Cudzy mandat, twoje auto. Czeski przepis, który może zrujnować ferie
"Podczas kontroli drogowej policja może poprosić o opłacenie mandatu, który nie jest twój" - wiadomość z funduszu leasingowego wbiła mnie w fotel. Zastanawiam się czy nie zmienić planów na ferie. Teraz nie wiem czy odważę się jechać do Czech.

Tak napisał do mnie kolega na Whatsappie. Dostał oficjalną korespondencję od VFWS - firmy finansującej, w której ma leasing na swoje Audi. Podobne wiadomości przekazuje klientom również Toyota Bank, ostrzeżenia przygotował też m.in. Santander Leasing. Niestety - to nie żart.
Fundusz leasingowy podpowiada, by zapłacić cudzy mandat
To nie teoria, tylko realny skutek czeskich przepisów, przed którym od dawna ostrzegają polskie placówki konsularne. W Czechach zwykła kontrola drogowa może służyć nie tylko sprawdzeniu kierowcy, ale też ściąganiu starych, nieopłaconych mandatów zapisanych w systemie. I to od ręki - już na drodze.
Kluczowe jest to, kto formalnie jest właścicielem auta. Przy leasingu albo wynajmie długoterminowym nie jest nim kierowca, tylko bank lub firma leasingowa.
Jeśli taki właściciel ma w Czechach zaległe kary, służby mogą prowadzić egzekucję na pojeździe należącym do tej firmy. Bez znaczenia jest, że osoba za kierownicą nie miała nic wspólnego z dawnymi wykroczeniami.
Cudze mandaty i egzekucja na drodze. Jak działa czeski przepis?
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraźnie wskazuje, że w Czechach możliwa jest egzekucja zaległych mandatów zarówno wobec kierowcy, jak i wobec właściciela pojazdu.
Odzyskiwanie należności dotyczy mandatu nałożonego zarówno na kierowcę, jak i właściciela pojazdu i następuje w miejscu kontroli drogowej. Jeśli korzystasz z auta w leasingu od firmy leasingowej, która nie opłaciła zaległych kar z tytułu przekroczenia prędkości zarejestrowanych przez fotoradary w Czechach, policja może nałożyć mandat karny obejmujący całościowe zadłużenie danej firmy leasingowej.
W praktyce leasing sprawia, że użytkownik auta może zostać wciągnięty w postępowanie dotyczące cudzych zobowiązań, bo jedzie samochodem należącym do podmiotu, który ma długi wobec czeskich organów.
Dlaczego czeska policja może zdjąć tablice rejestracyjne?
Jeśli mandat nie zostanie opłacony na miejscu, czeskie przepisy pozwalają policji zablokować dalszą jazdę. Najczęściej kończy się to zdjęciem tablic rejestracyjnych. Samochód zostaje na drodze, a kierowca nie może ruszyć, nawet jeśli sam niczego nie zrobił. To nie jest kara za jego zachowanie, tylko sposób na wyegzekwowanie długu.
Jedynym wyjściem jest zapłata od ręki. A to bywa problemem, bo firmy leasingowe finansują tysiące aut. Jeśli zaległości dotyczą chociażby kilkunastu samochodów, których użytkownicy np. zapomnieli opłacić winiety za autostradę, albo dali się ustrzelić przez fotoradar, łączna kwota może iść w dziesiątki tysięcy złotych.
Mojemu koledze VWFS poradził:
"Rekomendujemy opłacić mandat i przesłać do nas: informacje o mandacie (czytelny skan/zdjęcie mandatu wystawionego przez czeski organ), potwierdzenie płatności, numer konta do zwrotu i numer rejestracyjny lub numer umowy leasingowej, której sprawa dotyczy. W ten sposób unikniesz odebrania tablic i odholowania samochodu."
Leasing a wyjazd do Czech. Co można sprawdzić przed wyjazdem
Tak naprawdę, kierowca nie ma realnej możliwości samodzielnego sprawdzenia, czy instytucja finansowa będąca właścicielem auta ma w Czechach zaległe mandaty. Nie istnieje publiczny rejestr, który pozwalałby zweryfikować to przed wyjazdem. Do tego przecież mandat może zostać wystawiony w czasie naszej podróży.
Niektóre fundusze starają się uchronić klientów przed nieprzyjemnościami. Santander Leasing na swojej stronie zapewnia, że co dwa tygodnie wysyła do właściwych organów w Czechach uprzedzające zapytania o potencjalne wykroczenia i ich wysokość. "Na tej podstawie na bieżąco opłacamy ewentualne mandaty. Dzięki temu minimalizujemy ryzyko wystąpienia trudności podczas kontroli drogowej." - czytamy na stronie internetowej funduszu. Ale to też nie daje gwarancji.
MSZ ostrzega przed wyjazdem do Czech samochodem w leasingu
Polskie MSZ od dawna ostrzega przed tym problemem w oficjalnych poradnikach dla osób jadących do Czech. Mimo to wielu kierowców dowiaduje się o nim dopiero na własnej skórze - często w trakcie zwykłej kontroli, na poboczu drogi.
W skrócie: wyjazd do Czech autem w leasingu to dziś ryzyko, które nie ma nic wspólnego z tym, jak jedzie kierowca, ale z tym, w jakiej sytuacji prawnej jest właściciel samochodu.








