W skrócie
- W lipcu aż sześciu producentów z Chin znalazło się w rankingu dwudziestu najchętniej wybieranych marek samochodowych w Polsce, co jest historycznym osiągnięciem.
- Rosnąca popularność aut z Państwa Środka wymusza na europejskich producentach walkę cenową, co prowadzi do widocznych obniżek w oficjalnych cennikach polskich salonów.
- Promocje i tzw. sumy korzyści stały się standardem u wielu dealerów, obejmując popularne modele takich marek jak Kia, Hyundai, Skoda, Toyota, Dacia czy Ford.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że w lipcu na polskie drogi wyjechało ponad 56 tys. samochodów osobowych, a licząc z nowymi autami dostawczymi do 3,5 tony ubiegły miesiąc zamknął się liczbą 62 443 rejestracji (+11,8 proc. r./r.). Licząc od początku roku z polskich salonów wyjechało już blisko 412,3 tys. nowych aut o DMC do 3,5 tony. To wynik o 10,2 proc. lepszy niż przed rokiem.
Sprzedaż chińskich aut w Polsce. Pierwsza taka sytuacja w historii
Duża część dealerów rzeczywiście może mówić o żniwach, ale nie wszystkie marki mają powody do radości. Polacy - istotnie - szturmują właśnie salony nowych aut, ale korzystają na tym głównie producenci z Chin.
W lipcu, pierwszy raz w historii, w zestawieniu 20 największych marek motoryzacyjnych w Polsce znalazło się sześciu producentów z Chin. To kolejno:
11. MG - 1571 rejestracji; +15,7 proc. r./r.
14. BYD - 1298 rejestracji; +109 proc. r./r.
17. Chery - 1144 rejestracji; +3713 proc. r./r.
18. Omoda - 1084 rejestracje; +55 proc. r./r.
19. BAIC - 1018 rejestracji; +78 proc. r./r.
20. Jaecoo - 996 rejestracji; +107 proc. r./r.
Oznacza to, że lipcowa sprzedaż MG przekroczyła wyniki takich marek, jak Renault (1505 rejestracji; +17,8 proc. r./r.) i Peugeot (1320 rejestracji; +65 proc. r./r.). Z kolei dealerzy Chery, Omody, BAIC-a i Jaecoo dostarczyli w lipcu polskim nabywcom więcej nowych aut, niż wynosiła sprzedaż m.in. Opla (757 rejestracji; -17,5 proc. r./r.), Mazdy (739 rejestracji; +76 proc. r./r.), Citroena (641 rejestracji; -35,7 proc. r./r.), Suzuki (586 rejestracji; -8,6 proc.) czy Fiata (440 rejestracji; +34,6 proc. r./r.).
Nowe auta wreszcie będą tańsze? Szykuje się sezon obniżek w salonach
Ofensywa modelowa skierowana w europejskich nabywców, w ramach której w salonach debiutują właśnie kolejne chińskie modele z nowoczesnymi napędami HEV i PHEV, nie jest przypadkowa. Lipiec był już 10. miesiącem z rzędu, gdy w Chinach - na największym motoryzacyjnym rynku świata - notowano spadki rejestracji (o blisko 21 proc. r./r.). Dla chińskich gigantów pokroju BYD eksport staje się więc fundamentem utrzymania wolumenu produkcyjnego i poziomu zatrudnienia.
Oznacza to, że najbliższe miesiące mogą być bardzo trudne dla dealerów marek popularnych, które najmocniej odczuwają chińską konkurencję. To, co spędza sen z powiek importerom, powinno jednak ucieszyć nabywców nowych aut. Wszystko wskazuje na to, że końcówka roku przyniesie zaciętą bitwę o klienta, której zwiastuny można już dostrzec w cennikach.
O ile w zeszłym roku największa bitwa rozgrywała się w segmencie 120-140 tys. zł, o tyle w tym roku zejdzie poziom lub dwa niżej, o ok. 15-20 tys. zł – zauważa Michał Hadyś – główny analityk IBRM Samar.
Michał Hadyś z Samaru wskazuje też na konkretne przykłady korekty cen. Przykładowo - w ubiegłym roku bazowe wersje Kii Sportage czy Hyundaia Tucsona, modeli cieszących się ogromną popularnością zwłaszcza wśród osób prywatnych - kosztowały od około 115 tys. zł w wersji z ręczną skrzynią biegów. Odmiany z automatem wyceniane były na przynajmniej 130 tys. zł.
Dziś są już oferty na AT za nieco powyżej 120 tys. zł. Zatem w przypadku Koreańczyków spadek cen już widać – zauważa Hadyś.
I zwraca uwagę na promocje wprowadzane w ostatnim czasie przez Volkswagena, Forda a nawet Dacię, której dealerzy do tej pory sztywno trzymali się oficjalnych cenników.
Promocje na nowe samochody. Cenniki lecą na łeb na szyję
Obecnie większość producentów nie koryguje cenników, lecz mówi o "korzyściach" i "promocjach". To świadomy wybieg, który - przynajmniej w teorii - zmniejszyć ma wpływ obniżek na wartość rezydualną używanych aut. Przykładowo - "korzyść" w wysokości 23 100 zł oferują dziś dealerzy Toyoty, w przypadku modelu C-HR, którego w bazowej - z hybrydą i automatyczną przekładnią - odmianie kupić dziś można za 119 800 zł.
O aktywnej polityce cenowej można też mówić np. w przypadku Skody. Przykładowo większość odmian Octavii przeceniona została o ponad 10 tys. zł, a oferta promocyjna mówi o "sumie korzyści" wynoszących nawet 21 tys. zł. W efekcie bazową odmianę Octavii - Essence - z silnikiem 1,0 TSI 115 KM i ręczną skrzynią biegów kupić dziś można za 101 300 zł. Najtańszy automat (7-stopniowa DSG) to wydatek 111,5 tys. zł.
W zalewie ofert chińskich producentów o miano najtańszego producenta na rynku aktywnie walczy Dacia. Nową Dacią Sandero w bazowej wersji Essential wyjedziemy dziś z salonu nawet za 63 900 zł, a ceny Dustera rozpoczynają się obecnie od 82 tys. zł.
Duże wrażenie robi też lektura aktualnego cennika Forda Kugi - model roku 2027. Bazowa odmiana z klasyczną hybrydą (2,5 FHEV 180 KM) przeceniona została właśnie ze 179 720 zł na 139 200.











