Golf R Black Edition jest najmocniejszą odmianą Golfa w aktualnej ofercie. Dwulitrowy silnik TSI rozwija 333 KM i 420 Nm, a za zmianę przełożeń odpowiada 7-biegowa skrzynia DSG. Napęd 4Motion z systemem R-Performance Torque Vectoring pozwala rozpędzić samochód od 0 do 100 km/h w 4,6 s. Prędkość maksymalna wynosi 270 km/h.
Dane techniczne robią wrażenie, ale nie tłumaczą jeszcze, dlaczego po bezpośredniej przesiadce z limitowanego GTI Golf R wydaje się samochodem nie tylko szybszym, ale przede wszystkim znacznie lepszym.

Volkswagen Golf R od pierwszych kilometrów prowadzi się lepiej niż GTI
Różnica była wyczuwalna niemal natychmiast. Golf R lepiej układał się w zakrętach, chętniej wykorzystywał moc na ich wyjściu i dawał większą swobodę podczas operowania gazem. Nie potrzebowałem wielu kilometrów ani szczególnych warunków, żeby dostrzec przewagę napędu 4Motion.
W GTI Edition 50 przednia oś wykonywała imponującą pracę. Na suchej nawierzchni samochód dosłownie wgryzał się w asfalt, a elektronicznie sterowana blokada mechanizmu różnicowego skutecznie ograniczała uślizg. Wystarczył jednak deszcz, aby przypomnieć sobie o prawach fizyki.

Przy mocnym przyspieszaniu przednie koła GTI musiały jednocześnie skręcać i przenosić 420 Nm. Elektronika radziła sobie z tym bardzo dobrze, ale nie mogła całkowicie usunąć ograniczeń wynikających z konstrukcji samochodu.
W Golfie R problem praktycznie znika. Można wcześniej otworzyć gaz na wyjściu z zakrętu, a samochód zamiast walczyć o przyczepność, po prostu zaczyna przyspieszać. Napęd 4Motion rozdziela moment pomiędzy obie osie, natomiast R-Performance Torque Vectoring może dodatkowo kierować go pomiędzy tylnymi kołami. Dzięki temu Golf R nie tylko skuteczniej rusza z miejsca. Znacznie lepiej wykorzystuje moc podczas normalnej, szybkiej jazdy.

Deszcz pokazuje największą przewagę Golfa R
Podczas liczącego około 1000 km testu przeważały słoneczne dni, ale miałem też okazję jeździć w deszczu. Właśnie wtedy różnica pomiędzy GTI i R stała się najbardziej widoczna.
W jubileuszowym GTI mocniejsze dodanie gazu na mokrej nawierzchni powodowało walkę przednich kół o przyczepność. Nie było w tym nic niebezpiecznego, ale elektronika musiała wyraźnie pilnować sytuacji. Kierowca również powinien rozsądniej obchodzić się z pedałem gazu.
Golf R zachowywał się zupełnie inaczej. Na mokrym nadal prowadził się znakomicie i pozwalał znacznie swobodniej korzystać z osiągów. Podczas wyprzedzania czy przyspieszania na wyjściu z zakrętu nie towarzyszyło mi wrażenie, że przednia oś pracuje już na granicy swoich możliwości.

Nie oznacza to oczywiście, że napęd na cztery koła unieważnia prawa fizyki. Nie skraca w magiczny sposób drogi hamowania i nie pozwala ignorować warunków. Zapewnia jednak znacznie większy margines przy przyspieszaniu i sprawia, że osiągi samochodu można wykorzystywać częściej, a nie tylko na idealnie suchym asfalcie.
To właśnie tutaj kryje się najważniejsza przewaga R. Nie w dodatkowych 8 KM, lecz w możliwości skutecznego przeniesienia całej mocy na drogę.
Golf R jest mniej dramatyczny, ale bardziej skuteczny
GTI angażuje kierowcę w proces zarządzania mocą. Trzeba obserwować nawierzchnię, odpowiednio operować gazem i pamiętać, że przednie koła mają kilka zadań do wykonania jednocześnie. Dla części kierowców właśnie to będzie największą zaletą tego samochodu.

Golf R jest mniej dramatyczny. Kierowca wybiera tor jazdy, dodaje gazu, a samochód wykonuje polecenie z niemal bezwzględną precyzją. Nie oznacza to jednak, że R jest pozbawiony emocji. Wynikają one bardziej z jego ogromnych możliwości niż z konieczności kontrolowania ograniczeń przedniego napędu.
GTI częściej informuje, że zbliżamy się do granicy. Golf R przesuwa tę granicę znacznie dalej. Na publicznej drodze bardzo trudno sprawdzić, gdzie naprawdę się znajduje.
Ma to również drugą stronę. Golf R błyskawicznie buduje zaufanie i sprawia, że wysoka prędkość wydaje się czymś zupełnie naturalnym. Kierowca musi zachować rozsądek, ponieważ spokój samochodu może skutecznie ukryć tempo jazdy.

