W skrócie
- 68-letnia kobieta przejechała 35 kilometrów autostradą A7 w Niemczech, jadąc pod prąd, otwiera się w nowym oknie z prędkością dochodzącą do 140 km/h.
- Policja musiała zamknąć fragment autostrady i użyć kolczatki, aby zatrzymać zdezorientowaną kierującą, której następnie odebrano prawo jazdy.
- W Polsce za jazdę pod prąd na drodze szybkiego ruchu grozi mandat 2 tys. zł, 15 punktów karnych, a w poważnych przypadkach nawet kara więzienia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Do tego niebezpiecznego zdarzenia doszło na A7 w północnej Hesji, pomiędzy Kassel-Süd a Guxhagen. Kobieta podróżowała z Dolnej Saksonii w kierunku Hesji i początkowo policja przekazała, że kierująca przejechała pod prąd nawet 42 kilometry, jednakże później skorygowała tę odległość do 35 kilometrów.
35 kilometrów pod prąd. Kobieta jechała nawet 140 km/h
Dokładna przyczyna pomyłki nie została jeszcze wyjaśniona. Policja przekazała jedynie, że 68-latka najwyraźniej straciła orientację, jednakże zamiast zatrzymać samochód po zorientowaniu się, że jedzie niewłaściwą stroną autostrady, kontynuowała jazdę. Jej prędkość wahała się od 40 do nawet 140 km/h, a w pewnym momencie uderzyła nawet z betonową barierę.
Policja szybko rozpoczęła działania i natychmiast opublikowano ostrzeżenia dla kierowców przez radio. Funkcjonariusze próbowali również zatrzymać kobietę bezpośrednio na drodze, co ostatecznie się nie udało i niemal nie doprowadziło do tragedii - policjanci musieli wykonać gwałtowny manewr, aby nie doszło do czołowego zderzenia. Kobieta pomimo sygnałów świetlnych i dźwiękowych nadal kontynuowała jazdę.
Zatrzymała ją dopiero kolczatka. Straciła prawo jazdy i trafiła do szpitala
Ostatecznie funkcjonariusze wykorzystali urządzenie typu Stop Stick, czyli specjalną kolczatkę przeznaczoną do przebijania opon i dopiero po jego zastosowaniu udało się zatrzymać kierującą. Funkcjonariusze policji podkreślali, że podczas interwencji 68-latka była zdezorientowana, więc została przewieziona do szpitala. Zatrzymane zostało również jej prawo jazdy.
W Polsce również zdarzają się takie pomyłki. Kierowców jeżdżących pod prąd nie brakuje
Jazda pod prąd po autostradzie lub drodze ekspresowej należy do najbardziej niebezpiecznych błędów, jakie może popełnić kierowca. Problem polega na tym, że na drodze szybkiego ruchu pozostali uczestnicy nie spodziewają się samochodu jadącego z naprzeciwka. Przy prędkościach przekraczających 100 km/h czas na reakcję jest niezwykle krótki, a skutki zdarzenia mogą być tragiczne.
Na polskich drogach nie brakuje rozwiązań, które mają za zadanie uniemożliwić, a także poinformować kierowcę o jeździe w nieprawidłowym kierunku. GDDKiA montuje między innymi specjalne tablice "STOP - Zły kierunek", które wzmacniają standardowe oznakowanie. Mimo rozdzielenia jezdni, barier i dodatkowych ostrzeżeń takie przypadki nadal się zdarzają.

Jaka kara grozi w Polsce za jazdę pod prąd?
Za jazdę autostradą lub drogą ekspresową w kierunku przeciwnym do obowiązującego grozi w Polsce mandat w wysokości 2 tys. zł oraz 15 punktów karnych. Jeżeli jednak kierujący spowoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym to policja lub sąd może zastosować również przepisy dotyczące spowodowania zagrożenia. W przypadku wykroczenia z art. 86 Kodeksu wykroczeń sąd może także orzec zakaz prowadzenia pojazdów.
Jeżeli zachowanie kierowcy zostanie zakwalifikowane jako sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym to konsekwencje będą bardziej surowe. Art. 174 Kodeksu karnego przewiduje za czyn umyślny od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, a za działanie nieumyślne do 3 lat.
Jeżeli dojdzie do wypadku, w którym ktoś odniesie obrażenia to w grę może wejść również art. 177 Kodeksu karnego - przy wypadku z obrażeniami kara może sięgać 3 lat pozbawienia wolności, a gdy następstwem jest śmierć człowieka albo ciężki uszczerbek na zdrowiu - od 6 miesięcy do 8 lat.












