Ceny ropy wystrzeliły w górę. To największy skok od czterech lat
Napięcie na Bliskim Wschodzie odbija się na rynku paliwowym z pełną siłą. Po poniedziałkowym otwarciu sesji ceny ropy zanotowały najmocniejszy skok od czterech lat, choć później kursy lekko spadły. Inwestorzy nerwowo reagują na faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran, co było odpowiedzią na ataki USA i Izraela. To właśnie przez ten wąski korytarz przepływa nawet jedna trzecia światowego transportu morskiego ropy oraz znacząca część dostaw gazu ziemnego.

W skrócie
- Ceny ropy wzrosły o ponad 20 proc. od początku 2026 roku, osiągając najwyższe poziomy od stycznia 2025 roku.
- Cieśnina Ormuz została zamknięta dla ruchu statków ze względu na działania wojenne pomiędzy USA, Izraelem a Iranem, unieruchamiając co najmniej 150 tankowców i ograniczając światowy transport ropy i LNG.
- Kraje OPEC+ zdecydowały o symbolicznym zwiększeniu wydobycia, jednak analitycy wskazują, że bez bezpiecznego przepływu przez Ormuz rynek pozostaje w fazie wysokiego ryzyka.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Baryłka ropy West Texas Intermediate (WTI) w kontraktach na kwiecień kosztowała w Nowym Jorku 71,45 USD, co oznacza wzrost o 6,61 proc. Z kolei Brent na giełdzie ICE osiągnął poziom 77,91 USD za baryłkę, rosnąc o 6,92 proc. W pierwszych minutach handlu zwyżki sięgały nawet 13 proc., a notowania znalazły się na najwyższym poziomie od stycznia 2025 r.
Cieśnina Ormuz sparaliżowana. Tankowce utknęły
Sytuacja w regionie gwałtownie się zaostrzyła po sobotnich atakach rakietowych USA i Izraela na cele w Iranie. Teheran odpowiedział serią uderzeń na Izrael, a także na amerykańskie bazy i obiekty w Arabii Saudyjskiej, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Bahrajnie. Dodatkowo irańska Gwardia Rewolucyjna ogłosiła, że statki znajdujące się w Zatoce Perskiej nie mają prawa przepływać przez cieśninę pozostającą pod jurysdykcją Iranu.
Co najmniej 150 tankowców - w tym jednostki przewożące ropę oraz LNG - zostało unieruchomionych w Zatoce Perskiej. Po drugiej stronie cieśniny oczekują kolejne dziesiątki statków. Tankowce zgromadziły się na otwartych wodach u wybrzeży największych producentów ropy, takich jak Irak i Arabia Saudyjska, a także Katar - jeden z kluczowych eksporterów LNG. Cieśnina Ormuz to jedyna morska droga eksportowa dla ropy z Iranu, Arabii Saudyjskiej, ZEA, Bahrajnu, Kuwejtu i Iraku. Jej zamknięcie oznacza realne zagrożenie dla ciągłości globalnych dostaw.
Dwa statki trafione. 60 jednostek szuka schronienia
Według danych platformy monitorującej ruch statków Kpler w pobliżu cieśniny doszło do incydentów z udziałem dwóch jednostek. Jedna z nich miała należeć do tzw. irańskiej floty cieni, druga transportowała blisko 500 tys. baryłek benzyny z Europy do Arabii Saudyjskiej. Dodatkowo około 60 statków pod francuską banderą lub należących do francuskich firm otrzymało polecenie szukania bezpiecznego schronienia.
OPEC+ zwiększa wydobycie. To nie wystarczy, aby uspokoić rynek
W reakcji na eskalację konfliktu kraje OPEC+, czyli sojusz zrzeszający największych producentów ropy, uzgodniły, że od 1 kwietnia zwiększą produkcję do 206 tys. baryłek dziennie. To wzrost jedynie nieznacznie większy niż podwyżka ogłoszona w grudniu 2025 r.
Analitycy podkreślają jednak, że to przede wszystkim sygnał polityczny, a nie realne rozwiązanie problemu. Jeżeli ropa fizycznie nie będzie mogła opuścić regionu, symboliczne zwiększenie wydobycia nie zrównoważy ryzyka braków na rynku. Inwestorzy koncentrują się dziś nie na liczbach podawanych przez OPEC+, lecz na tym, czy tankowce będą mogły bezpiecznie przepływać przez Ormuz.
Ceny ropy już wzrosły o 20 proc. To może nie być koniec
Od początku 2026 r. ropa podrożała o ponad 20 proc., częściowo w oczekiwaniu na eskalację napięć wokół Iranu. Teraz spodziewane są kolejne podwyżki związane z zatrzymaniem transportu w jednym z najważniejszych punktów świata dla handlu surowcami energetycznymi.
Część ekspertów wskazuje, że jeżeli ruch tankowców zostanie szybko wznowiony lub dojdzie do wiarygodnej deeskalacji to napięcie może opaść. W przeciwnym razie ceny ropy mogą utrzymać się na podwyższonych poziomach, a nawet kontynuować wzrosty.
Ubezpieczenia drożeją, statki stoją. Rynek w fazie wysokiego ryzyka
Dodatkowym czynnikiem destabilizującym sytuację są rosnące koszty ubezpieczeń. Ubezpieczyciele sygnalizują gwałtowne podwyżki składek dla jednostek planujących przepływ przez cieśninę, a część firm może w ogóle odmówić ochrony w warunkach podwyższonego ryzyka wojennego.
Eksperci mówią wprost - globalny rynek ropy wszedł w nową, znacznie bardziej niebezpieczną fazę. Każda kolejna informacja z regionu może wywołać dynamiczną reakcję notowań. Jeżeli sytuacja w Zatoce Perskiej nie ulegnie szybkiemu uspokojeniu, tendencja wzrostowa może się utrzymać. W przypadku dalszej eskalacji konfliktu ceny ropy mogą przekroczyć poziomy, które jeszcze kilka tygodni temu wydawały się mało realne.










