Diesel droższy o 1/3, kierowcy wyszli na ulice. Policja odcina protestujących
Protest kierowców w Oslo znów zwrócił uwagę na problem rosnących cen paliw, który dotyka nie tylko Norwegię, ale i wiele innych krajów. W piątek setki pojazdów próbowały wjechać do centrum stolicy, by wyrazić sprzeciw wobec wysokich kosztów tankowania. Policja zatrzymała jednak główną kolumnę jeszcze przed śródmieściem.

W skrócie
- W Oslo odbył się protest około 700 kierowców przeciwko wysokim cenom paliw, z czego tylko niewielka grupa pojazdów została wpuszczona do centrum miasta.
- Podwyżki cen paliw, w szczególności oleju napędowego, mimo niedawnych obniżek podatkowych, były jednym z głównych powodów protestu.
- Protestujący domagają się niższych i stabilniejszych cen paliw oraz wprowadzenia maksymalnej ceny oleju napędowego, a rząd nie planuje kolejnych natychmiastowych działań.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Protest kierowców w Oslo. Setki pojazdów zablokowane przed centrum
W proteście udział wzięło około 700 pojazdów, w tym wiele ciężarówek. Kierowcy chcieli dotrzeć w okolice parlamentu, jednak służby pozwoliły przejechać jedynie niewielkiej grupie. Do centrum wpuszczono zaledwie 10 ciężarówek, a reszta została skierowana na główną obwodnicę Oslo.
Choć dzięki temu udało się ograniczyć chaos w śródmieściu, skutki protestu były odczuwalne w innych częściach miasta. Na trasach przelotowych szybko pojawiły się korki, które dodatkowo utrudniły piątkowy ruch.
Głównym powodem protestu są ceny paliw, które - zdaniem kierowców - są zbyt wysokie i nieprzewidywalne. Szczególnie dotyczy to oleju napędowego, który mimo niedawnych zmian podatkowych wciąż pozostaje o około jedną trzecią droższy od benzyny.
Sytuację dodatkowo komplikuje wpływ wydarzeń na Bliskim Wschodzie, które odbijają się na globalnych rynkach paliw. Kierowcy podkreślają, że rosnące koszty szczególnie uderzają w transport i rolnictwo, gdzie paliwo stanowi jeden z kluczowych wydatków.
Obniżki podatków na paliwa. Efekt mniejszy niż oczekiwano
Na początku kwietnia norweski parlament wymusił na rządzie obniżkę podatków na paliwa. W praktyce oznaczało to spadek ceny benzyny o 4,41 korony za litr oraz oleju napędowego o 2,85 korony.
Problem w tym, że kierowcy nie odczuli tych zmian w pełni. Dzień przed wejściem nowych stawek wiele stacji paliw podniosło ceny, przez co realne obniżki były znacznie mniej odczuwalne. To właśnie ten ruch wywołał dodatkową frustrację i stał się jednym z impulsów do protestu.
Kierowcy chcą zmian. Padają konkretne postulaty
Uczestnicy protestu jasno wskazują swoje oczekiwania. Domagają się nie tylko niższych cen paliw, ale także większej stabilności. Jednym z postulatów jest wprowadzenie maksymalnej ceny oleju napędowego, co miałoby ograniczyć wahania i ułatwić planowanie kosztów.
Zdaniem protestujących działania władz są spóźnione i niewystarczające. Podkreślają, że mimo decyzji parlamentu sytuacja na stacjach paliw praktycznie się nie poprawiła.
Do sprawy odniósł się premier Norwegii Jonas Gahr Stoere, który przyznał, że rozumie niezadowolenie kierowców. Jednocześnie zaznaczył, że za ostateczny poziom cen odpowiadają również same stacje paliw.
Szef rządu podkreślił, że po stronie rynku leży teraz dostosowanie cen do niższych podatków. W praktyce oznacza to, że rząd nie zamierza wprowadzać kolejnych natychmiastowych zmian, licząc na reakcję sprzedawców paliw.









