Adwokat Sebastiana M. dostała szokujący SMS. Przeczytała go w sądzie
Proces oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku na A1 Sebastiana M. nabrał w czwartek nieoczekiwanego obrotu. W trakcie rozprawy przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim adwokat oskarżonego poinformowała, że otrzymała anonimowe wiadomości o rzekomej śmierci swojego klienta.

Spis treści:
- Adwokat dostała SMS: "Sebastian M. został powieszony"
- Zeznania strażaków po tragicznym wypadku na autostradzie A1
- Sebastian M. zdecydował się zeznawać przed sądem
- Jak doszło do wypadku na autostradzie A1?
Do tragedii doszło we wrześniu 2023 roku w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. W wyniku zderzenia BMW z Kią zginęło małżeństwo oraz ich pięcioletni syn. O spowodowanie wypadku oskarżono Sebastiana M., który według ustaleń prokuratury miał prowadzić swój samochód z prędkością ponad 300 km/h.
Proces w tej sprawie rozpoczął się w październiku 2025 roku. W czwartek odbyła się kolejna rozprawa, która rozpoczęła się zaskakująco. Adwokat Katarzyna Hebda przekazała sądowi, że otrzymała anonimowe informacje o śmierci swojego klienta.
Adwokat dostała SMS: "Sebastian M. został powieszony"
- 21 lutego o godz. 9.55 i 9.57 otrzymałam na swój telefon anonimowe informacje z nieznanego numeru, napisane w języku słowackim. Brzmiały: "Dzień dobry. Sebastian M. został powieszony za swoją zbrodnię" - powiedziała adwokat, przekazując sądowi skany tych wiadomości. Zapowiedziała też, że poinformuje o tym policję.
Sędzia Renata Folkman zdecydowała o pilnym przesłaniu do dyrektora aresztu śledczego, w którym przebywa Sebastian M., skanów tych wiadomości tekstowych z prośbą o pilne podjęcie działań w celu wyeliminowania wszelkich zagrożeń dla oskarżonego. Zarządziła też przesłanie informacji o tym do Prokuratury Rejonowej w Piotrkowie Trybunalskim.
Obecnie nie wiadomo, kto stoi za tymi wiadomościami ani czy miały one charakter prowokacji, groźby czy próby wywołania zamieszania.
Zeznania strażaków po tragicznym wypadku na autostradzie A1
W czwartek przed sądem zeznawali strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Wodzinku, którzy uczestniczyli w akcji ratowniczej.
Strażacy zeznawali, że kiedy dotarli na miejsce, ruch na trasie w kierunku Katowic był już zablokowany, a pożar samochodu został ugaszony.
- Wrak jeszcze parował. Koledzy z OSP w Sierosławiu powiedzieli nam: "tam już nic nie zrobicie". Widzieliśmy trzy ciała w kabinie auta. Rozstawiliśmy parawan, żeby to wszystko zasłonić. Wszędzie leżały porozrzucane rzeczy - plastiki z auta, ubrania i dziecięce zabawki - zeznawali strażacy.
Sebastian M. zdecydował się zeznawać przed sądem
Podczas ostatniego posiedzenia obrończyni oskarżonego, adwokat Katarzyna Hebda, poinformowała, że jej klient zdecydował się zeznawać przed sądem, ma do tego dojść po zakończeniu przesłuchań świadków.
Sędzia Renata Folkman zapowiedziała, że w związku z tą decyzją rozważy, czy rozpatrzyć wniosek obrony o dopuszczenie dodatkowej opinii biegłych dotyczącej przyczyn wypadku.
Jeśli oskarżony podtrzyma chęć składania wyjaśnień, decyzja w tej sprawie zapadnie po ich wysłuchaniu, zaplanowanym na 12 marca. Wtedy też zeznawać będą ostatni świadkowie.
Jak doszło do wypadku na autostradzie A1?
Z materiału zgromadzonego w śledztwie wynika, że 16 września 2023 roku około godziny 20:00 Sebastian M., kierując BMW M850i i poruszając się z prędkością około 315 km/h, stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na środkowy pas ruchu i uderzył z dużą siłą w Kię jadącą tym pasem z prędkością około 140 km/h. W wyniku zderzenia Kia obróciła się, uderzyła w bariery energochłonne, wówczas doszło do rozszczelnienia układu paliwowego. Pojazd stanął w płomieniach, a trzy osoby nim podróżujące zginęły na miejscu.
Po wypadku Sebastian M. wyjechał z Polski i ostatecznie odnalazł się w Dubaju. Dość długo trwały dyplomatyczne zabiegi, których celem była ekstradycja, ostatecznie mężczyzna został wydany w Polsce w maju 2025 roku. Od tego momentu, decyzją sądu w Piotrkowie Trybunalskim, przebywa w areszcie tymczasowym.
Za spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.










