W skrócie
- Niskie ceny części samochodowych z Chin stracą na atrakcyjności po wprowadzeniu przez Unię Europejską cła na przesyłki spoza Wspólnoty do 150 euro od 1 lipca 2026 roku.
- Nowa opłata, otwiera się w nowym oknie dotknie zamawiających niewielkie akcesoria samochodowe, a koszt cła wyniesie 3 euro za pozycję w zgłoszeniu celnym i będzie doliczany bezpośrednio do ceny zakupu.
- Zmiany są częścią reformy unijnego systemu celnego, obejmą trzy etapy i mają na celu ograniczenie napływu tanich przesyłek oraz wyrównanie warunków konkurencji między europejskimi a chińskimi platformami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Zmiana dotknie przede wszystkim osoby, które zamawiają drobne akcesoria samochodowe z chińskich platform sprzedażowych. Chodzi o niewielkie przesyłki spoza Unii Europejskiej, których wartość nie przekracza 150 euro, czyli około 630 zł.
Od 1 lipca 2026 r. takie zamówienia zostaną objęte tymczasową należnością celną. Wyniesie ona 3 euro za pozycję w zgłoszeniu celnym, a więc około 13 zł. Nowe zasady mają obowiązywać przez dwa lata, do 1 lipca 2028 r.
Dla kierowcy kupującego część za kilkaset złotych dodatkowa kwota może nie być szczególnie bolesna. Inaczej wygląda to przy produktach za kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. Wtedy 13 zł może wyraźnie podnieść końcowy koszt zakupu.
Kierowcy kupują z Chin czujniki, kamery i interfejsy OBD
Przez ostatnie lata chińskie platformy stały się popularnym miejscem zakupów dla właścicieli samochodów. Kierowcy szukali tam głównie drobnych części, prostych akcesoriów i elementów, które w Polsce bywają droższe albo trudniej dostępne.
Wśród najczęściej zamawianych produktów są interfejsy diagnostyczne OBD, czujniki ciśnienia TPMS, kamery cofania, moduły Android Auto i CarPlay, oświetlenie LED, spinki tapicerki, emblematy, przełączniki, piloty do centralnego zamka oraz akcesoria do wnętrza samochodu.
To właśnie przy takich zakupach nowa opłata będzie najbardziej widoczna. Jeżeli kierowca zamawia drobiazg za 50 lub 100 zł, doliczenie kolejnych kilkunastu złotych może zmienić ocenę, czy zakup nadal się opłaca.
Dlaczego Unia Europejska wprowadza opłatę za przesyłki spoza UE?
Nowa opłata jest częścią reformy unijnego systemu celnego. Bruksela chce ograniczyć masowy napływ tanich przesyłek spoza Unii Europejskiej i wyrównać warunki konkurencji między sprzedawcami działającymi w Europie a platformami z Chin.
Skala problemu jest duża. Według Komisji Europejskiej tylko w 2024 r. do państw UE trafiło około 4,6 mld przesyłek o niskiej wartości. To dwa razy więcej niż rok wcześniej. Znaczna część tych paczek pochodziła właśnie z Chin.
Krajowa Administracja Skarbowa wskazuje też na nadużycia związane z dotychczasowym systemem. Chodzi między innymi o zaniżanie wartości przesyłek oraz sztuczne dzielenie zamówień po to, aby uniknąć należności celnych.
Kupujący części z Chin nie będą natomiast musieli się martwić wypełnianiem żadnych deklaracji celnych, bowiem żadne procedury nie będą dotyczyć konsumenta końcowego, nawet jeśli będzie on jednocześnie importerem (czyli będzie sam kupował daną część na chińskiej platformie.
Jak wyjaśnia szef Krajowej Administracji Skarbowej, wiceminister finansów Marcin Łoboda:
Płatnikiem cła będzie ten, kto będzie zgłaszał i przedstawiał organom celnym towar do dopuszczenia do obrotu, czyli ten, kto dokonuje zgłoszenia celnego. To może być unijny oddział firmy, która dokonuje sprzedaży, ale może to być operator pocztowy, który zajmuje się dostarczaniem towaru do konsumenta, czyli np. Poczta Polska.
Natomiast zapewne ostatecznie opłata w wysokości 3 euro zostanie po prostu doliczona do ceny, więc i tak zapłaci ją kupujący. Jednak ma to być jedyny kontakt kupującego z cłem.
Cło na niewielkie przesyłki z Chin to dopiero początek
Zmiany w przepisach dotyczących towarów kupowanych na pozaunijnych platformach internetowych zostały rozłożone na trzy etapy - pierwszy to właśnie ten, który wchodzi od 1 lipca, a więc objęcie cłem towarów dostarczanych w przesyłkach o wartości do 150 euro.
Drugi etap zaplanowany został na początek listopada 2026 roku, kiedy w życie wejdzie opłata manipulacyjna, czyli handling fee. Jej wysokość nie została jeszcze ustalona, ma wynosić między 2 a 4 euro.
Natomiast w trzecim etapie, od 2028 r. wszystkie przesyłki zostaną objęte zwykłym cłem, naliczanym według taryfy celnej, czyli tak jak teraz od przesyłek o wartości ponad 150 euro, wówczas zniknie wprowadzane obecnie cło zryczałtowane, ale opłata manipulacyjne pozostanie.
Opłata manipulacyjne oficjalne ma pokrywać koszty koszty obsługi celnej i kontroli, ale jej głównym celem jest ograniczenie liczby przesyłek, sprawienie, że zakupy na chińskich platformach nie będą atrakcyjne.
Co ciekawe, cła, również zryczałtowane, są dochodem Unii Europejskiej, a każdy kraj unijny może sobie potrącić 25 proc. uzyskanych kwot jako koszty poboru. Natomiast opłata manipulacyjna ma być dochodem budżetów krajowych aż do 2028 roku. Ta opłata będzie pobierana od każdej przesyłki, niezależnie od jej wartości i szacuje się, że rocznie budżet Polski zarobi na niej 1,6 mld zł.












