Co dalej z zakazem rejestracji samochodów spalinowych? Niemcy stawiają opór
W Europie wciąż nie ma zgody, jak pogodzić rosnące wymagania dotyczące emisji spalin z ochroną producentów samochodów wobec chińskiej ekspansji. Coraz większy opór wobec radykalnych rozwiązań stawiają Niemcy, którzy jeszcze kilka lat temu mocno lobbowali za całkowitym zakazem rejestracji samochodów spalinowych.

W skrócie
- Unia Europejska początkowo planowała całkowity zakaz rejestracji samochodów spalinowych od 2035 roku, jednak Komisja Europejska zaproponowała modyfikację do redukcji emisji o 90 proc.
- Zmiany w przepisach zostały wprowadzone głównie pod wpływem nacisków Niemiec i Włoch, ale Niemcy domagają się dalszych ustępstw dotyczących kompensacji emisji i uznania pojazdów na paliwa odnawialne za bezemisyjne.
- Ostateczny kształt przepisów będzie przedmiotem negocjacji z państwami członkowskimi, przy czym nie wszystkie kraje europejskie popierają łagodzenie tych regulacji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Ta zmiana stanowiska spowodowana została kłopotami niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego. Okazało się, że transformacja w kierunku elektromobilności idzie znacznie wolniej niż zakładały prognozy. Co więcej, korzystają na niej Chińczycy, którzy kontrolują wydobycie i przetwarzanie metali ziem rzadkich, niezbędnych do produkcji silników elektrycznych czy akumulatorów.
Zakaz rejestracji samochodów spalinowych od 2035 roku
Przypomnijmy, że Unia Europejska chciała, by do 2035 roku emisja spalin samochodów z rur wydechowych nowych samochodów została zredukowana o 100 proc. w stosunku do roku 2021, co de facto oznaczało zakaz rejestracji aut spalinowych. Dojście do tego zakazu miało być płynne, średnie emisje miały być redukowane już we wcześniejszych latach.
Gdy sprzedaż samochodów elektrycznych rosła znacznie wolniej niż zakładano, a gigantyczne inwestycje poczynione przez producentów samochodów nie zwracały się, zaczęto podejmować próby "zmiękczenia" zaplanowano na 2035 rok zakazu. Ostatecznie w grudniu 2025 roku Komisja Europejska zaproponowała modyfikację zasad - redukcja emisji ma wynosić nie 100 a 90 proc, dzięki czemu około 25 proc. sprzedawanych samochodów nadal mogłoby mieć różne silniki spalinowe (głównie w układach hybrydowych). Ustalono jednak, że pozostałe 10 proc. powinno być kompensowane przez stosowanie zielonej (ekologicznej) stali oraz zrównoważonymi paliwami.
Niemcy osiągnęły swój cel. Ale to nie koniec ich nacisku
Te zmiany wprowadzono głównie na skutek nacisku Niemiec i Włoch (wśród popierających zmiany była również Polska oraz Czechy, Węgry i Słowacja). Okazuje się jednak, że dla naszego zachodniego sąsiada to za mało.
Jak donoszą niemieckie media, podczas ostatnich rozmów koalicyjnych, kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział, że w negocjacjach z UE będzie naciskał na zmniejszenie poziomu kompensacji emisji po 2035 roku.
Merz uważa również, że pojazdy napędzane wyłącznie paliwami odnawialnymi, powinny być od razu uznane za bezemisyjne (tutaj chodzi głównie o biopaliwa i paliwa syntetyczne, które nie są produkowane z ropy naftowej). Ponadto odrzuca unijne nakazy zwiększania liczby pojazdów elektrycznych we flotach firmowych. Merz powtórzył apele o "pełną otwartość technologiczną" dla napędów samochodów, a więc odrzuca forsowane od lat przez UE faworyzowanie napędu elektrycznego.
Przed EU i państwami członkowskimi trudne negocjacje
Redukcja emisji o 90 proc. to wciąż tylko propozycja ze strony Komisji Europejskiej, ostateczny kształt przepisów będzie negocjowany w ciągu nadchodzących miesięcy z państwami członkowskimi.
Warto dodać, że nie wszystkie kraje europejskie stoją po stronie Niemiec. Z rezerwą do łagodzenia przepisów podchodzą m.in. Hiszpania, w której powstają nowe fabryki chińskich producentów i Szwecja (Volvo należy do chińskiego Geely i do niedawna planowało sprzedawać wyłącznie samochody elektryczne już od 2030 roku).










