Zakup auta to nie wszystko. Ile kosztuje jego utrzymanie?

Od kilku tygodni trwa kampania reklamowa zachwalająca najważniejsze cechy pojazdów Volkswagena. Niemiecka marka chce zwrócić uwagę przyszłych klientów na to, z czego nabywcy używanych Volkswagenów doskonale zdają sobie sprawę od lat.

Co do tego, ze Volkswagen niepodzielnie "rządzi" na polskim rynku pojazdów używanych nie ma chyba najmniejszych wątpliwości. Na zorganizowanej przez niemiecką markę konferencji dotyczącej problematyki TCO (total cost operation), czyli całkowitych kosztów eksploatacji pojazdu, obecni byli m.in. przedstawiciele serwisu "Otomoto.pl". Z prezentowanych danych wynika, że tylko w 2017 roku ogłoszenia z używanymi Volkswagenami wygenerowały 200 mln (!) odsłon. Volkswagen jest najczęściej wyszukiwaną przez rodaków marką, a ogłoszenia dotyczące sprzedaży aut z Wolfsburga to około 1/10 wszystkich anonsów! Co sprawia, że nabywcy używanych samochodów tak chętnie rozglądają się za Volkswagenami? Odpowiedzią są jest właśnie TCO, które mają też być dla niemieckiej firmy podstawowym orężem w walce o fotel lidera na rynku nowych pojazdów w Polsce.

Reklama

Polski rynek nowych aut znacząco różni się od niemieckiego, brytyjskiego czy francuskiego. Z badania przeprowadzonego przez Millward Brown wśród kupujących nowe samochody wynika, że dla zdecydowanej większości (aż 76 proc.) kupujących najważniejszym kryterium wyboru pojazdu jest cena. Sęk w tym, że cenniki mają często niewiele wspólnego z preferencjami klientów. Gdy doliczymy najczęściej wybierane wyposażenie dodatkowe (przykładowo ponad 90 proc. nabywców Passata decyduje się m.in. na lakier metalizowany, autoalarm, nawigację czy reflektory LED) często okazuje się, że drogie - z pozoru - oferty stają się nagle niezwykle kuszące.

Pozostając przy Passacie, który w powszechnej opinii uchodzi za raczej drogi pojazd, wspomniane wyposażenie można mieć już za... 2790 zł! Po dokładnym zsumowaniu słupków okaże się więc, że za Passata z najpopularniejszym wyposażeniem opcjonalnym i silnikiem 2,0 l TDI (150 KM) zapłacimy w salonie niespełna 126 tys. zł. Dla porównania, podobnie skonfigurowany Opel Insignia (tyle, że z wysokoprężnym silnikiem 1,6 l o mocy 136 KM) kosztować nas będzie już blisko 136 tys. zł(!), a za wychodzącą z oferty, Toyotę Avensis (2,0 D-4D 143 KM) przyjdzie nam zapłacić... ponad 135 tys. zł. Wniosek?

Dokładne przestudiowanie cenników pozwala  zaoszczędzić naprawdę sporo pieniędzy, a to czym kuszą nas foldery reklamowe ma z reguły niewiele wspólnego z samochodami, które rzeczywiście wyjeżdżają z salonów!

Rodacy lekkomyślnie ignorują też pozostałe aspekty związane z eksploatacją: koszty serwisowania i - co najważniejsze - utratę wartości. Ta jest kolejną mocną stroną Volkswagenów, ale jej prognozowanie nie należy do łatwych. Większość nabywców nowych aut nie śledzi przecież ogłoszeń dotyczących samochodów używanych. Tylko nieliczni mają dostęp do analiz, jak chociażby raportów przygotowywanych przez - liderującą na naszym rynku firmę Eurotax. Co z nich wynika?

Przykładowo - czteroletni Volkswagen Passat 2.0 TDI Trendline z przebiegiem 60 tys. km, wciąż będzie wart 52,1 proc. ceny wyjściowej (125 930 zł). Dla porównania - identycznie wyposażony Opel Insignia 1.6 diesel Innovation - 48,1 proc. (cena początkowa to 136 690 zł), Hyundai i40 1.7 CRDi Business - 47,2 proc. (cena początkowa 124 800 zł), a Toyota Avensis 2.0 D-4D Premium - 43,7 proc. (135 780 zł). Najgorzej w tym zestawieniu wypada Ford Mondeo 2.0 TDCi Trend. Po czterech latach eksploatacji auto zachowa jedynie 41,8 proc. wartości (cena tak skonfigurowanego modelu to 131 380 zł).

Tłumacząc z "księgowego" na nasz - po czterech latach eksploatacji używanego Passata można sprzedać za większą kwotę niż rywali. Różnica wyrażona w złotówkach sięgnąć może nawet 10 tys. Jeśli doliczymy do tego 10 tys. zł zaoszczędzone wcześniej przy zakupie (chociażby w stosunku do Insignii czy Avensisa) robi się z tego naprawdę spora kwota! Nie dziwi więc, że w ostatnich latach Volkswagen przebojem wdarł się na polski rynek flotowy. Firmy - w przeciwieństwie do klientów indywidualnych - nie mają większych trudności w trafnym prognozowaniu kosztów...

Widać to również w ostatnim z aspektów, który powinien mocno interesować nabywców - kosztach serwisowania. W Volkswagenie, inaczej niż w wielu konkurencyjnych markach, trzeba je robić co ok. 30 tys. km. Już tylko to daje spore oszczędności. W stosunku np. do Toyoty czy Opla zaoszczędzić można około 2 tys. zł. W tym miejscu warto jednak dodać, że osoby, które nie mają zaufania do współczesnych olejów w dalszym ciągu serwisować mogą swojego Golfa czy Passata w "standardowym" trybie - co 15 tys. km. Producent stosuje wówczas inny olej, a jego wymiana w (wykonywane są wszystkie standardowe czynności dla serwisu olejowego) kosztuje około 450 zł.

Nie zmienia to jednak faktu, że po uwzględnieniu wartości rezydualnej, paliwa, przeglądów i części eksploatacyjnych, decydując się na Volkswagena Passata 2,0 l TDI, w stosunku do konkurencji oszczędzić można nawet 20 tys. zł! Gdy dodamy do tego kolejnych 10 tys. wynikających z różnicy w cenie okaże się, że - uważnie studiując oferty - tylko w pierwszych czterech latach eksploatacji - zaoszczędzić można blisko... 30 tys. zł!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama