Reklama

Mercedes-AMG GT 63 S 4-drzwiowe coupe. Wygląda jak sedan, ale to wcielony potwór

Innymi słowy, Mercedes-AMG GT 63 S 4-drzwiowe coupe 4MATIC+ (tak - to pełna nazwa modelu, nie - nie mamy stuprocentowej pewności czy wszystkie człony podaliśmy w dobrej kolejności) nie tylko sprawia wrażenie rasowego sportowca w skórze "pięciodrzwiowej limuzyny", on faktycznie jest sportowcem. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Choćby taką, że nawet w trybie Comfort czujemy się jak samochodzie prawdziwie rasowym - nie jest bardzo twardo, ale na większych nierównościach będziemy podskakiwać wraz z całym autem (i to pomimo "pneumatyki"). Fotele są świetne, ale jak wspominaliśmy, niewygodnie się na nie wsiada, a jeszcze niewygodniej wysiada, zaś rasowy dźwięk silnika cały czas pozostaje w tle.

Reklama

Względy praktycznie nie mają się źle, choć bagażnik o pojemności 395 l nie imponuje (przebija go na przykład znacznie mniejsza klasa E coupe), a próg załadunku jest bardzo wysoki (zapewne chodziło o zwiększenie sztywności nadwozia). Z kolei miejsca z tyłu wystarczy dla dwóch dorosłych osób, ale plastikowe wgłębienie i dwa uchwyty na napoje, które przedzielają miejsca siedzące trudno traktować w innej kategorii, jak nieprzemyślanego projektu. Jeśli już to powinien tu się znaleźć zasuwany schowek oraz podłokietnik. A podłokietnik otrzymamy dopiero decydując się na trzyosobową kanapę, ale trzecia osoba usiądzie tu jedynie za karę (kanapa nadal jest wyprofilowana pod dwie osoby, a do tego tunel środkowy poprowadzono wysoko), a dwie po bokach nie będą mogły już liczyć na niezłe trzymanie boczne z konfiguracji dwuosobowej. Cóż, to może warto dopłacić do "konsoli biznesowej z tyłu" za skromne 15 807 zł, która daje podróżnym do dyspozycji porządne schowki, ekran dotykowy, wygodny podłokietnik i przede wszystkim oddziela od siebie i zapewnia dobre oparcie podczas szybkiej jazdy. Wiecie, ogólnie robi wszystko to, czego oczekujemy po aranżacji drugiego rzędu siedzeń w czteroosobowym, supersportowym aucie luksusowym.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Mercedes-AMG GT 4-drzwiowe coupe ma kilku rywali, choćby Audi RS7 Sportback i BMW M8 Competition Gran Coupe, ale to błędne porównanie. Dla tych modeli konkurentem jest AMG CLS (choć nadal niedostępny w wersji 63 - czyżby pojawiła się obawa zbyt mocnej wewnętrznej rywalizacji?). Wymienione modele konkurencji też są obłędnie szybkie, ale pozostają przy tym komfortowe, przypominając, że bazują na luksusowych limuzynach. Brak im tej agresji i bezkompromisowego charakteru, jakie cechują AMG GT. Nawet Porsche Panamera, choć zawsze była wzorem sportowej limuzyny i której klientów bez wątpienia chcieli podebrać panowie z Mercedesa, nie jest bezpośrednim konkurentem. Chociaż wspaniale się prowadząca i zwarta, pozostaje komfortowa i nie jest tak głośna oraz agresywna, jak AMG. Ponadto w topowej wersji Turbo S (680 KM) jest hybrydą, cięższą o prawie 400 kg. No i nawet Porsche nie oferuje do swojego modelu "kubełków".

Mercedes-AMG GT 63 S 4-drzwiowe coupe to prawdziwie unikalna propozycja na rynku, której charakter jest pochodną wyjątkowo szerokiej gamy modelowej marki. Mając już sportowe wersje limuzyny oraz limuzyny udającej coupe, Mercedes musiał stworzyć coś, co będzie się od nich odróżniało. Dlatego inżynierowie z Affalterbach otrzymali zadanie stworzenia limuzyny o bezkompromisowym charakterze supersportowego coupe. Oczywiście można ją zamówić z wygodnymi, wielokonturowymi fotelami, beżową tapicerką i 6-cylindrowym silnikiem z układem mikrohybrydowym. Pytanie tylko na ile warto dopłacać do auta zapewniającego wrażenia z jazdy typowe dla supersportowego coupe, aby nadawać mu charakteru luksusowej limuzyny. A dopłacać trzeba sporo - około 90 tys. zł w stosunku do CLSa z tym samym silnikiem i niemal 170 tys. zł w porównaniu do klasy E!

No dobrze, to ile trzeba w sumie zapłacić za AMG GT 4-drzwiowe coupe? Cennik otwiera kwota 426 300 zł za 367-konną odmianę 43 z napędem na tył. Testowana topowa odmiana 63 S to już wydatek 821 200 zł, a "nasz" egzemplarz wymagał dopłaty 200 tys. zł. Niewyobrażalna ilość pieniędzy, ale najbardziej zbliżone modele konkurencji też potrafią po doposażeniu dobić do miliona.

Michał Domański

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje