Reklama

Uwaga! Mózg na asfalcie!

Dziesiątki kampanii społecznych, mających wpłynąć na wyobraźnię kierujących pojazdami, dają mierny efekt.

Może nadszedł czas na sięgnięcie po drastyczne kroki, by zahamować ułańską fantazję polskich kierowców?

Reklama

Tragedia

Każdy, kto choć raz w życiu był świadkiem tragicznego wypadku, wie, że takie zdarzenie jest bardzo silnym przeżyciem. Widok zmasakrowanych ciał, rannych, poparzenia, amputacje, otwarte złamania, jęki i krzyki poszkodowanych, a nawet specyficzny zapach na miejscu zdarzenia - takie doświadczenia prowadzą do psychicznego wstrząsu. Często mocno wpływają na postawę i zachowanie człowieka.

Owa terapia szokowa okazuje się niekiedy skuteczniejsza od punktów karnych, odebranego okresowo prawa jazdy lub kilku nieprzyjemnych chwil na drodze.

Jeśli pijesz, a później prowadzisz, jesteś cholernym idiotą!

To nie jest obelga rzucona przez nastolatka pod adresem kolegi, ale hasło australijskiej kampanii przeciwko pijanym kierowcom. Przeprowadzane w naszym kraju akcje na rzecz bezpieczeństwa na drogach są w porównaniu z zagranicznymi bardzo ugrzecznione. Brakuje im siły przekazu i realizmu.

Wystarczy przyjrzeć się akcjom przeprowadzanym w takich krajach, jak Australia, Wielka Brytania, Belgia czy Niemcy: ostre slogany, bardzo realistyczne spoty emitowane w telewizji, dobitne piętnowanie ludzkiej głupoty. Takie akcje przynoszą efekty, ale wymagają skoordynowanych działań z kilku stron. A jak jest nad Wisłą?

Zobacz zagraniczne spoty, naprawdę przemawiające do wyobraźni:

Statystyki, brak pomysłów i bicie głową w mur

Hasła w stylu: "Zwolnij, szkoda życia", albo: "Użyj wyobraźni", z wykorzystywaniem autorytetu gwiazd, przepadają w zderzeniu z ludzką ignorancją i bezmyślnością. W zeszłym roku na polskich drogach zginęło ponad 5 400 osób, a rany odniosło ponad 62 000. Można odnieść wrażenie, że cała sytuacja przypomina bicie głową w mur.

Ostatnio rozpoczęto skierowaną do motocyklistów akcję pod mocnym tytułem: "Idzie wiosna, będą warzywa".

To jedyna kampania, przeprowadzona w ciągu ostatnich dwóch lat, która posiadała odpowiednią siłę przekazu. Niestety, jej organizator, czyli policja, został zmuszony do wycofania się z głównego hasła. Powód? Protesty ze strony urażonych motocyklistów.

Inna akcja, "Bezpieczny przejazd", nie niesie ze sobą dostatecznego ładunku pobudzającego wyobraźnię kierowców.

Sytuacji nie poprawiają stosunkowo niskie kary dla pijanych kierowców i piratów drogowych. Można narzekać na fatalny stan dróg, wyrastające wszędzie niczym grzyby po deszczu fotoradary, studzące temperament kierowców tylko na odcinku kilkudziesięciu metrów, na złą organizację ruchu. Jednak do tragicznych wypadków dochodzi najczęściej z powodu brawury, wymuszania pierwszeństwa i prowadzenia po spożyciu alkoholu.

Drastyczne rozwiązanie

Jak zatem można pobudzić wyobraźnię tych kierowców, którzy zapominają o zdrowym rozsądku, tragicznych statystykach i apelach o rozwagę? Czy można sięgnąć po drastyczne rozwiązania i zacząć publikować na stronach internetowych drastyczne zdjęcia z wypadków samochodowych?

Zdjęcia, na których jest nie tylko pogięta blacha, ale krew, ludzkie szczątki i zniszczenie? Czy ten kontrowersyjny pomysł ma szanse przynieść efekty wobec braku działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach i zwiększenia kar dla nieodpowiedzialnych kierowców ze strony władz?

Czy kilka drastycznych zdjęć zadziała na pirata drogowego lepiej niż droga akcja społeczna, punkty karne i mandaty? Jakie problemy natury moralnej budzi ten pomysł? Czy chodzi o samą ideę pokazywania w sieci zmasakrowanych zwłok, czy o chęć uniknięcia głupich reakcji tych nielicznych internautów, których "to nie rusza"? A może chodzi o szacunek do ofiar i ich bliskich?

Zapraszamy do wyrażania swoich opinii.

Mateusz Matlak

Zobacz galerie z wypadków.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: móżg | Uwaga!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama