Chińczycy ratują europejskie fabryki? Nissan tłumaczy współpracę z Chery
Jeszcze kilka lat temu Nissan budował fabryki w Chinach i pomagał rozwijać tamtejszy przemysł motoryzacyjny. Dziś szef europejskiego oddziału japońskiego koncernu otwarcie przyznaje, że współpraca z właścicielem marek OMODA i JAECOO ma pomóc poprawić rentowność brytyjskiej fabryki. To historia znacznie większa niż porozumienie dwóch firm.

Gdy na początku czerwca Nissan poinformował o podpisaniu porozumienia z chińskim koncernem Chery, informacja przeszła przez branżowe media bez większego echa. Europejskie marki coraz częściej współpracują z chińskimi producentami, a chińskie firmy od dawna szukają sposobów na zwiększenie swojej obecności poza własnym krajem.
Teraz pojawił się dodatkowy szczegół, który wskazuje na duży problem motoryzacyjnych gigantów.
Dlaczego Nissan rozpoczął współpracę z Chery?
Podczas kongresu Automotive News Europe szef europejskiego oddziału Nissana Max Messina przyznał, że rozmowy z Chery rozpoczęły się w momencie, gdy produkcja brytyjskiej fabryki w Sunderland spadła poniżej poziomu zapewniającego odpowiednią rentowność zakładu.
Oznacza to, że Nissan nie szukał chińskiego partnera dlatego, że brakowało mu technologii czy doświadczenia. Szukał go dlatego, że brakowało mu produkcji.
Skala problemu jest łatwa do zauważenia. Jeszcze dziesięć lat temu zakład w Sunderland produkował ponad 500 tys. samochodów rocznie. W 2025 roku liczba ta spadła do 273 tys. egzemplarzy. W praktyce oznacza to, że jedna z najważniejszych fabryk Nissana w Europie wykorzystuje dziś znacznie mniejszą część swoich możliwości niż jeszcze dekadę temu.
Właśnie dlatego Nissan podpisał porozumienie z Chery. Plan zakłada, że chiński producent będzie korzystał z jednej z linii produkcyjnych brytyjskiego zakładu, a Nissan stanie się producentem kontraktowym dla swojego partnera.
Chcemy działać strategicznie, ale czasami trzeba wykorzystać pojawiającą się okazję

Fabryka Nissana w Sunderland produkuje o połowę mniej aut niż dekadę temu
Dla przeciętnego kierowcy liczby dotyczące wykorzystania mocy produkcyjnych mogą brzmieć abstrakcyjnie. Dla producenta samochodów są jednak kluczowe. Fabryka kosztuje miliardy euro. Trzeba utrzymywać budynki, maszyny, dostawców i wykwalifikowaną kadrę. Im więcej samochodów opuszcza linię produkcyjną, tym łatwiej rozłożyć te koszty na poszczególne egzemplarze.
Gdy produkcja spada, sytuacja szybko się zmienia. Koszty pozostają wysokie, a liczba samochodów, które mają je pokryć, staje się coraz mniejsza. Właśnie dlatego dodatkowe zlecenia od zewnętrznego partnera mogą być dla producenta znacznie bardziej atrakcyjne, niż mogłoby się wydawać.
W Wuhu było widać, dokąd zmierza Chery
Historia Sunderland przypomniała mi wizytę w centrali Chery w chińskim Wuhu. Patrząc na skalę inwestycji, własne centra badawczo-rozwojowe, rozwój technologii hybrydowych i elektrycznych oraz tempo ekspansji zagranicznej, trudno było traktować tę firmę jako kolejnego producenta, który po prostu chce eksportować samochody do Europy. Widać było, że Chery buduje pozycję globalnego gracza. Wówczas można było uznać to za ambitną deklarację. Dziś kolejne elementy tej strategii zaczynają być widoczne również w Europie.
Chery nie jest jedyną chińską firmą w europejskich fabrykach
Przypadek Sunderland nie jest odosobniony. Chery już wcześniej przejęło dawną fabrykę Nissana w Barcelonie, gdzie produkuje samochody marki Ebro. Na początku roku firma porozumiała się również w sprawie przejęcia zakładu montażowego Nissana w Republice Południowej Afryki. Równocześnie BYD otwarcie mówi o zwiększaniu swoich możliwości produkcyjnych w Europie, a Stellantis rozwija współpracę z Leapmotorem.
Jeszcze kilka lat temu podobne informacje byłyby interpretowane jako oznaka słabości europejskich producentów. Dziś sytuacja wygląda bardziej złożenie. Chińskie firmy potrzebują zakładów, które pozwolą im szybciej zwiększać obecność na kolejnych rynkach. Europejscy i japońscy producenci coraz częściej potrzebują natomiast dodatkowych wolumenów produkcji.

Chińskie marki zmieniają zasady gry w motoryzacji
Przez lata dyskusja o chińskiej motoryzacji koncentrowała się wokół jednego pytania - kiedy chińskie samochody zaczną odbierać klientów europejskim markom. Dziś widać, że zmiana jest znacznie głębsza.
Chińscy producenci nie tylko konkurują z europejskimi markami na rynku. Coraz częściej stają się również partnerami, którzy pomagają lepiej wykorzystać istniejące fabryki.
Dlatego historia współpracy Nissana i Chery jest znacznie ciekawsza, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie chodzi wyłącznie o jedną linię produkcyjną w Sunderland. To kolejny sygnał pokazujący, jak bardzo zmienił się światowy przemysł motoryzacyjny. Dwie dekady temu Europa i Japonia uczyły Chińczyków, jak budować samochody. Dziś coraz częściej korzystają z ich kapitału, skali działalności i rosnącej pozycji rynkowej.








