Reklama

Jak wyglądała pierwsza Skoda?

W 2020 r. Skoda obchodzi 125-lecie swej działalności. To oczywiście znakomita okazja do podsumowań. Jak każdy jubileusz, i ten zachęca jednak do spojrzeń w przyszłość i do stawiania pytań o plany marki na nadchodzące lata. Pochylając się nad bogatą historią firmy postanowiliśmy się zatem przyjrzeć nie tylko jej dorobkowi, ale i temu, co zamierza osiągnąć do końca kolejnej dekady.

Skromne początki

Historia Skody - marki należącej obecnie do grona pięciu najstarszych koncernów motoryzacyjnych świata - zaczęła się w 1895 r. To właśnie wtedy dwóch rzutkich Czechów - Václav Klement, były księgarz i zapalony rowerzysta, oraz Václav Laurin, producent jednośladów z niewielkiego Turnova - założyło spółkę, która w ciągu kilkunastu kolejnych lat miała zawojować rynek środkowoeuropejski, a następnie trafić ze swoimi produktami do odbiorców z dalekiego Londynu. Powód, dla którego obaj mężczyźni zdecydowali się połączyć siły, był prozaiczny i nie wynikał raczej z zimnej kalkulacji, a z potrzeby chwili.

Reklama

W 1894 r. Klement został właścicielem roweru drezdeńskiej marki Seidel & Naumann, który nie spełnił jednak jego oczekiwań - kupiony egzemplarz okazał się wadliwy, a części do niego trudno było dostać na wolnym rynku. Co gorsza, na reklamację Klementa, który domagał się niezwłocznej naprawy swojego jednośladu, producent zareagował w sposób obcesowy. Firma Seidel & Naumann nie odniosła się bowiem do otrzymanego zażalenia i ograniczyła się jedynie do zdawkowego zastrzeżenia, że nie prowadzi korespondencji w języku czeskim, wobec czego wszelkie pisma należy jej przesyłać po niemiecku.

Jak łatwo się domyślić, taka odpowiedź nie tylko nie usatysfakcjonowała Klementa, ale wprawiła go też w oburzenie. Rozeźlony postawą producenta, księgarz postanowił niezwłocznie otworzyć własny warsztat, a w nim uruchomić niewielką montownię jednośladów. To właśnie wtedy zaprosił do współpracy Václava Laurina, który wniósł do spółki niezbędną wiedzę i wymagane know-how. W ten sposób, w grudniu 1895 r. ruszyło przedsiębiorstwo Laurin & Klement, którego zakład - od pierwszego dnia działalności zlokalizowany w legendarnym mieście Mladá Boleslav, do dziś zresztą pozostającym główną siedzibą Skody - zatrudniał z początku dwóch robotników i ucznia.

Tak oto przypadkowy i błahy z pozoru konflikt z drezdeńskim producentem przyczynił się do powstania firmy, która wkrótce zaczęła odnosić sukcesy na międzynarodowych rynkach i która na trwałe zapisała się w historii motoryzacji.

Od jednośladu do automobilu

Choć Laurin i Klement zaczęli od sprzedaży rowerów, które wytwarzali z gotowych części i sprzedawali pod marką "Slavia", to bardzo szybko przerzucili się na produkcję motocykli. Początkowo rozważali zakup licencji na spalinowy jednoślad opatentowany przez francuską firmę Werner Frères et Compagnie. Ten jednak nie sprostał ich oczekiwaniom. Przekreśliły go wysoka zawodność i liczne błędy konstrukcyjne (silnik zamontowany był bezpośrednio pod kierownicą, nad przednim kołem, co utrudniało manewrowanie i utrzymanie równowagi), przez które Laurin stracił zresztą podczas testów jeden z przednich zębów. Mężczyźni prędko doszli do wniosku, że rama motocykla, którym sami nie baliby się jeździć, powinna być zaprojektowana zupełnie inaczej niż w popularnych maszynach - najlepiej w taki sposób, aby silnik znajdował się między nogami kierowcy. Ich zdaniem, tylko tak można było zadbać o odpowiedni rozkład masy i optymalne położenie środka ciężkości.

Przeczucie ich nie myliło. Pomysł chwycił błyskawicznie, a słuszność koncepcji potwierdziły natychmiast wyniki sprzedaży. Już w rok od debiutu ich pierwszego motocykla, wprowadzonego na rynek w 1899 r., Laurin i Klement zatrudniali 32 pracowników i eksportowali swoje jednoślady do Wielkiej Brytanii. Powodzenie, jakim cieszyły się spalinowe maszyny ze stajni Laurin & Klement, sprawiło, że właściciele przedsiębiorstwa w końcu zupełnie zrezygnowali z produkcji rowerów. Ta decyzja zaprowadziła ich wreszcie w zupełnie nowe dla nich rejony. Mężczyźni szybko bowiem dostrzegli potencjał drzemiący we wciąż jeszcze raczkującym rynku samochodów o napędzie spalinowym i postanowili spróbować na nim swoich sił. I tak, w 1905 r. wprowadzili do sprzedaży pierwszy ze swoich automobili - przeznaczony do codziennej jazdy model Voiturette A - który na tle konkurencji wyróżniał się przede wszystkim bardzo atrakcyjnym stosunkiem ceny do jakości i wydajności. Na tym etapie, firma Laurin & Klement zatrudniała 320 robotników i dysponowała linią produkcyjną obejmującą 170 specjalistycznych narzędzi, w sporej części zasilanych przez 100-konny silnik parowy.

Gwałtowny rozwój spółki i rosnące wyniki sprzedaży uczyniły z niej wkrótce jedno z największych przedsiębiorstw na terenie ówczesnych Austro-Węgier. Powoli jednak stawało się jasne, że bez dodatkowego kapitału nie będzie mogło się rozwijać w dotychczasowym tempie. Klement zaczął więc podejmować intensywne starania mające na celu pozyskanie nowych funduszy. Szansą dla firmy okazał się, paradoksalnie, pożar, który w czerwcu 1924 r. wybuchł w jej zakładach. Spowodowane nim zniszczenia skłoniły Laurina i Klementa do podjęcia rozmów z powstałym w 1859 r. koncernem Skoda, który - począwszy od końca XIX w. - specjalizował się w produkcji lokomotyw, samolotów, statków, turbin parowych, a także maszyn rolniczych i przemysłowych. Jak widać, w rozbudowanym portfolio firmy brakowało wówczas wyłącznie pojazdów spalinowych. Nic więc dziwnego, że właścicielom obu czeskich koncernów szybko udało się osiągnąć porozumienie. Efekty umowy stały się widoczne już w kilka lat od jej zawarcia: w 1930 r. spółka zatrudniała ponad 3700 robotników i 500 pracowników biurowych, a jej fabryka urosła do 215 tys. m2.

Narodziny legendy

Dzięki współpracy ze Skodą, pozostającą wówczas jednym z największych przedsiębiorstw przemysłowych na Starym Kontynencie, firma założona przez Laurina i Klementa mogła rozwinąć skrzydła i wprowadzić na rynek całkiem nowe produkty. W ten sposób, jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej, zadebiutowały na rynku modele Popular, Rapid, Favorit i Superb (ten ostatni, najbardziej luksusowy z całej stawki, wyposażony był w pełni niezależne zawieszenie, resory piórowe i hydrauliczne hamulce bębnowe). Dodać trzeba, że każdy z nich sprzedawany był już z charakterystycznym emblematem Skody wyobrażającym "uskrzydloną" strzałę, co stanowiło nieomylny znak, że przekształcenia zainicjowane w 1925 r. dobiegły wreszcie końca. Nowa strategia koncernu przyniosła szybko oczekiwane rezultaty. Na przestrzeni 5 lat firma stała się niekwestionowanym liderem w regionie, zwiększając swój udział w czechosłowackim rynku samochodów osobowych z 14 proc. (w 1933 r.) do 39 proc. (w 1938 r.).

Pozycją marki nie zdołał zachwiać nawet wybuch drugiej wojny światowej. I choć po 1945 r. zakłady produkcyjne w Mladá Boleslav wymagały odbudowy, to już w lipcu tego samego roku Skoda podjęła prace nad swoim pierwszym, powojennym samochodem: kultowym modelem 1101 (znanym też jako "Tudor"). Auto słynęło ze swojej niezawodności i imponującej wszechstronności - dostępne było bowiem jako klasyczny, czterodrzwiowy sedan, kabriolet, kombi, roadster, furgonetka, wojskowy pojazd terenowy czy wóz sanitarny.

"Tudor" nie był wszelako jedynym modelem, który Skoda miała po wojnie do zaoferowania swoim klientom. Po 1945 r. fabryki koncernu produkowały także modele 440 Spartak, 445 Octavia, Felicia (pojazd dostępny był jako kabriolet) i 1000 MB. Narodziny najbardziej charakterystycznych modeli Skody miały zatem miejsce w okresie powojennym. I to właśnie do ich legendy marka nawiązywała u progu XXI w., czego dowodem był choćby wielki powrót (i nie mniejszy komercyjny sukces) flagowego modelu Superb, który po kilkudziesięciu latach nieobecności pojawił się na rynku w 2001 r. Był on również, przypomnijmy, dostępny w specjalnej, ekskluzywnej wersji wyposażeniowej Laurin & Klement, stworzonej dla uczczenia pamięci ojców-założycieli firmy.

