W Gaydon łatwo zapomnieć, że jesteśmy w centrali producenta supersamochodów. Jest zielono, spokojnie, obok budynków stoją ule, a całość bardziej przypomina siedzibę ekskluzywnej manufaktury niż klasyczną fabrykę samochodów. Rozmowa o sztucznej inteligencji odbywała się więc w miejscu, które samo przypominało, że Aston Martin wciąż mocno gra na tradycji, rzemiośle i emocjach.

Spis treści:
- AI zrobi w 30 sekund to, co projektant robiłby kilka dni
- Szef designu Astona Martina mówi: AI patrzy w przeszłość
- Czy istnieje algorytm na piękny samochód?
- Aston Martin nie może projektować aut pod średnią ocen
- Szef designu pyta kandydatów o szkicownik
- AI zostanie w motoryzacji. Ale to nie powód do paniki
Przy stole siedział Marek Reichman, człowiek, który od 2005 roku odpowiada za design Astona Martina. Urodzony w Sheffield projektant o polskich korzeniach wcześniej pracował m.in. dla Forda, BMW, Land Rovera, Rovera i Nissana, a przed przejściem do Gaydon był dyrektorem designu Ford North America. Nie mówił o AI jak ktoś, kto właśnie odkrył nowe modne hasło w branży. Mówił jak projektant, który codziennie zarządza zespołem ludzi odpowiedzialnych za wygląd samochodów jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek świata.
Zanim jednak rozmowa zeszła na sztuczną inteligencję, Reichman długo tłumaczył, czym dla Astona Martina jest ponadczasowy design. Mówił o ograniczeniach, które wbrew pozorom pomagają projektantom: czasie, budżecie, technologii, języku marki i sylwetce, po której samochód ma być natychmiast rozpoznawalny. Przekonywał też, że piękno nie jest przypadkiem, bo wynika z proporcji, relacji między liniami i czegoś, co odbiorca często czuje szybciej, niż potrafi nazwać.

Wtedy pojawiło się naturalne pytanie: skoro projektowanie można opisywać proporcjami, historią marki i powtarzalnymi motywami, czy sztuczna inteligencja może dziś pomóc stworzyć dobrze wyglądający samochód? Odpowiedź Reichmana nie była prostym "tak" albo "nie". Najpierw pokazał, gdzie AI naprawdę ma sens.
AI zrobi w 30 sekund to, co projektant robiłby kilka dni
Gdy zespół Astona Martina pracuje nad nowym modelem i chce przeanalizować np. wszystkie historyczne wersje charakterystycznego grilla marki, ktoś musi znaleźć materiały, porównać kształty i zobaczyć, jak przez lata zmieniała się linia, proporcja oraz sposób prowadzenia powierzchni.
Dawniej młody projektant mógłby spędzić nad tym kilka dni. Reichman nazwał to wprost nudną pracą, która odciąga człowieka od szkicowania. Dziś można poprosić o to AI i dostać taki materiał w kilkadziesiąt sekund.
Reichman nie widzi tu problemu. Przeciwnie - właśnie w takich zadaniach AI ma największy sens. Skraca drogę do wiedzy, porządkuje archiwa i pozwala projektantom szybciej przejść do właściwej pracy. Nie do klikania w kolejne foldery, ale do wymyślania samochodu.

Szef designu Astona Martina mówi: AI patrzy w przeszłość
Granica pojawia się chwilę później. Reichman zwraca uwagę, że algorytmy pracują na danych historycznych. Mogą przeanalizować to, co już powstało, porównać warianty, sprawdzić reakcje klientów i wskazać rozwiązania, które wcześniej dobrze działały.
Tyle że projektowanie samochodu nie polega tylko na powtarzaniu tego, co już raz się spodobało. Stwierdził wprost: "AI potrafi powiedzieć, kiedy ostatnio zrobiłeś coś najlepiej. Nie powie ci, co będzie dobre jutro".
W motoryzacji łatwo zobaczyć, do czego prowadzi takie myślenie. Jeśli coś zadziałało raz, szybko wraca w kolejnych modelach: agresywne światła, wielkie grille, podświetlane listwy, ostre przetłoczenia, wnętrza podporządkowane ekranom. Przez chwilę wygląda to świeżo. Po kilku latach zaczyna wyglądać jak szablon. Według Reichmana projektant musi wyczuć moment, w którym sprawdzony pomysł jest już po prostu zużyty.
Czy istnieje algorytm na piękny samochód?
Zapytałem, czy skoro piękno można opisywać proporcjami, matematyką i relacjami między liniami, da się stworzyć algorytm na piękny samochód. Reichman nie uciekł od odpowiedzi. Przyznał, że oczywiście można budować takie modele. Szybko jednak postawił granicę.
AI może dostarczać odpowiedzi, ale nie dostarcza uczuć - tak można streścić jego stanowisko. Algorytm może przeczytać raporty, przeanalizować opinie klientów i wskazać wariant, który wcześniej był najlepiej oceniany. Nie ma jednak własnego wyczucia, czy projekt jest jeszcze świeży, czy już nudny. Nie wie, czy dana linia nadwozia budzi napięcie, zachwyt albo obojętność.

