Co 10. nowe auto w Polsce jest z Chin
Granica, o której jeszcze rok temu mówiło się teoretycznie, właśnie została przekroczona. Co 10. nowe auto rejestrowane w Polsce pochodzi dziś z Chin, a liczby pokazują, że to nie chwilowy skok, lecz trwała zmiana na rynku.

Jeszcze dwa lata temu chińskie samochody w Polsce były statystycznym marginesem. Dziś dane nie pozostawiają wątpliwości: rynek przekroczył granicę, po której nie da się już mówić o niszy. Z najnowszych analiz wynika, że udział chińskich marek w nowych rejestracjach sięgnął ok. 10 proc., a tempo wzrostu jest jednym z najwyższych w całej Europie.
To nie opinia importerów ani prognoza marketingowa. To wnioski płynące wprost z Raportu EFL "Czy chińska motoryzacja zdobyła globalny rynek?", opartego na danych IBRM SAMAR, PZPM i ACEA.
Od 370 aut do dziesiątek tysięcy
Skala zmiany najlepiej wygląda w liczbach. W 2023 roku w Polsce zarejestrowano zaledwie 370 nowych samochodów chińskich marek. Rok później było to już 11 335 aut, a 2025 przyniósł bezprecedensowe przyspieszenie. Każdy kolejny miesiąc - z wyjątkiem czerwca - przynosił nowy rekord wolumenu. W październiku chińskie marki odpowiadały już za około 10 proc. wszystkich nowych rejestracji.
Jeśli ta dynamika się utrzyma, sprzedaż w całym 2025 roku może sięgnąć nawet 45 tys. samochodów, a według prognoz przywoływanych w raporcie do 2028 roku po polskich drogach może jeździć nawet milion aut "made in China".
Cena robi różnicę, której rynek nie ignoruje
Raport pokazuje też, dlaczego ten wzrost jest tak szybki. Średnia cena sprzedaży chińskich marek w Polsce w 2025 roku po podsumowaniu trzech kwartałów wynosiła 137 442 zł, podczas gdy średnia cena rynkowa sięgała 186 397 zł. To nie kosmetyczna różnica, lecz luka, która dla wielu klientów przesądza o wyborze.
Co istotne, nie jest to oferta "budżetowa" w klasycznym sensie. Chińskie samochody bardzo często oferują bogate wyposażenie seryjne, długie gwarancje (5-7 lat lub do 150 tys. km) oraz technologie, które u wielu europejskich producentów wymagają dopłat.
Nie elektryki, nie ideologia. W Polsce wygrywa pragmatyzm
Jednym z najciekawszych wniosków raportu jest struktura sprzedaży. W Polsce najlepiej sprzedają się chińskie auta spalinowe i hybrydowe, a dopiero potem elektryczne. To wyraźnie odróżnia nasz rynek od Europy Zachodniej, gdzie narracja wokół chińskich marek skupia się głównie na elektrykach.
Ten pragmatyzm widać też w rankingach. MG jako jedyna marka z Chin znalazła się w TOP20 najpopularniejszych marek w Polsce w ujęciu ogólnym, a w samym październiku do czołówki dołączyły także BYD oraz Omoda. Model MG HS w październiku awansował aż na 6. miejsce w rankingu najczęściej rejestrowanych samochodów w Polsce.

Firmy ostrożniejsze, ale trend jest ten sam
Raport EFL pokazuje też wyraźną różnicę między klientami indywidualnymi a firmami. W badaniu przeprowadzonym wśród decydentów flotowych zaledwie 15 proc. firm deklaruje dziś preferencję dla marek chińskich, podczas gdy wśród klientów prywatnych udział ten jest znacznie wyższy. Powód? Krótka historia rynkowa, niepewność wartości rezydualnych i ograniczone doświadczenia rynku wtórnego.
Jednocześnie dane SAMAR pokazują, że udział chińskich marek w kanale osób fizycznych przekroczył już 11 proc., a segment leasingu i CFM także zaczyna rosnąć, choć wolniej.
Rynek właśnie zmienił punkt odniesienia
Najważniejszy wniosek nie dotyczy jednej marki ani jednego modelu. Próg psychologiczny został przekroczony. Od tego momentu chińskie samochody w Polsce nie są już "alternatywą dla ciekawskich", lecz pełnoprawnym elementem rynku, z którym muszą liczyć się dealerzy, producenci i klienci.
To, jak ta zmiana wpłynie na ceny, rynek aut używanych i wartości rezydualne, okaże się w kolejnych latach. Jedno jednak już wiadomo: powrotu do punktu wyjścia nie będzie.








