Mercedes VLE nie udaje limuzyny. I to jest jego największa zaleta
Po pierwszych kilometrach byłem przekonany, że Mercedes nie dowiózł swoich obietnic. VLE nadal prowadzi się jak duże MPV, a nie jak limuzyna. Dopiero dwa dni jazd po drogach wokół Bilbao pokazały mi, że producent postawił akcent zupełnie gdzie indziej. I właśnie dlatego z tego samochodu wysiadłem zaskakująco usatysfakcjonowany.

Spis treści:
- Jak jeździ Mercedes VLE? Pierwsze kilometry zaskakują
- Mercedes VLE w mieście. Skrętna tylna oś robi ogromną różnicę
- Wnętrze Mercedesa VLE. Drugi rząd to największy atut tego auta
- Mercedes VLE ma też słabe strony. Nie wszystko działa idealnie
- Mercedes VLE w Polsce. Jest problem z e-TOLL-em
- Czy warto kupić Mercedesa VLE? Pierwsze wnioski po jeździe
Mercedes nie chce mówić o następcy Klasy V. W materiałach prasowych konsekwentnie pojawia się określenie "Grand Limousine". Producent przekonuje, że stworzył zupełnie nowy segment - to samochód, który ma łączyć przestrzeń MPV z prowadzeniem i komfortem limuzyny. Po pierwszych kilometrach pomyślałem, że marketing trochę się rozpędził.
Pozycja za kierownicą jest wysoka, przed kierowcą rozciąga się ogromna powierzchnia szyb, a gabaryty samochodu czuć od pierwszego metra. Nie ma znaczenia, ile razy Mercedes użyje słowa "limuzyna". Za kierownicą nadal siedzi się jak w dużym MPV, nawet nie jak w SUV-ie. I właściwie mógłbym na tym zakończyć temat. Problem w tym, że z każdym kolejnym kilometrem coraz mniej mi to przeszkadzało.

Jak jeździ Mercedes VLE? Pierwsze kilometry zaskakują
Na papierze VLE imponuje liczbami. Samochód mierzy 5309 mm długości, ma rozstaw osi wynoszący 3342 mm, oferuje do ośmiu miejsc i akumulator o użytecznej pojemności 115 kWh. Mercedes deklaruje ponad 700 km zasięgu WLTP i możliwość odzyskania 355 km zasięgu w ciągu 15 minut ładowania. Podczas jazdy znacznie bardziej zapamiętałem jednak coś innego.
To jeden z najlepiej wyciszonych samochodów, jakimi jeździłem. Nawet przy autostradowych prędkościach do wnętrza dociera niewiele szumu powietrza czy hałasu toczenia. Jeszcze większe wrażenie zrobiło zawieszenie. Nie pamiętam konkretnych nierówności na drogach wokół Bilbao. Pamiętam tylko, że po kilkudziesięciu kilometrach przestałem zwracać na nie uwagę. To chyba najlepszy komplement, jaki można wystawić inżynierom odpowiedzialnym za komfort.

Równie dobrze wypada układ kierowniczy. Jest bardzo precyzyjny, choć momentami miałem wrażenie, że Mercedes przesadził z filtrowaniem informacji docierających do kierowcy. Odczucia przypominały pierwsze kontakty z układami steer-by-wire, mimo że VLE korzysta z klasycznego rozwiązania.
Mercedes VLE w mieście. Skrętna tylna oś robi ogromną różnicę
Najwięcej o możliwościach VLE dowiedziałem się na publicznym parkingu podziemnym w centrum Bilbao. Już przy wjeździe pojawiła się pierwsza wątpliwość. Ograniczenie wysokości wynosiło dokładnie dwa metry, a VLE według danych technicznych - 195 cm. Widząc instalacje pod dachem garażu przesuwające się kilka centymetrów nad przednią szybą przez chwilę zastanawiałem się, czy nie lepiej poszukać innego miejsca.Nie było takiej potrzeby.
Jeszcze większe obawy miałem chwilę później. Wąskie alejki, ciasne zakręty i miejsca postojowe projektowane raczej z myślą o kompaktach niż ponad pięciometrowym Mercedesie nie wyglądały zachęcająco. To właśnie tam najbardziej doceniłem skrętną tylną oś.

