Forthing T-Five z napędem hybrydowym, to samochód pod znakiem "ale"
Forthing to chińska marka, która w Polsce dopiero próbuje przebić się do szerszej świadomości. Modelem, który ma jej w tym pomóc, jest wyglądający nieco jak Lamborghini SUV o nazwie T-Five. Sprawdziłem, jakie ten pojazd ma argumenty, by spośród wielu chińskich modeli, sięgnąć właśnie po niego.

Spis treści:
- Forthing T-Five (prawie) jak Lamborghini Urus
- Kabina Forthinga T-Five na plus, ale jest sporo do poprawy
- Forthing T-Five to samochód pod znakiem "ale"
- System pokładowy mógłby być lepszy, ale jest postęp
- Jaki napęd ma hybrydowy Forthing T-Five? Tak do końca nie wiadomo
- Ile paliwa zużywa hybrydowy Forthing T-Five?
- Wady Forthinga T-Five da się zaakceptować. Ale problemem jest cena
Pierwsze egzemplarze Forthinga T5 pojawiły się w Polsce jeszcze w 2024 roku. Były to wówczas samochody napędzane silnika benzynowymi Mitsubishi, które np. nie posiadały w ogóle interfejsów Android Auto czy Apple CarPlay. Od tamtej pory wiele się jednak zmieniło. Dziś T-Five jest nadal oferowany z silnikiem benzynowym, ale dostępna jest również wersja hybrydowa, która niedawno trafiła w moje ręce. Jaki jest ten samochód?
Forthing T-Five (prawie) jak Lamborghini Urus
Pierwsze wrażenie Forthing T-Five robi świetne. W stylizacji można odnaleźć nawiązania do Lamborghini Urus. Przód jest zdominowany przez potężną osłonę chłodnicy, z tyłu w oczy rzuca się biała nakładka zderzaka, która imitować ma dyfuzor oraz aż cztery końcówki układu wydechowego i co ciekawe, w tym wypadku nie ma mowy o żadnej imitacji - wszystkie rury wydechowe działają.

Do Lamborghini nawiązuje również logo. Podobny jest kształt tarczy i chociaż na emblemacie włoskiej marki mamy atakującego byka, a na Forthinga - drapieżnego kota (nie podejmę się określenia rasy), to jednak kształt ogona obu zwierząt jest zaskakująco podobny.
Stylizacja całego auta jest spójna, sprytnie połączono obłe kształty z ostrymi krawędziami. Dla mnie Forthing T5 to po prostu ładny samochód, za którym raczej obejrzałbym się na drodze z zaciekawieniem.

Dodać należy, że T-Five to auto sporych rozmiarów. Nadwozie ma 456,5 cm długości, 186,5 cm szerokości i 168 cm wysokości. Rozstaw osi mierzy 271,5 cm. Jednym słowem mamy samochód, który pod względem gabarytów jest zbliżony np. do Toyoty RAV4.
Kabina Forthinga T-Five na plus, ale jest sporo do poprawy
Po zajęciu miejsca za kierownicą Forthinga T-Five przed oczami mamy dwa panoramiczne, wizualnie połączone ekrany - cyfrowych zegarów i systemu infotainment. Na wielofunkcyjnej kierownicy znajdziemy szereg fizycznych przycisków, co jest wygodnym rozwiązaniem.
Na drzwiach, klasycznie, znajduje się panel umożliwiający sterowanie szybami i lusterkami. Na konsoli środkowej, poniżej nawiewów umieszczono dedykowany panel od sterowania klimatyzacją. Przyciski na nim są dotykowe, ale jednak cały czas dostępne, a temperaturę możemy regulować za pomocą wygodnych pokręteł.
Do sterowania automatyczną przekładnią służy duży przełącznik, dość efektowny, bo wyglądający na szklany. Wewnątrz umieszczono logo marki.

Całość prezentuje się dobrze, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Po zapoznaniu już tak kolorowo nie jest. Przede wszystkim w samochodzie widać, że kabina została wykończona raczej budżetowymi materiałami. Czuć, że skóra jest mocno "eko" (jak wiadomo, ekoskóra obok prawdziwej skóry nawet nie stała), na górnej części deski rozdzielczej znajduje się materiał przypominający gumę, przyciski na kierownicy ruszają się nie tylko góra - dół, jak powinny, ale również na boki (co raczej nie jest zamierzonym efektem inżynierskim), a miękkich obić i wykończeń w kabinie praktycznie nie ma.

Forthing T-Five to samochód pod znakiem "ale"
Generalnie można powiedzieć, że T-Five ma wiele atutów, ALE zawsze są do nich jakieś uwagi.
Fotele wyglądają efektownie, mają zintegrowane zagłówki, ALE trzeba się trochę nagimnastykować, by je odpowiednio ustawić. Mi się to udało, ale nie mam przekonania, że wysokie osoby znajdą wygodną pozycję za kierownicą.

