W skrócie
- Analitycy podnieśli prognozy udziału chińskich marek w europejskim rynku, przewidując, że mogą one zająć nawet 30 proc. sprzedaży w nadchodzących latach.
- Kluczowym czynnikiem sukcesu chińskich producentów w Europie jest agresywna polityka cenowa, która zmusza europejskie koncerny do obniżania cen swoich modeli.
- W Polsce w czerwcu 2026 roku chińskie marki osiągnęły historyczny wynik, zdobywając 14,9 proc. udziału w rynku dzięki dużemu zainteresowaniu ze strony klientów firmowych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jeszcze kilka lat temu prognozy dotyczące ekspansji chińskich producentów samochodów w Europie wydawały się ambitne. Dziś okazuje się, że rzeczywistość wyprzedza wcześniejsze założenia. Jak informuje serwis Automotive News Europe - marki takie jak BYD, Chery czy należące do koncernu SAIC MG rozwijają sprzedaż na Starym Kontynencie znacznie szybciej, niż zakładali eksperci, zmuszając analityków do wyraźnego podnoszenia długoterminowych prognoz.
Prognozy rosną z miesiąca na miesiąc
Jeszcze niedawno analitycy zakładali, że chińskie marki będą w stanie zdobyć około jednej piątej europejskiego rynku. Dziś takie przewidywania uznawane są za zbyt ostrożne. Martin Benecke z S&P Global Mobility przyznaje, że wcześniejsze prognozy mówiące o 20-procentowym udziale wymagają korekty. Jego zdaniem nie ma powodów, by zakładać, że chińscy producenci zatrzymają się właśnie na takim poziomie.
Jeszcze dalej idzie Paul Willis, były szef Volkswagena w Wielkiej Brytanii. W jego ocenie udział chińskich marek w europejskiej sprzedaży samochodów może w przyszłości sięgnąć nawet 30 proc. Tak szybki wzrost ma być napędzany przede wszystkim bardzo agresywną polityką cenową, która wywiera coraz większą presję zarówno na nowych graczy, jak i na największych europejskich producentów.
Cena staje się najważniejszym argumentem
Zdaniem analityków to właśnie atrakcyjne ceny są największą przewagą chińskich producentów. Julian Litzinger z Dataforce uważa, że europejskie koncerny mają ograniczone pole manewru i będą musiały zaoferować klientom tańsze samochody. Według niego obecny trend wyhamuje dopiero wtedy, gdy lokalni producenci zaczną zdecydowanie obniżać ceny swoich modeli.
Jako przykład bardziej przystępnego podejścia wskazywany jest elektryczny Renault Twingo. Samochód otrzymał uproszczoną specyfikację i ograniczone możliwości personalizacji, dzięki czemu jego cena w Niemczech rozpoczyna się od 19 990 euro. Volkswagen nie ma jeszcze równie taniej propozycji. Model ID. Polo kosztuje od 24 995 euro, a konkurent Twingo, prawdopodobnie oznaczony jako ID. 1, ma pojawić się dopiero w 2027 roku z ceną wynoszącą około 20 tys. euro.
Wielka Brytania pokazuje kierunek zmian
Na razie Niemcy pozostają stosunkowo odporne na ekspansję producentów z Chin. W pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku BYD, MG i pozostałe chińskie marki odpowiadały tam za zaledwie 3,8 proc. rejestracji nowych samochodów osobowych. Pomaga w tym silna pozycja niemieckich producentów w segmencie premium, gdzie rozpoznawalność marek i ich wizerunek wciąż pozwalają utrzymywać wyższe ceny.
Nie oznacza to jednak, że sytuacja pozostanie bez zmian. S&P Global Mobility prognozuje, że w perspektywie najbliższej dekady chińskie marki mogą zdobyć nawet 15 proc. niemieckiego rynku. Przedsmak takiego scenariusza widać już w Wielkiej Brytanii, gdzie odpowiadają za około jedną szóstą wszystkich nowych rejestracji. Dobrym przykładem tempa tej ekspansji jest Jaecoo 7, który zaledwie kilka miesięcy po debiucie znalazł się w gronie najszybciej zyskujących na popularności nowych modeli.
Chińskie modele zalewają także polski rynek
Tendencja widoczna w Europie coraz wyraźniej zaznacza się również w Polsce. Czerwiec 2026 roku przyniósł historyczny wynik dla chińskich producentów. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że spośród ponad 59 tys. nowych samochodów zarejestrowanych w tym miesiącu aż ponad 8,8 tys. stanowiły auta chińskich marek. Oznacza to 14,9 proc. rynku. Rok wcześniej było ich niewiele ponad 3 tys.
Szczególnie istotna jest jednak zmiana struktury sprzedaży. O ile klienci indywidualni zarejestrowali niespełna 3,5 tys. takich samochodów, co oznacza spadek o 4,6 proc. względem maja, o tyle rejestracje wśród firm wzrosły o blisko 49 proc. - z niespełna 3,6 tys. do ponad 5,3 tys. aut.
W segmencie flotowym najszybciej rosła Omoda, która zwiększyła liczbę rejestracji o ponad 111 proc. do 993 egzemplarzy. Pod względem liczby zarejestrowanych aut prowadził jednak BYD z wynikiem 1005 samochodów (+60,3 proc. miesiąc do miesiąca), a tuż za nim znalazło się MG z 994 rejestracjami, co oznacza wzrost o 57,5 proc.