Wydech Golfa R jest cichszy niż Akrapovič w GTI
Testowany wcześniej Golf GTI Edition 50 miał opcjonalny, tytanowy układ wydechowy Akrapoviča. Zapewniał on bardziej wyraziste brzmienie i stanowił ważną część charakteru jubileuszowej wersji.
Po przesiadce do R od razu zauważyłem, że jego wydech jest spokojniejszy. Golf R nie akcentuje swojej obecności tak wyraźnie jak GTI wyposażony w "Akrapa". Dla kierowcy oczekującego maksymalnie widowiskowej oprawy może to być rozczarowanie. W codziennym użytkowaniu spokojniejszy wydech dobrze pasuje jednak do bardziej wszechstronnego charakteru samochodu.

R nie musi przez cały czas udowadniać, że jest najszybszym Golfem. Wystarczy mocniej nacisnąć gaz, aby jego osiągi powiedziały wszystko.
Black Edition nie zmienia zachowawczej natury Golfa
Black Edition wyróżnia się czarnymi detalami, ciemnymi emblematami oraz utrzymanymi w tej samej tonacji elementami nadwozia. Całość jest spójna i dyskretna, ale nawet w tej odmianie stylizacja Golfa mnie nie zachwyca. To poprawnie narysowany, proporcjonalny hatchback, któremu trudno zarzucić konkretny błąd. Brakuje mu jednak wizualnego charakteru odpowiadającego możliwościom układu napędowego. Samochód przyspieszający do 100 km/h w 4,6 s mógłby wyglądać bardziej wyjątkowo.

Z drugiej strony dla wielu nabywców dyskrecja będzie jedną z największych zalet R. Black Edition może pozostać niemal niezauważony w codziennym ruchu, choć osiągami dorównuje samochodom o znacznie bardziej egzotycznym wyglądzie.
Znacznie lepsze wrażenie zrobiło na mnie wnętrze testowanego egzemplarza. Szczególnie dobrze prezentowała się skórzana tapicerka Nappa. Podnosiła odbiór kabiny i skutecznie przypominała, że nie siedzimy w zwykłym Golfie.

Golf R potrafi być zwyczajnym samochodem
Największym osiągnięciem Golfa R nie jest wcale przyspieszenie do 100 km/h. Jest nim łatwość, z jaką samochód potrafi ukryć swoje możliwości.
W spokojniejszym trybie skrzynia DSG szybko zmienia biegi, reakcja na gaz łagodnieje, a 333 KM nie utrudniają normalnej jazdy. Kabina pozostaje praktyczna, z tyłu można przewozić dorosłych pasażerów, a bagażnik pozwala bez problemu zaplanować dłuższy wyjazd.
Ta zwyczajność stanowi ogromną część uroku R. Jednego dnia może pełnić funkcję rodzinnego hatchbacka, a chwilę później - po wybraniu odpowiedniego trybu jazdy - pokazać osiągi pełnoprawnego samochodu sportowego.
Podczas testu Golf R zużywał około 10,5 l/100 km w mieście. W trasie wynik spadał do około 8 l/100 km. Jak na samochód o mocy 333 KM i osiągach tej klasy są to wartości całkowicie akceptowalne.
Co najważniejsze, przez całe 1000 km nic mnie w nim nie irytowało. Nie oznacza to, że Golf R jest samochodem idealnym. Jego stylizacja pozostaje zachowawcza, a cena testowanego egzemplarza przekroczyła 250 tys. zł (cennik Black Edition startuje z 210 tys. zł). Pod względem codziennego użytkowania trudno było mi jednak znaleźć element, który rzeczywiście przeszkadzałby w jeździe.

Golf R czy Golf GTI Edition 50?
Przed jazdą Golfem R sądziłem, że odpowiedź będzie zależeć przede wszystkim od charakteru kierowcy. GTI miało być wyborem purysty, natomiast R szybszą i bardziej uniwersalną alternatywą.
Po przejechaniu obu samochodów jeden po drugim mam znacznie mniej wątpliwości. Golf GTI Edition 50 jest znakomitym hot hatchem. Ma precyzyjne podwozie, limitowany charakter i klasyczną konstrukcję, która od pół wieku stanowi część jego tożsamości. Angażuje kierowcę i pokazuje, jak wiele można osiągnąć przy napędzie na przednią oś.
Jeśli jednak oba modele oceniamy jako samochody do codziennej jazdy, Golf R jest po prostu lepszy. Zachowuje praktyczność, precyzję prowadzenia i większość charakteru GTI, a jednocześnie rozwiązuje jego największy problem. Zapewnia lepszą trakcję, większą pewność na mokrej nawierzchni i znacznie skuteczniej wykorzystuje moc silnika.
Nie jest lepszy dlatego, że ma 333 zamiast 325 KM. Jest lepszy dlatego, że pozwala korzystać z tych koni znacznie częściej.

Czy warto kupić Volkswagena Golfa R Black Edition?
Golf R Black Edition nie jest tani i nie wygląda tak wyjątkowo, jak sugerują jego osiągi. Jednocześnie jest jednym z najbardziej kompletnych sportowych kompaktów. Bardzo szybkim, praktycznym, pewnym w prowadzeniu niezależnie od pogody i zaskakująco łatwym w codziennym użytkowaniu. Podczas 1000 km nie znalazłem w nim cechy, która naprawdę by mnie irytowała.
GTI jest świetnym samochodem pomimo ograniczeń przedniego napędu. Golf R jest świetnym samochodem, ponieważ tych ograniczeń niemal nie ma.










