9 tys. zł na rękę i brak chętnych. Młodzi nie chcą tej pracy
Pensja wyższa niż średnia krajowa, w międzynarodówce nawet ponad 10 tys. zł netto. A jednak młodzi nie chcą siadać za kierownicą ciężarówek. Najnowsze dane pokazują, że branża szybko się starzeje, a osoby przed trzydziestką to zaledwie kilka procent zatrudnionych. O realiach tej pracy mówią już nie tylko raporty, ale i sami kierowcy. W rozmowie z "Faktem" zwracała na to uwagę także Iwona Blecharczyk - jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskim transporcie.

Jeszcze kilka lat temu ten zawód uchodził za jeden z pewniejszych sposobów na stabilny dochód. Dziś połowa kierowców ciężarówek zarabia co najmniej 9 000 zł netto miesięcznie, a co trzeci kierowca ponad 10 tysięcy. Mimo to chętnych wśród młodych niemal nie ma. Takie wnioski wypływają z najnowszych danych opublikowanych przez Polski Instytut Transportu Drogowego (PITD).
Trzeba wziąć pod uwagę, że to branża, która odpowiada za większość przewozów towarów w kraju i za znaczną część transportu w Unii Europejskiej. Dane z najnowszego raportu pokazują wyraźnie: pensje rosną, ale zainteresowanie zawodem nie.
Ile zarabia kierowca TIR-a w 2026 roku? 9 tys. zł to standard
Z badania przeprowadzonego wśród 777 kierowców wynika, że w 2025 roku średnia pensja netto w tej grupie wyniosła 8 838 zł, a mediana sięgnęła 9 tys. zł. To wzrost o ponad tysiąc zł względem poprzedniego raportu sprzed dwóch lat. Aż 83 proc. ankietowanych, czyli czterech na pięciu deklaruje dochody powyżej 7 tys. zł na rękę, a ponad jedna trzecia przekracza 10 tys. zł miesięcznie.
Dla porównania - przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Polsce w tym samym okresie wynosiło około 8 851 zł brutto. Kierowca ciężarówki może więc zarobić średnią krajową "na rękę".
Najlepiej płacą przewozy międzynarodowe - mediana to 9 100 zł, a w transporcie poza UE często około 10 tys. zł. Znacznie niższe stawki obowiązują na tzw. krajówce - tam mediana to 7 500 zł, a w transporcie lokalnym około 6 500 zł netto.
Na papierze wygląda to jak atrakcyjna oferta.
Brakuje kierowców ciężarówek w Polsce. Branża się starzeje
Problemem nie są jednak stawki. Problemem jest struktura wieku. Z danych wynika, że zaledwie 1,5 proc. ankietowanych kierowców nie ukończyło 25. roku życia. Osoby w wieku 25-30 lat stanowią tylko 5,5 proc. badanych. Tymczasem 37 proc. kierowców ma od 41 do 50 lat, a ponad 28 proc. przekroczyło 50. rok życia.
Branża wyraźnie się starzeje. Szacunki mówią, że nawet około 30 proc. obecnych kierowców znajduje się w wieku przedemerytalnym. Jeśli w ciągu kilku lat odejdzie co trzeci pracownik, a młodych wchodzących do zawodu jest kilka procent, luka będzie się tylko powiększać.
To już nie jest kwestia pojedynczych wakatów. To kwestia systemowa.
"10 tys. zł to już nie eldorado". Głos z branży
Na problem zwraca uwagę także Iwona Blecharczyk, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskim transporcie. W rozmowie z "Faktem" podkreślała, że same kwoty przestały robić wrażenie.
Z jej perspektywy 10 tys. zł netto, które jeszcze dekadę temu uchodziło za bardzo wysoką pensję, dziś nie jest już tak atrakcyjne w zestawieniu z rosnącymi kosztami życia i specyfiką pracy w trasie. Zwracała uwagę m.in. na dodatkowe wydatki ponoszone przez kierowców - płatne toalety, prysznice, parkingi czy codzienne funkcjonowanie poza domem przez wiele tygodni.
Blecharczyk wskazała również na demografię branży. Jej zdaniem matematyka jest nieubłagana: jeśli duża część obecnych kierowców w najbliższych latach odejdzie z zawodu, a młodzi nie napływają, system zacznie odczuwać realne napięcia.
Dlaczego młodzi nie chcą zostać kierowcami TIR? Zarobki to za mało
Raport pokazuje, że tylko 30 proc. kierowców pracuje w systemie od poniedziałku do piątku. Większość funkcjonuje w modelu 2/1, 3/1, a nawet 4/1 - czyli dwa, trzy lub cztery tygodnie w trasie i tydzień w domu. Zaledwie 3 proc. wykonuje kursy jednodniowe, które pozwalają codziennie wracać do własnego łóżka.
Wysokie wynagrodzenie wiąże się więc z długą rozłąką z rodziną i brakiem stabilnego rytmu życia. Część kierowców po latach pracy w międzynarodówce rezygnuje z wyższych zarobków i przechodzi na tzw. "krajówkę", by częściej być w domu - nawet kosztem kilku tysięcy złotych miesięcznie.
W efekcie dla wielu młodych osób wybór jest prosty: lepiej zarobić mniej, ale mieć przewidywalne życie.
Gdy zabraknie kierowców, zapłacimy więcej w sklepach
Ponad 78 proc. ankietowanych przez PITD wykonuje kursy międzynarodowe w krajach UE. Transport drogowy pozostaje kręgosłupem logistyki - to ciężarówki dostarczają żywność do sklepów, części do fabryk i produkty do magazynów.
Brak kierowców nie oznacza, że transport nagle się zatrzyma. Oznacza jednak rosnącą presję na stawki przewozowe, a w konsekwencji na ceny towarów. Wąskie gardło w logistyce szybko przekłada się na koszty, które ostatecznie ponosi konsument.
Wysokie zarobki przestały być wystarczającym argumentem. Jeśli warunki pracy i model funkcjonowania zawodu się nie zmienią, same podwyżki mogą nie wystarczyć, by zatrzymać odpływ młodych kierowców. A wtedy problem przestanie dotyczyć wyłącznie kierowców - odczują go także klienci w sklepach.








