznych autobusów tylna oś napędowa potrafi generować nacisk w granicach 11-12 ton.
Doraźne rozwiązanie polegać może np. na zmianie klasyfikacji niektórych odcinków i podniesieniu limitu, ale to nie zmieni przecież rzeczywistej masy pojazdów. Drogi i tak trzeba więc będzie wyremontować, tyle że w nieco późniejszym terminie.