Kilka razy przygotowywałem się na cofanie i poprawianie toru jazdy. VLE za każdym razem mieścił się tam, gdzie intuicja podpowiadała, że będzie za ciasno. Liczba 10,9 m średnicy zawracania przestała być katalogową ciekawostką, a stała się realną zaletą w codziennym użytkowaniu.
Wnętrze Mercedesa VLE. Drugi rząd to największy atut tego auta
Moment, w którym naprawdę zrozumiałem VLE, nie nastąpił za kierownicą. Nastąpił wtedy, gdy usiadłem w drugim rzędzie. Przesuwane elektrycznie, rozkładane fotele oferują świetny komfort, a ilość miejsca sprawia, że można zapomnieć, iż podróżuje się samochodem. Do tego dochodzi wysuwany z podsufitki ekran, który zamienia wnętrze w prywatną salę kinową. W tej konfiguracji łatwo wyobrazić sobie wielogodzinną podróż bez zmęczenia.

Po raz pierwszy od dawna złapałem się na tym, że faktycznie bardziej zazdrościłem miejsca pasażerowi drugiego rzędu niż kierowcy. Tego nie dał mi żaden Rolls-Royce czy Bentley. Tam wciąż wolałem prowadzić.
Mercedes VLE ma też słabe strony. Nie wszystko działa idealnie
Nie oznacza to, że VLE jest samochodem bez wad. System automatycznego parkowania potrafił zaimponować podczas parkowania równoległego. Bez problemu proponował manewr w miejscu niewiele dłuższym od samego auta. Przy parkowaniu prostopadłym działał już mniej konsekwentnie. Zdarzało się, że identyczne miejsca raz uznawał za odpowiednie, a chwilę później odmawiał wykonania manewru.

Pewien niedosyt pozostawia również kokpit. Po najnowszych osobowych Mercedesach spodziewałem się bardziej spójnego projektu. Tutaj trzy wyświetlacze wyglądają raczej jak trzy oddzielne ekrany niż jedna całość. W GLC Mercedes zrobił to znacznie lepiej.
Na pochwałę zasługuje natomiast funkcja automatycznego wycofywania po ostatnich 150 metrach przejechanej trasy. W ciasnych parkingach może okazać się bardziej przydatna niż niejeden system autonomicznej jazdy.
Mercedes VLE w Polsce. Jest problem z e-TOLL-em
Mercedes oficjalnie pokazuje VLE jako samochód rodzinny. Patrząc na ceny wynoszące około 400 tys. zł za wersję Standard i około 450 tys. zł za odmianę Exclusive, znacznie łatwiej wyobrazić sobie go jednak jako luksusowy środek transportu dla biznesu niż rodzinny samochód na wakacje.

Jest jeszcze jeden problem. Bogatsze odmiany z napędem 4MATIC mają dopuszczalną masę całkowitą wynoszącą 3,7 tony. W Polsce oznacza to obowiązek korzystania z systemu e-TOLL. Dla klientów pokonujących długie trasy będzie to dodatkowy koszt, o którym większość zagranicznych testów prawdopodobnie nawet nie wspomni.
Dodatkowy poza ładowaniem co 400-500 km, które na publicznych ładowarkach u nas wciąż jest kosztowne. Choć tu Mercedesa wypada pochwalić, że zużycie ok. 25 kWh jak na samochód o takich gabarytach to naprawdę dobry wynik.

Czy warto kupić Mercedesa VLE? Pierwsze wnioski po jeździe
Przekonał mnie natomiast, że zbudował samochód, który niemal całkowicie eliminuje kompromisy kojarzone z dużymi vanami. Jest cichy, znakomicie tłumi nierówności, zaskakująco dobrze radzi sobie w mieście i oferuje warunki podróżowania, jakich trudno szukać nawet w wielu luksusowych SUV-ach.
Ale to też pierwszy samochód, w którym poczułem, że wolę siedzieć gdzieś indziej niż za kierownicą.