Samochód nie jest tabelą wyników. Szczególnie taki. Zbyt zachowawczy projekt może być poprawny, ale bez charakteru. Zbyt mocna pogoń za efektem może z kolei zniszczyć to, co ludzie rozpoznają jako Astona Martina.
Aston Martin nie może projektować aut pod średnią ocen
Dane są w motoryzacji potrzebne. Problem zaczyna się wtedy, gdy samochód ma być wyłącznie bezpieczną odpowiedzią na to, co wcześniej dobrze wypadło w badaniach.
Reichman podał prosty mechanizm. Jeśli AI przeanalizuje powierzchnie, raporty i opinie klientów, może wskazać wersję najczęściej preferowaną. Najłatwiej byłoby ją powtórzyć. Tyle że klient za chwilę może powiedzieć: zmieniłem zdanie, już mi się to znudziło.
Dlatego projektant nie może być tylko operatorem danych. Musi mieć odwagę wybrać rozwiązanie, którego nie da się obronić samą tabelką. W przypadku Astona Martina dochodzi jeszcze jedno ograniczenie: samochód nadal ma wyglądać jak Aston Martin. Według Reichmana ograniczenia są jednak potrzebne, bo dobry projekt nie polega na odtwarzaniu języka marki, tylko na jego rozwijaniu.

Szef designu pyta kandydatów o szkicownik
Najlepszym dowodem na to, że Reichman nie traktuje projektowania jak obsługi programu, był fragment rozmowy o ludziach, których dobiera do swojego zespołu. Zespół designu Astona Martina liczy około 100 osób, a Reichman przyznał, że osobiście rozmawiał z mniej więcej połową z nich, zanim trafili do firmy.
Nie chodzi tylko o dyplom, portfolio i efektowną prezentację na ekranie. Reichman mówił, że podczas rozmowy pyta kandydatów, czy mają własny szkicownik. Nie po to, żeby sprawdzić, czy potrafią przygotować perfekcyjny obrazek na pokaz. Raczej po to, by zobaczyć, jak myślą, kiedy nikt im nie narzuca briefu.
Dla niego prywatne szkice mówią więcej niż dopracowana prezentacja. Pokazują, czy ktoś rzeczywiście interesuje się formą, czy ma własne pomysły i czy myśli o projektowaniu także poza oficjalnym zadaniem. To istotne, bo dzisiaj niemal każdy kandydat może pokazać świetnie przygotowane wizualizacje. Reichman sam przyznaje, że jego ludzie potrafią cyfrowo stworzyć obraz tak realistyczny, że trudno odróżnić go od zdjęcia. Ale potem dodaje: ważne, żeby ten człowiek nadal potrafił szkicować.
Jeśli algorytmy potrafią coraz szybciej produkować warianty, obrazy i podpowiedzi, tym ważniejsze staje się pytanie, kto za tym stoi. Nie tylko kto obsługuje narzędzie, ale kto ma własny pomysł, własną kreskę i odwagę nie zgodzić się ze średnią z danych.

AI zostanie w motoryzacji. Ale to nie powód do paniki
Po tej rozmowie w Gaydon trudno było uznać AI za wroga projektantów. Reichman nie bronił dawnego świata przed komputerami. Bardziej przypominał człowieka, który dobrze wie, które zadania warto oddać algorytmowi, a których oddać nie można.
AI może wiedzieć, co działało wczoraj. Może nawet podpowiedzieć, którą drogę wybrałaby większość. Ale ktoś nadal musi mieć odwagę narysować samochód, który jutro nie będzie wyglądał jak średnia z poprzednich sukcesów.










