200 tys. kierowców do wojska. Kto dostanie wezwanie?
Nawet 200 tysięcy kierowców może zostać wezwanych w 2026 roku na szkolenia wojskowe. Powołania spodziewać się mogą np. kierowcy z prawem jazdy kategorii C lub D, którzy nie ukończyli jeszcze 55. roku życia. Chociaż przepisy przewidują rekompensaty dla osób wzywanych na obowiązkowe przeszkolenia, czasowe wyłączenie z pracy nawet 200 tys. osób stanowić może gigantyczne wyzwanie dla zmagających się z brakiem pracowników firm transportowych.

W skrócie
- Do 200 tysięcy kierowców z prawem jazdy kategorii C lub D może zostać wezwanych w 2026 roku na szkolenia wojskowe.
- Firmy transportowe obawiają się, że czasowa nieobecność dużej liczby kierowców powołanych na szkolenia wojskowe pogłębi istniejący już niedobór pracowników w branży.
- Przedstawiciele branży transportowej apelują o lepszą organizację powołań na szkolenia i podkreślają, że aktualne przepisy nie przewidują rekompensat dla firm za straty związane z nieobecnością kluczowych pracowników.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Napięta sytuacja międzynarodowa sprawia, że Wojsko Polskie coraz mocniej interesuje się rezerwistami. Na liście osób, które w pierwszej kolejności spodziewać się mogą wezwań na szkolenia są rezerwiści o określonych kompetencjach. To m.in. lekarze, ale też kierowcy z prawem jazdy kategorii C lub D czy osoby zawodowo związane z transportem i logistyką.
Firmy transportowe biją na alarm. Chodzi o szkolenia rezerwy
Ambitne plany resortu obrony stanowią poważne wyzwanie dla firm transportowych. Z danych IRU Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) z 2024 roku (szczegółowe dane za ubiegły rok nie zostały jeszcze opublikowane) wynika, że w UE brakowało wówczas ponad 426 tys. kierowców ciężarówek. Prognozy na kolejne lata mówią, że do 2028 roku liczba wakatów wśród kierowców ciężarówek może się nawet podwoić.
Scenariusz, w którym kierowcy zawodowi zaczynają masowo znikać z pracy, by odbyć obowiązkowe ćwiczenia wojskowe, stanowi gigantyczne wyzwanie dla branży transportowej.
"Rozumiemy potrzebę obronności kraju i wiemy, że kierowcy i operatorzy różnego rodzaju sprzętu są osobami pożądanymi przez wojsko. Nikt nie zamierza uchylać się od tego obowiązku. Problemem jest jednak często brak wcześniejszego uprzedzenia, że taka sytuacja będzie miała miejsce i brak rekompensaty dla firm, które ze względu na szkolenia będą ponosić straty z tytułu niewykonanych transportów" - mówi w rozmowie z Interią Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Szkolenia wojskowe sparaliżują firmy? Apel przedsiębiorców
Problem może mieć ogromne konsekwencje dla firm transportowych, bo obecnie szacunki dotyczące wakatów wśród kierowców zawodowych w Polsce sięgają 150 tys. osób.
Matulewicz nie ukrywa, że obawy branży transportowej dotyczą też powoływania na szkolenia wojskowe innych osób związanych zawodowo z branżą TSL - techników, mechaników, logistyków czy i spedytorów. Taka niespodziewana rotacja pracowników stanowi dla przedsiębiorstw gigantyczne wyzwanie, zwłaszcza że już obecnie branża zmaga się z problemami kadrowymi. Szacuje się, że obecnie nawet co 3 kierowca samochodu ciężarowego zatrudniony u polskiego pracodawcy pochodzić może z zagranicy.
"W tej chwili większość polskich przewoźników ma kierowców albo w niedomiarze, albo - mówiąc kolokwialnie - "na styk". Oznacza to, że firmy zmuszone będą do odstawienia sprzętu na plac" - mówi w rozmowie z Interią Dariusz Matulewicz.
Taka perspektywa to dla przewoźnika koszty idące w dziesiątki tysięcy złotych. Dość powiedzieć, że rata leasingu za jeden zestaw w postaci ciągnika i naczepy wykonujących przewozy w transporcie międzynarodowym to średnio kilkanaście tysięcy złotych.
"Obecnie przepisy przewidują rekompensatę wynagrodzenia dla pracownika, który powołany jest na szkolenie wojskowe. Nie ma jednak ani słowa o tym, że konsekwencje jego powołania to zmiana struktury pracy w firmie, co powoduje, że na kilka lub kilkanaście dni wypada nam z harmonogramu człowiek wykonujący konkretną pracę. Mało która firma transportowa ma nadmiar kierowców. A co jeżeli jednocześnie powołanych zostanie kilku kierowców z jednej firmy? Taka sytuacja naraża firmę na opóźnienia, straty finansowe, a być może także na kary finansowe jeżeli nie uda się znaleźć zastępstwa dla kierowców, którzy będą szkoleni" - przyznaje Dariusz Matulewicz.
Z raportu Polskiego Instytutu Transportu Drogowego wynika, że oprócz kierowców z Ukrainy i Białorusi, polscy przewoźnicy już obecnie coraz częściej korzystają z usług kierowców zawodowych z Azji Centralnej, Indii czy nawet Dalekiego Wschodu.
"Nie ma nic złego w powołaniach. Problemem może być organizacja. Apelujemy, by było to uporządkowane" - kwituje Dariusz Matulewicz.









