W skrócie
- Raport ZPiP oraz OSW ostrzega, że ekspansja chińskich marek może zagrozić nawet 300 tysiącom miejsc pracy w polskiej branży motoryzacyjnej.
- Głównym wyzwaniem dla Europy nie jest obecność samych aut z Chin, lecz rosnące uzależnienie od chińskich surowców, komponentów oraz zaawansowanych technologii.
- Polskie małe i średnie przedsiębiorstwa produkujące części są zagrożone, ponieważ w przypadku spadku produkcji u europejskich gigantów stracą swoje zamówienia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Szczegółowej analizy strategii chińskich potentatów przemysłowych - w tym producentów samochodów - podjęli się autorzy nowego "Polska - Europa - Chiny: współpraca czy pułapka uzależnienia?" opracowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wraz z Ośrodkiem Studiów Wschodnich.
Autorzy raportu nie mają wątpliwości - Europejska motoryzacja znalazła się właśnie w punkcie zwrotnym i musi odnaleźć się w zupełnie nowej roli. Na szali są setki tysięcy miejsc pracy w przemyśle, który stanowi jeden z filarów polskiej gospodarki.
W raporcie czytamy, że przemysł automotive generuje pośrednio i bezpośrednio 13,8 miliona miejsc pracy w Europie i odpowiada za 6,1 proc. całego zatrudnienia na Starym Kontynencie. Przy samej produkcji samochodów pracuje aż 2,6 miliona Europejczyków. To aż 8,5 proc. całego zatrudnienia w przemyśle wytwórczym.
Ile osób pracuje w polskiej branży motoryzacyjnej?
W Polsce branża automotive odpowiada za 7,2 proc. wszystkich miejsc pracy w przemyśle, co przekłada się na około 210 tysięcy zatrudnionych osób. Raport wskazuje jednak na szacunki Polskiego Instytutu Ekonomicznego, z których wynika, że rzeczywiste zatrudnienie może być duża wyższe i wynosić ponad 300 tys. osób. Dlaczego ekspansja chińskich producentów stanowić może poważne zagrożenie dla polskiej gospodarki?
Przez wiele dekad globalny przemysł motoryzacyjny opierał się na relatywnie stabilnym podziale ról. Europa była centrum innowacji, zaawansowanej produkcji oraz rozwoju technologii, Stany Zjednoczone wyznaczały kierunki komercjalizacji nowych rozwiązań, a Azja stanowiła zaplecze produkcyjne. Dziś ten model ulega głębokiej przebudowie, a głównym beneficjentem zmian są Chiny - zauważają autorzy raportu.
Elektryki koniem trojańskim Chin w UE? Europa daleko w tyle
W liczącym 69 stron opracowaniu czytamy m.in. że z perspektywy europejskiego sektora dostawców motoryzacyjnych największym zagrożeniem nie jest sama obecność chińskich marek w Europie.
Znacznie większym wyzwaniem jest rosnące uzależnienie od chińskich komponentów, surowców oraz technologii
I zwracają uwagę na pewien paradoks. Inwestując w elektromobilność Europa dąży do zwiększenia niezależności energetycznej i technologicznej, jednocześnie budując nowy model mobilności oparty na komponentach, których produkcja pozostaje skoncentrowana głównie w Chinach.
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) w 2025 roku Chiny odpowiadały za ponad 80 proc. światowej produkcji baterii litowo-jonowych wykorzystywanych m.in. w samochodach elektrycznych. Chiny dostarczały około 85 proc. materiałów katodowych i ponad 90 proc. materiałów anodowych. W Chinach rafinowano ok. 65 proc. światowego litu, 75 proc. kobaltu i ponad 90 proc. grafitu, a sam grafit - podstawowy materiał anodowy - był także w ok. 80 proc. wydobywany w Kraju Środka.
Dlatego właśnie, Europa - jako wspólnota - musi w szybkim tempie budować swoje kompetencje w zakresie produkcji baterii trakcyjnych i zabezpieczyć dostęp do bazy surowcowej
"Doświadczenia ostatnich lat pokazały, jak szybko zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw mogą wpływać na produkcję w Europie. Kryzysy związane z dostępnością półprzewodników czy komponentów elektronicznych ujawniły skalę zależności od dostawców spoza Unii Europejskiej" - czytamy w raporcie.
Chińskie auta uderzają w polskie firmy?
Raport ZPiP i OSW wskazuje, że ekspansja chińskich producentów aut stanowi "szczególnie dotkliwy problem dla polskiego sektora małych i średnich przedsiębiorstw".
Większość fabryk w naszym kraju produkujących części, silniki, podzespoły, fotele czy elektronikę produkuje na zamówienie gigantów z Europy Zachodniej, czy Japonii. Jeśli niemiecki Volkswagen, francusko-włoski Stellantis, czy japońska Toyota ograniczą produkcję z powodu przegranej walki z Chińczykami, polskie fabryki natychmiast stracą zamówienia
I dodają, że lokalna produkcja komponentów, elektroniki, spedycja etc. "jest mechanizmem naczyń połączonych, który zasila największe fabryki w Polsce".
Ciekawy wątek stanowi produkcja akumulatorów trakcyjnych do aut elektrycznych. Polska - głównie dzięki fabryce LG Energy Solution pod Wrocławiem - urasta w tym względzie do miana europejskiego lidera. Problem w tym, że chińscy producenci samochodów mają "własne w pełni zintegrowane łańcuchy dostaw komponentów i baterii".
"Importując gotowe auto z Chin, Europa i Polska tracą marżę na każdym etapie produkcji" - od surowców po montaż końcowy - czytamy w opracowaniu.
Im więcej "chińczyków" tym gorzej dla polskich firm?
Dla polskich dostawców przemysłu motoryzacyjnego szczególnie niebezpieczna ma być również zwiększanie udziału chińskich pojazdów w eksporcie.
Zdaniem autorów nawet "częściowe przenoszenie produkcji chińskich samochodów do Europy nie poprawi tej sytuacji", m.in. dlatego, że "polityka chińskich marek przypomina dumping cenowy, który zapewne nie byłby możliwy bez dopłat rządu chińskiego".
W opinii autorów raportu Chińska ekspansja w motoryzacji nie jest zjawiskiem przejściowym lecz efektem "długofalowej strategii gospodarczej, która już dziś zmienia układ sił w globalnym przemyśle".
Europa stoi przed wyborem pomiędzy biernym dostosowywaniem się do nowych realiów a aktywnym kształtowaniem własnej pozycji konkurencyjnej. Istotne znaczenie będą miały inwestycje w innowacje, rozwój lokalnych łańcuchów dostaw, dostęp do konkurencyjnej cenowo energii oraz bardziej pragmatyczne podejście regulacyjne - kwitują autorzy.












