Płyny o wymianie których mało kto pamięta

Z konieczności wymiany oleju silnikowego zdaje sobie sprawę większość kierowców. Niestety tego samego nie można już powiedzieć w przypadku płynu hamulcowego i chłodzącego...

W Polsce niewielu właścicieli aut dba o systematyczną wymianę samochodowych "płynów ustrojowych". Po nowy płyn chłodniczy czy hamulcowy sięga się najczęściej "przy okazji" wymiany termostatu, nagrzewnicy czy np. przewodów hamulcowych. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że większość z tych napraw jest właśnie efektem wieloletnich zaniedbań w serwisowaniu!

Reklama

Świadomi kierowcy wiedzą o higroskopijnych właściwościach płynu hamulcowego. To trudne słowo oznacza, że preparat świetnie łączy się z wodą lub - jak kto woli - chłonie wilgoć z otoczenia. Niewielu zmotoryzowanych zdaje sobie jednak sprawę z konsekwencji. Część wskazuje wprawdzie na niższą temperaturę wrzenia, co sprawia, że - w ekstremalnych warunkach - łatwiej o "zagotowanie" płynu i utratę siły hamowania. Większość wychodzi jednak z założenia, że samochodu nie używa przecież do sportowej jazdy, więc ryzyko takiego scenariusza jest niewielkie. To prawda, ale jest jeszcze druga strona medalu. Woda w płynie hamulcowym nie tylko obniża temperaturę wrzenia, ale też przyspiesza działanie korozyjne!

Nie trzeba chyba tłumaczyć, że to właśnie korozja odpowiada za większość kosztownych napraw związanych z ingerencją w układ hamulcowy. Wżery korozyjne nie tylko osłabiają strukturę przewodów hamulcowych, ale też - z czasem - uszkadzają tłoczki. Właśnie z tego względu dochodzi do poważnych awarii, których usunięcie wymaga np. kosztownej regeneracji lub wymiany zacisku hamulcowego czy pompy...

Z wodą świetnie łączy się również płyn chłodzący. W tym przypadku oprócz korozji dochodzi jednak inny problem, którego konsekwencje mogą być bardzo kosztowne.

Właściwości chemiczne chłodziwa wynikają z technologii ich produkcji. Oprócz glikolu i wody destylowanej, będących głównymi składnikami, dodawane są również tzw.  "inhibitory", czyli substancje uszlachetniające. Ich zadaniem jest zahamowanie procesów korozyjnych, ochrona połączeń gumowych czy zastosowanych w układzie tworzywa sztucznych. W dużym uproszczeniu - w większości "czerwonych" (i temu podobnych) płynów znajdziemy dodatki kwasów organicznych (OAT). Takie płyny mają wysoką trwałość i właściwości chłodzące, ale nie można stosować ich w starszych samochodach. Kwasy organiczne potęgują korozję lutów ołowiowych, co skutkuje szybkim rozszczelnieniem chłodnicy.

Płyny w kolorach zielonych lub niebieskich oznaczają zazwyczaj dodatki nieorganiczne (IAT). Świetnie zabezpieczają przed korozją i można je stosować w starszych autach, ale szybko tracą swoje właściwości i tworzą osady (stają się mętne). Z tego względu powinno wymieniać się je raz na 2-3 lata.

Nie przez przypadek wiele starszych samochodów miewa problemy z zacinającym się termostatem czy ogrzewaniem. Wytrącające się osady, w połączeniu z krążącymi w układzie drobinkami rdzy, potrafią np. kompletnie zatkać nagrzewnicę. Jej wymiana, nie jest nie tylko droga, ale bywa też niezwykle uciążliwa (np. konieczność demontażu połowy deski rozdzielczej). Na drożność układu wpływają też inne "grzeszki", jak chociażby uzupełnianie ubytków płynu chłodniczego wodą z kranu. Ta ma w sobie szereg minerałów (jak np. wapń), których odkładanie się w układzie chłodzenia będzie mieć identyczny efekt. 

PR

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje