Audi przyznało, że przesadziło z cenami? Q6 e-tron mocno tanieje
Audi zrobiło ruch, którego jeszcze niedawno trudno byłoby się spodziewać. Elektryczne Q6 e-tron potaniało o 35 tys. zł, a przy okazji dostało wyposażenie, które wcześniej kosztowało dziesiątki tysięcy złotych. Rynek elektryków premium zaczyna brutalnie weryfikować wcześniejsze wyceny.

Jeszcze niedawno producenci aut premium wyceniali elektryki tak, jakby sam napęd na prąd był wystarczającym argumentem, by klient zaakceptował wysoki rachunek. Dziś to już nie działa tak prosto. W efekcie Audi poinformowało o obniżce ceny całej gamy Q6 e-tron
Audi Q6 tańsze o 35 tys. zł
Bazowe Audi Q6 SUV e-tron o mocy 252 KM kosztowało 303 100 zł. Nowy cennik pokazuje 268 100 zł.
Tak samo wygląda to w kolejnych wersjach. Q6 e-tron Performance o mocy 306 KM spadło z 334 300 do 299 300 zł, a Q6 e-tron quattro 428 KM z 352 700 do 317 700 zł.
Ta sama korekta objęła wersje Sportback. Bazowy Q6 Sportback e-tron kosztuje teraz 280 500 zamiast 315 500 zł. Odmiana Performance potaniała z 346 700 do 311 700 zł, a quattro z 365 100 do 330 100 zł.
Mniej trzeba zapłacić także za najmocniejsze wersje SQ6. SUV kosztuje dziś 386 600 zamiast 421 600 zł, a Sportback 399 000 zamiast 434 000 zł.
Dodatkowe wyposażenie, za które wcześniej trzeba było dopłacać
Audi jednocześnie przeniosło do wyposażenia standardowego elementy, które wcześniej były dodatkowymi opcjami. W przypadku Q6 e-tron producent wycenia ich wartość na 38 390 zł. W SQ6 mowa o 12 170 zł.
Na liście znalazły się m.in. 20-calowe felgi aluminiowe, rozbudowane systemy wspomagania kierowcy i parkowania, kamery obserwujące otoczenie, adaptacyjny asystent jazdy, reflektory Matrix LED, sportowe fotele z elektryczną regulacją, pamięcią ustawień i podparciem lędźwiowym oraz Audi Phone Box.
Według wyliczeń marki daje to łączną korzyść sięgającą 73 390 zł dla Q6 e-tron i 47 170 zł dla SQ6.
Kalkulacja powstała w oparciu o katalogową wartości opcji, ale nawet po odjęciu marketingowej narracji widać, że oferta wygląda znacznie lepiej.

Rynek elektryków premium zmienił się szybciej, niż zakładali producenci
Q6 e-tron nie jest modelem, który wymaga ratowania dlatego, że zdążył się zestarzeć. To samochód z nowej generacji Audi, zbudowany na platformie PPE rozwijanej wspólnie z Porsche i korzystający z architektury 800 V. Na papierze ma więc argumenty, których oczekuje się dziś od nowoczesnego elektryka klasy premium. Jeśli mimo tego Audi obniża cenę katalogową i jednocześnie wzmacnia standard wyposażenia, to otrzymujemy wyraźny sygnał, że rynek wymusił korektę oczekiwań.
Presję oprócz klientów wywierają też konkurenci. Tesla od dawna przyzwyczaja klientów do dynamicznych zmian cen, a chińskie marki coraz mocniej pokazują, że bogate wyposażenie nie musi oznaczać rachunku typowego dla europejskiego premium. Dla marek takich jak Audi oznacza to prosty problem: klient, który wydaje 300-400 tys. zł, nadal patrzy na znaczek, ale znacznie uważniej liczy wyposażenie, zasięg, tempo ładowania i miesięczną ratę.
Premium przestało narzucać warunki
Jeszcze kilka lat temu marki premium mogły dużo swobodniej ustawiać rynek po swojemu. Dziś porównanie ofert jest brutalnie proste, bo klient w kilka minut widzi w konfiguratorze, ile kosztuje samochód, co dostaje w standardzie i za co producent każe mu dopłacać. I może szybko porównać z konkurencją - np. tą bardzo agresywną, z Chin. W przypadku elektryków dochodzi jeszcze jeden element: technologia napędu przestała być wystarczającym usprawiedliwieniem bardzo wysokiej ceny.








