Będą nowe e-busy na trasie do Morskiego Oka. Wozacy: "To łamanie ustaleń"
Ministerstwo Klimatu i Środowiska potwierdziło dofinansowanie zakupu kolejnych elektrycznych budów, które w przyszłości mają wozić turystów trasą do Morskiego Oka. Informacja wywołała jednak silną reakcję wśród lokalnych przewoźników, dla których zmiany oznaczają realne zagrożenie utraty pracy i końca wieloletniej tradycji.

W skrócie
- Ministerstwo Klimatu i Środowiska potwierdziło dofinansowanie zakupu 16 elektrycznych busów oraz budowy infrastruktury na trasie do Morskiego Oka.
- Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka wyraża obawy o utratę pracy oraz zanikanie tradycji związanej z transportem konnym.
- Fiakrzy podnoszą wątpliwości co do ekologiczności inwestycji i wskazują na możliwą ingerencję w obszar Natura 2000.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Dofinansowanie do zakupu nowych busów do Morskiego Oka
W nocy z czwartku na piątek minister Paulina Hennig-Kloska poinformowała w mediach społecznościowych o zatwierdzeniu finansowania nowego etapu inwestycji. Jak przekazała, planowany jest zakup 16 elektrycznych busów dla Tatrzańskiego Parku Narodowego, budowa sześciu podwójnych stacji szybkiego ładowania oraz dwóch stacji transformatorowych. Zdaniem resortu ma to być kolejny krok w stronę zmian, z których skorzystać ma zarówno środowisko, jak i odwiedzający Tatry.
Zakup pojazdów ma zostać sfinansowany ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Tatrzański Park Narodowy podkreśla jednak, że na razie mowa wyłącznie o decyzji dotyczącej dofinansowania. Dopiero po jej formalnym zatwierdzeniu możliwe będzie ogłoszenie przetargu oraz przygotowanie szczegółowego harmonogramu dostaw.
To oznacza, że elektryczne busy nie wyjadą na trasę do Morskiego Oka z dnia na dzień. Wdrożenie całego projektu będzie rozciągnięte w czasie i uzależnione od procedur przetargowych oraz technicznych przygotowań infrastruktury.
Spór o dobrostan koni na trasie do Morskiego Oka
Wprowadzenie elektrycznego transportu było jednym z punktów porozumienia zawartego w 2024 roku. Od lat część organizacji domaga się całkowitej likwidacji transportu konnego na tej trasie, argumentując to troską o dobro zwierząt. Warto jednak przypomnieć, że coroczne badania weterynaryjne nie potwierdzają zarzutów o przeciążanie koni.
Główny Lekarz Weterynarii wielokrotnie wskazywał, że przewozy zaprzęgami są legalne, o ile spełniane są przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt. Przeciwko likwidacji transportu konnego wypowiadali się także naukowcy zajmujący się hodowlą koni, Polski Związek Hodowców Koni oraz część organizacji prozwierzęcych. Obecnie na trasie do Morskiego Oka pracuje około 300 koni.
Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka w swoim stanowisku podkreśla, że nadal obowiązujące pozostają zapisy listu intencyjnego z lutego 2025 roku. Dokument zakładał tzw. model hybrydowy transportu. Zgodnie z nim zaprzęgi konne miały kursować na odcinku do Wodogrzmotów Mickiewicza, natomiast elektryczne busy obsługiwać dalszą część trasy.
Przewoźnicy zwracają uwagę, że przyjęcie tych zapisów, ich zdaniem, nastąpiło w sytuacji braku realnej alternatywy i mimo poważnych zastrzeżeń do samej koncepcji zmian. Wyrażają jednak oczekiwanie, że rząd i dyrekcja TPN dotrzymają publicznie składanych deklaracji.
Fiakrzy obawiają się o swoją pracę oraz ingerencji w środowisko naturalne
Największe emocje wśród fiakrów budzą warunki przetargu na obsługę pierwszych czterech elektrycznych busów. Wymóg co najmniej trzyletniego doświadczenia w przewozach samochodowych miał w praktyce wykluczyć lokalnych przewoźników, którzy od pokoleń obsługują trasę zaprzęgami konnymi.
Według przedstawicieli stowarzyszenia takie działania stoją w sprzeczności z wcześniejszymi ustaleniami, zgodnie z którymi to właśnie oni mieli zostać operatorami nowego transportu oraz uczestniczyć we wspólnym bilecie obejmującym cały przejazd. W ich ocenie obecny kierunek zmian prowadzi do całkowitego usunięcia górali z obsługi trasy do Morskiego Oka.
Zdaniem przewoźników konsekwencje wprowadzanych zmian mogą dotknąć około 60 rodzin z gminy Bukowina Tatrzańska, dla których transport konny jest głównym źródłem utrzymania. Likwidacja tej działalności, jak podkreślają, może oznaczać nie tylko utratę pracy, ale również stopniowy zanik tradycji hodowli koni na Podhalu oraz zniknięcie setek zwierząt z lokalnego krajobrazu.
Fiakrzy zwracają również uwagę na wątpliwości związane z ekologicznym bilansem całej inwestycji. Ich zdaniem budowa infrastruktury ładowania i stacji transformatorowych na terenie parku narodowego wiąże się z ingerencją w obszar chroniony Natura 2000. Podnoszą także argument śladu węglowego, jaki generuje produkcja i późniejsza utylizacja baterii.
W opinii przewoźników tradycyjny transport konny pozostaje rozwiązaniem bardziej przyjaznym środowisku i nie generuje kosztów dla budżetu państwa. Elektryczne busy, choć nie emitują spalin podczas jazdy, wymagają drogich inwestycji, stałego serwisowania i finansowania z publicznych środków. Ten aspekt również ma być, zdaniem fiakrów, pomijany w publicznej debacie.
Tymczasem Tatrzański Park Narodowy informuje, że trwają analizy dotyczące przyszłej organizacji transportu w rejonie Morskiego Oka. Na obecnym etapie nie zapadły jeszcze wiążące decyzje dotyczące zmian na całym odcinku trasy między Palenicą Białczańską a Włosienicą.