System pokładowy mógłby być lepszy, ale jest postęp
Sam system pokładowy jest niezbyt intuicyjny i pełen błędnych tłumaczeń na język polski, ALE oferuje już bezprzewodową integrację ze smartfonami za pomocą Android Auto i Apple CarPlay. Uważam, że w dzisiejszych czasach, chociażby ze względu na zakaz trzymania telefonu w ręce czy nawigację w telefonie, nie jest to zbędny gadżet, ale podstawowa funkcjonalność samochodu.

Samochód jest bogato wyposażony, ALE diabeł tkwi w szczegółach. Kamery 360 stopni są i obraz z nich jest dobry, systemy ADAS są, ALE w prawym lusterku pojawiają się fantomowe ostrzeżenia przed obecnością przeszkody w martwej strefie. System bezkluczykowego dostępu jest, ALE działa tylko w drzwiach kierowcy. Oświetlenie ambientowe też jest, ALE ogranicza się do podświetlanego logo w lewarku i wzorku na desce przed pasażerem. Masaż jest, ALE tylko w fotelu kierowcy, elektryczna regulacja wysokości fotela - również jest, ALE również tylko tylko w fotelu kierowcy. Android Auto działa sprawnie, ALE całkowicie "przykrywa" cały pokładowy system infotainment.

Miejsca w kabinie nie brakuje, ani na fotelach przednich, ani na tylnej kanapie. Nietypowym rozwiązaniem jest możliwość regulowania położenia przedniego fotela z pozycji tylnej kanapy, służą to tego przełączniki na lewym boku fotela. Czyży producent przewidywał, że Forthingiem T-Five będzie wożony prezes?
Pojemność bagażnika wynosi 480 litrów, czyli przyzwoicie. Składając oparcie kanapy otrzymamy 1480 litrów przestrzeni bagażowej.

Jaki napęd ma hybrydowy Forthing T-Five? Tak do końca nie wiadomo
Jak jeździ się hybrydowym Forthingiem T-Five? Od razu powiem - nie tak, jak zapowiada wygląd. Samochód jest napędzany przez klasyczny układ hybrydowy (czyli bez możliwości ładowania), który bazuje na benzynowym silniku 1.5. Do tego dochodzi silnik elektryczny. Jakie są moce? Otóż, nie do końca wiadomo.

W danych technicznych na stronie producenta znajdziemy informację, że silnik spalinowy generuje 170 KM, a elektryczny - 70 KM. Natomiast w cenniku już są inne informacje, ma to być odpowiednio - 202 i 177 KM. Gdy próbowałem wyjaśnić różnice, dowiedziałem się od przedstawiciela marki, że moc silników wynosi odpowiednio 190 i 177 KM.
Importer nie podaje również, jaka jest moc systemowa, pewne jest natomiast, że samochód ma rozpędzać się do 100 km/h w 7,9 s, a jego prędkość maksymalna to 180 km/h.
Moment obrotowy trafia na koła przednie za pośrednictwem bezstopniowej przekładni. Jest to rozwiązanie chętnie stosowane przez Toyotę, które charakteryzuje się tym, że obroty silnika zależą od położenia pedału gazu, ale nie mają większego związku z nabieraniem prędkości. Nie inaczej jest w Forthingu, po mocniejszym dodaniu gazu obroty wskakują na wysoki poziom i taki utrzymują, a auto stopniowo nabiera prędkości. To cecha charakterystyczna tego rozwiązania i trzeba się do tego przyzwyczaić.
To, że mamy do czynienia z autem hybrydowym czuć najbardziej przy delikatnym operowaniu gazem, podczas jazdy w korku i manewrowaniu. Wówczas auto chętnie jedzie "na prądzie", a silnik spalinowy nie pracuje. Przy szybszej jeździe już bez pomocy silnika spalinowego się nie obejdzie, co również nie powinno zaskakiwać. Zaskakuje natomiast i to negatywnie - zużycie paliwa.

Ile paliwa zużywa hybrydowy Forthing T-Five?
W mieście hybrydowy T-Five zużywa około 8 l benzyny na 100 km/h. Podobny wynik osiągnąłem na trasie Kraków - Zakopane i z powrotem. Natomiast stała jazda drogą ekspresową oznacza już zużycie przekraczające 10 l/100 km. Całkiem sporo jak na auto hybrydowe. Toyota pod tym względem jest kilka kroków do przodu.

Wady Forthinga T-Five da się zaakceptować. Ale problemem jest cena
Główny problem Forthinga T-Five HEV leży jednak gdzie indziej - jest nim cena. Otóż samochód jest oferowany tylko w jednej wersji, bogato wyposażonej i kosztuje od 144 900 zł. To, niestety, nie jest poziom, do którego przyzwyczaiły nas chińskie firmy. Owszem, w tej cenie nie kupimy może Toyoty RAV4, ale już hybrydowe MG HS w najbogatszej wersji Exlusive jest nie tylko o 5 tys. zł tańsze, ale również jest nieco większe. Ponadto MG jest marką w Polsce dobrze już zadomowioną i chętnie wybieraną, która ma rozbudowaną sieć sprzedaży i serwisu.
Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w tej sytuacji ktoś miałby sięgnąć po Forthinga. Owszem, wiele rzeczy kupuje się oczami, ale czy nawiązująca do Lamborghini stylizacja okaże się wystarczające, by podbić portfele Polaków?