Odzyskiwanie dziedzictwa

Drogę, jaką przebyła Skoda na przestrzeni ubiegłych lat, może na przykład zobrazować próba zestawienia najnowszej Fabii i modelu Voiturette A. Historyczny pojazd wyposażony był w dwucylindrowy silnik o mocy 7 KM (w wersji usportowionej auto mogło się podobno pochwalić mocą na poziomie 12 KM), obsługiwany przez trzybiegową przekładnię manualną. W takiej konfiguracji dwumiejscowy samochód rozpędzał się maksymalnie do 40 km/h. Skromne były jednak nie tylko jego osiągi, ale i wyposażenie. Próżno w nim było szukać udogodnień, które dla większości kierowców są dziś oczywistością - auto nie posiadało świateł i kierunkowskazów, uruchamiane było na korbę, a jego felgi wykonane były z drewna.

Na tym tle Fabia jawi się jako samochód żywcem wyjęty z literatury i filmów science-fiction. Na jej wyposażeniu mogą się bowiem znaleźć m.in. reflektory w technologii LED z funkcją doświetlania zakrętów, kamera cofania, nowoczesne systemy bezpieczeństwa (obejmujące np. aktywny tempomat, czujnik martwego pola czy czujniki parkowania), rozwiązania ułatwiające korzystanie z pojazdu (jak np. system bezkluczykowego dostępu KESSY), nawigacja satelitarna, rozbudowany system infotainment, który w ciągu kilku chwil da się z łatwością sparować z dowolnym urządzeniem przenośnym czy łączność w standardzie Wi-Fi i Bluetooth.

Nowa Fabia może być ponadto napędzana przez jeden z trzech silników benzynowych, o mocy 60, 90 lub 110 KM. Z tej perspektywy wydaje się ona ustępować modelowi Voiturette A chyba tylko pod względem swojej masy - pierwszy pojazd Laurina i Klementa ważył tylko 600 kg, podczas gdy waga nowej Fabii, w zależności od wybranego wariantu wyposażeniowego, wynosi od 1005 do 1145 kg.

Co przyniesie jutro?

Ostatnie lata minęły Skodzie pod znakiem prawdziwej rewolucji. Od 2016 r. poczynając, marka coraz silniej zaznacza bowiem swoją obecność w segmencie SUV-ów, crossoverów i aut sportowo-rekreacyjnych. Wszystko zaczęło się od dużego, siedmioosobowego Kodiaqa, zaprezentowanego na paryskich targach motoryzacyjnych w październiku 2016 r. Po nim przyszedł czas na kompaktowy model Karoq oraz na najmniejszą w rodzinie Skodę Kamiq, którą pokazano światu w lutym ubiegłego roku. To jednak nie wszystko. Od jakiegoś czasu koncern coraz śmielej spogląda również w kierunku elektromobilności (władze firmy zakładają, że do 2022 r. będzie produkowała przynajmniej 10 modeli zelektryfikowanych częściowo lub w całości), co zaowocowało - jak dotąd - wprowadzeniem na rynek w pełni elektrycznej Skody Citigo-e iV oraz nowoczesnej hybrydy typu plug-in: Superba iV. Z okazji 125-lecia marka przygotowała natomiast atrakcyjną promocję. Każdy kierowca, który zdecyduje się skorzystać z jubileuszowej oferty Skody, otrzyma dostęp do atrakcyjnych pakietów serwisowych gwarantujących niskie koszty eksploatacji i bezproblemowe użytkowanie samochodu.

W związku z planowanymi zmianami, Skoda zdecydowała się gruntownie zmodernizować swoje zakłady produkcyjne. Tak stało się między innymi z fabryką w Kvasinach. Zmiany, które w niej przeprowadzono, objęły m.in. nadwoziownię, halę montażową i halę kontroli jakości. Cała inwestycja pochłonęła tymczasem ok. 12 milionów euro. O wysoką jakość samochodów opuszczających bramy zakładu zadbają także sami pracownicy, dla których wybudowano zupełnie nowy ośrodek szkoleniowy (przeszkolono w nim do tej pory prawie 5,5 tys. osób). Rozmach całego przedsięwzięcia jest więc ogromny.

O planach i ambicjach marki najwięcej jednak mówi wizjonerski prototyp półautonomicznego, sportowego SUV-a z napędem elektrycznym, którego pokaz odbył się podczas ubiegłorocznych targów motoryzacyjnych w Genewie. Koncept - znany pod wymowną nazwą Vision iV - miałby być wyposażony w system radarów i skanerów laserowych monitorujących obszar wokół pojazdu w czasie rzeczywistym, a także w zdolność komunikowania się z elementami infrastruktury drogowej oraz z innymi samochodami wyposażonymi w podobne systemy łączności.

 

Artykuł powstał we współpracy z marką Skoda.

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje