Łatwo dziś zbudować bardzo szybki samochód elektryczny. Chińscy producenci pokazali, że setki koni mechanicznych, potężny moment obrotowy i osiągi supersamochodów można zaoferować w coraz tańszych modelach. Sama moc przestała być wyznacznikiem wyjątkowości.
Porsche miało więc znacznie trudniejsze zadanie. Elektryczne Cayenne nie mogło być po prostu kolejnym szybkim SUV-em. Musiało zachować charakter modelu, który od ponad dwóch dekad jest jednym z filarów marki.

666 KM to dopiero początek możliwości Cayenne
Na papierze wszystko wygląda imponująco. Dwa silniki elektryczne rozwijają systemowo 544 KM, a po aktywacji Launch Control moc wzrasta do 666 KM. Maksymalny moment obrotowy wynosi 1080 Nm, a sprint od 0 do 100 km/h trwa 3,8 s.
Za zasilanie odpowiada akumulator o pojemności 113 kWh brutto, korzystający z architektury 800 V. Maksymalna moc ładowania DC sięga 400 kW, co według producenta pozwala uzupełnić energię od 10 do 80 proc. w 16 minut. Deklarowany zasięg wynosi do 669 km. To jednak tylko liczby. Pytanie brzmi, czy za nimi idzie równie dobre prowadzenie.

Po kilku minutach przestałem myśleć o napędzie
Pierwsze mocne wciśnięcie pedału przyspieszenia robi dokładnie takie wrażenie, jakiego można oczekiwać po 666-konnym Porsche. Auto wystrzeliwuje do przodu bez chwili zawahania i bardzo szybko uświadamia kierowcy, że osiągi nie będą tu żadnym problemem.
Po kilkunastu minutach jazdy złapałem się jednak na czymś innym. Przestałem zwracać uwagę na napęd. Zamiast analizować, jak działa elektryczny układ napędzający cztery koła, po prostu zacząłem prowadzić samochód. I właśnie to uważam za największy komplement, jaki można wystawić temu modelowi.

2,5 tony? Kierownica mówi coś zupełnie innego
Największym zaskoczeniem okazał się układ kierowniczy. W wielu dużych elektrykach wspomaganie skutecznie odcina kierowcę od tego, co dzieje się z przednimi kołami. Tutaj jest inaczej. Układ kierowniczy nie jest przesadnie lekki ani sztucznie dociążony. Reaguje naturalnie, precyzyjnie i daje bardzo dobre wyczucie przedniej osi. To właśnie tutaj najmocniej czuć, że za projektem stoją inżynierowie Porsche.

Oczywiście fizyki nie da się oszukać. Ponad 2,5 tony masy przypomina o sobie przede wszystkim podczas mocnego hamowania. W zakrętach sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Skrętna tylna oś oraz aktywne zawieszenie bardzo skutecznie zmniejszają odczuwalne gabaryty auta. Cayenne nie staje się nagle lekkim samochodem, ale prowadzi się znacznie zwinniej, niż sugerowałyby jego wymiary.
Ten hamulec zaskoczył mnie najbardziej
Drugim dużym zaskoczeniem był układ hamulcowy. W większości mocnych elektryków przejście między rekuperacją a klasycznymi hamulcami jest mniej lub bardziej wyczuwalne. W Cayenne S Coupé Electric pedał zachowuje się wyjątkowo naturalnie. Nie zastanawiasz się, czy samochód właśnie odzyskuje energię, czy pracują już tarcze hamulcowe.
To szczególnie imponujące, jeśli weźmie się pod uwagę, że Porsche deklaruje możliwość odzyskiwania energii z mocą do 600 kW, a w codziennej jeździe nawet 97 proc. hamowań ma odbywać się bez użycia klasycznych hamulców.

Po kilku godzinach najbardziej zapamiętałem… ciszę
Nie chodzi wyłącznie o brak dźwięku silnika spalinowego. Porsche bardzo skutecznie odizolowało kabinę od hałasu toczenia i szumu powietrza. Nawet przy wyższych prędkościach we wnętrzu panuje spokój, którego bardziej spodziewałbym się po luksusowym gran turismo niż po samochodzie o takich osiągach.
Zawieszenie również nie próbuje za wszelką cenę udowadniać sportowego charakteru. To samochód nastawiony na bardzo szybkie pokonywanie dużych odległości, a nie na bezkompromisową sztywność.
Najlepszy detal nie ma nic wspólnego z osiągami
Kabina jest nowoczesna i mocno zdigitalizowana, ale nie przytłacza. Najbardziej spodobał mi się detal, którego prawdopodobnie nie znajdziemy w materiałach marketingowych. Pod centralnym ekranem przygotowano wygodne podparcie dla nadgarstka. Dzięki temu obsługa systemu podczas jazdy jest znacznie wygodniejsza i bardziej precyzyjna. To drobiazg, ale właśnie z takich drobiazgów składa się codzienne użytkowanie samochodu.
Pozycja za kierownicą pozostała typowo porsche'owa. Siedzi się nisko, a wszystko znajduje się dokładnie tam, gdzie intuicyjnie spodziewa się tego kierowca.

Zasięg i ładowanie nie odstają od najlepszych
Akumulator o pojemności 113 kWh sprawia, że Cayenne S Coupé Electric nie jest wyłącznie autem do miasta. Deklarowany zasięg do 669 km pozwala myśleć o naprawdę długich trasach.
Architektura 800 V i możliwość ładowania z mocą do 400 kW należą dziś do ścisłej czołówki rynku. W praktyce o komforcie podróży będzie decydować przede wszystkim zarządzanie temperaturą baterii oraz utrzymanie wysokiej mocy ładowania po szybkiej jeździe. Takie elementy odróżniają dopracowany samochód od modelu, który imponuje jedynie katalogowymi parametrami.

Czy to nadal jest Porsche?
Po pierwszej jeździe odpowiedź wydaje mi się zaskakująco prosta. Porsche nie musiało zbudować najmocniejszego ani najszybszego elektryka na rynku. Takich samochodów będzie coraz więcej. Musiało natomiast stworzyć auto, które mimo ogromnej baterii i masy przekraczającej 2,5 tony nadal daje kierowcy przyjemność z prowadzenia. I właśnie to udało się najlepiej.
Największe wrażenie zrobiły na mnie nie osiągi, lecz naturalny układ kierowniczy, bardzo dobry hamulec, świetne wyciszenie oraz sposób, w jaki Cayenne ukrywa swoje gabaryty. Po kilku godzinach jazdy przestałem myśleć o nim jak o elektryku. Zacząłem traktować je po prostu jak bardzo dobre Porsche.








