W skrócie
- Od 2000 roku przeciętny nowy samochód w Europie wydłużył się o 29 cm, stał się o 13 cm szerszy i o tyle samo wyższy, co eksperci określają mianem carspreadingu.
- Większe wymiary aut utrudniają korzystanie z infrastruktury, a szacunki wskazują, że do 2040 roku pojemność miejsc postojowych może zmniejszyć się nawet o 14 procent.
- Wyższe maski pojazdów zwiększają ryzyko śmierci pieszych, ponieważ przód auta częściej uderza w tułów lub głowę, a nie w nogi, co wynika z analiz danych o wypadkach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kierowcy narzekają na ciasne miejsca parkingowe, wąskie garaże i samochody stojące kołami na liniach. Tyle że parkingi nagle się nie skurczyły. To auta stały się większe niż te, dla których wiele takich obiektów projektowano.
Nie stało się tak bez powodu. Klienci coraz częściej wybierają SUV-y i crossovery, bo chcą wyżej siedzieć, mieć przestronną kabinę i czuć się bezpiecznie. Producenci dostrzegli ten kierunek i zaczęli rozwijać właśnie takie modele. Skoro większe samochody dobrze się sprzedają, na rynku pojawia się ich coraz więcej. Małe hatchbacki stopniowo ustępują miejsca autom o masywniejszym nadwoziu.
Transport & Environment (T&E) określa ten proces mianem carspreadingu. To publicystyczna nazwa stopniowego "rozlewania się" samochodów we wszystkich kierunkach. Nie chodzi przy tym tylko o kilka ogromnych SUV-ów. Rośnie średnia dla całego europejskiego rynku.
Przeciętny samochód urósł o 29 cm
Jak wylicza T&E, w 2000 roku średnie nowe auto sprzedawane w Europie miało 4,09 m długości, 1,69 m szerokości i 1,44 m wysokości. W 2025 roku było to już odpowiednio 4,38 m, 1,82 m oraz 1,57 m. W ciągu ćwierć wieku przybyło zatem 29 cm na długość oraz po 13 cm na szerokość i wysokość.
Na papierze kilkanaście centymetrów może nie robić wielkiego wrażenia. Wystarczy jednak wjechać nowym SUV-em na parking podziemny zbudowany dwie dekady temu. Samochód mieści się między liniami, lecz po otwarciu drzwi miejsca pozostaje niewiele. Przy wzroście szerokości o 13 cm z każdej strony auta ubywa przecież po 6,5 cm wolnej przestrzeni.

Dane o masie pokazują podobny kierunek. Euro NCAP informowało, że w ciągu dziesięciu lat średnia masa nowych samochodów sprzedawanych w Europie wzrosła o około 100 kg. Organizacja wiąże to zarówno z popularnością SUV-ów, jak i rozwojem elektromobilności. W 2024 roku SUV-y miały już 54 proc. udziału w europejskim rynku nowych aut.
W 2040 roku przeciętne auto może mieć 4,56 m
T&E wylicza, że jeżeli obecny trend się utrzyma, w 2040 roku przeciętny nowy samochód będzie miał 4,56 m długości, 1,90 m szerokości i 1,63 m wysokości. To wymiary, które jeszcze niedawno kojarzyły się z dużym autem rodzinnym, a nie ze średnią dla całego rynku.
Nie jest to jednak pewna prognoza. Organizacja przedłużyła dotychczasową linię wzrostu i przyjęła, że preferencje klientów oraz oferta producentów nie zmienią się przez następnych kilkanaście lat. Rynek może pójść w innym kierunku. Jeżeli małe samochody znów staną się modne albo utrzymanie dużych aut będzie wyraźnie droższe, trend może wyhamować.
Na razie nie widać jednak gwałtownego odwrotu od SUV-ów. Dla pojedynczego kierowcy wybór większego auta jest łatwy do uzasadnienia. Więcej miejsca w kabinie, wygodniejsze wsiadanie oraz poczucie bezpieczeństwa to konkretne zalety. Problem ujawnia się dopiero wtedy, gdy podobną decyzję podejmują miliony klientów.
Na tej samej ulicy zaparkuje mniej samochodów
Rosnące gabaryty nie mają większego znaczenia, dopóki przestrzeni jest pod dostatkiem. W centrum miasta każdy dodatkowy centymetr zaczyna się jednak liczyć. Ulice, garaże i miejsca postojowe nie rosną wraz z samochodami.
Według obliczeń T&E dalsze wydłużanie aut może sprawić, że do 2040 roku pojemność miejsc przeznaczonych do parkowania równoległego zmniejszy się nawet o 14 proc. Nie oznacza to, że z ulic fizycznie zniknie nawet co siódme wymalowane stanowisko. Chodzi o to, że na tym samym odcinku krawężnika zmieści się mniej pojazdów.
Tę prognozę trzeba jednak traktować z dystansem. Powstała na podstawie szczegółowych danych z Berlina, a następnie została przeniesiona na inne europejskie miasta. Nie da się jej bezpośrednio zastosować do Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. Sam mechanizm jest jednak oczywisty: dłuższe auta potrzebują więcej miejsca.

Dla wyjaśnienia: nowe auta mają być w 2040 roku średnio długie na 4,56 m. Średnia dla całego parku samochodowego będzie niższa i wyniesie 4,42 m, ponieważ po drogach nadal będą jeździły starsze, mniejsze pojazdy.
Wyższa maska oznacza większe zagrożenie dla pieszych
Carspreading dotyczy nie tylko parkingów. Wraz z nadwoziami rosną również maski samochodów. Ich średnia wysokość zwiększyła się według T&E z 76,7 cm w 2010 roku do 84,2 cm w 2025 roku.
Dla kierowcy wyższy przód oznacza bardziej masywny wygląd i poczucie, że siedzi w solidnym samochodzie. Z perspektywy pieszego może jednak pogorszyć skutki potrącenia. Niska maska uderza dorosłego człowieka przede wszystkim w nogi. Wysoki i bardziej pionowy przód SUV-a może trafić w tułów, a w przypadku dziecka również w głowę.
Belgijski instytut Vias przeanalizował dane dotyczące wypadków i ustalił, że zwiększenie wysokości maski o 10 cm wiązało się ze wzrostem ryzyka śmierci niechronionego uczestnika ruchu o 27 proc. T&E wykorzystało tę zależność do porównania dwóch scenariuszy rozwoju europejskiej floty.
Z obliczeń wynika, że dalszy wzrost samochodów może do 2040 roku oznaczać około 2570 dodatkowych ofiar wśród pieszych, rowerzystów, motocyklistów i motorowerzystów w porównaniu ze scenariuszem, w którym auta ponownie stają się mniejsze. W tej liczbie znalazłoby się 79 dzieci. Obliczenia nie są prognozą liczby wszystkich ofiar. Powstały m.in. na podstawie brytyjskich statystyk wypadków, które wykorzystano do oszacowania sytuacji w całej UE.
Nowe systemy bezpieczeństwa zmniejszają liczbę wypadków
Liczby te brzmią dramatycznie, ale nie oznaczają, że na europejskich drogach na pewno zginie o 2570 osób więcej niż obecnie. To różnica między dwoma hipotetycznymi wariantami, a nie prosta prognoza wzrostu liczby ofiar.
Nowe samochody mają systemy automatycznego hamowania, kamery, radary i rozwiązania wykrywające pieszych oraz rowerzystów. Ich przednie części są też projektowane tak, aby ograniczać obrażenia. Technologie te już teraz zapobiegają części wypadków albo zmniejszają prędkość przed uderzeniem.
Autorzy raportu założyli, że historyczny spadek liczby kolizji z pieszymi i innymi niechronionymi uczestnikami ruchu będzie trwał do 2040 roku. Rozwój bezpieczeństwa został więc uwzględniony jedynie pośrednio, bez osobnego modelowania skuteczności przyszłych systemów. Nie oceniono jednak osobno możliwości przyszłych generacji systemów chroniących uczestników ruchu. Jeżeli staną się znacznie skuteczniejsze, przewidywana różnica w liczbie ofiar może być mniejsza.
Elektronika nie rozwiązuje też każdego problemu. Może nie zadziałać w ciemności, podczas opadów, przy skręcaniu albo wtedy, gdy pieszy nagle wyjdzie zza przeszkody. Gdy do uderzenia już dojdzie, wysokość maski i masa pojazdu nadal mają znaczenie. Duży samochód może dobrze chronić swoich pasażerów, lecz jednocześnie stanowić większe zagrożenie dla osoby znajdującej się na zewnątrz.
Kierowcy wybrali większe auta. Teraz widzą konsekwencje
Trudno obarczać winą wyłącznie producentów. Producenci rozwijają przede wszystkim te modele, które znajdują klientów i pozwalają dobrze zarobić. Rosnący udział SUV-ów pokazuje, że europejscy kierowcy od lat potwierdzają ten kierunek własnymi pieniędzmi. Obecna oferta jest odpowiedzią na popyt, choć działa to również w drugą stronę. Producenci ograniczają wybór małych modeli, intensywnie promują SUV-y i chętnie sprzedają samochody, na których mogą więcej zarobić.
Carspreading jest więc wspólnym dziełem klientów i przemysłu motoryzacyjnego. Pojedynczy kierowca wybiera większy samochód, bo widzi w nim konkretne korzyści. Kiedy podobnie postępują miliony osób, zaczyna brakować miejsca dla wszystkich.
Możemy nadal kupować coraz większe auta i przebudowywać dla nich parkingi, garaże oraz ulice. Tyle że przestrzeń w europejskich miastach nie jest z gumy. I prędzej czy później ktoś będzie musiał ustąpić.











