Reklama

Pasmo sukcesów, czyli polscy kierowcy sportowi na 100-lecie odzyskania niepodległości

Kiedy w 1918 roku Polska po latach zaborów odzyskała niepodległość, motoryzacja nad Wisłą dopiero się rodziła. Wprawdzie trzy lata później odbyła się pierwsza edycja Rajdu Polski, ale na większe sukcesy w sportach motorowych przyszło Polakom czekać ponad dekadę. Dzisiaj na liście sław polskiego motosportu znajdziemy nazwiska rodaków, którzy zapisali się również w światowych kronikach.


Reklama

O stanie polskiej motoryzacji w momencie odzyskania niepodległości najlepiej świadczą liczby. Dość powiedzieć, że pod koniec 1918 roku na terenie Polski zarejestrowanych było (tu różnie podają źródła) od 400 do 500 samochodów. Jeśli dodamy do tego fatalny stan dróg oczywistym staje się, że w pierwszych latach motoryzacja nad Wisłą miała bardziej charakter użytkowy niż wyczynowy.

Sytuacja zmieniała się wraz z odbudową kraju i już w 1921 roku odbyła się pierwsza edycja Rajdu Polski. Na 600-kilometrowej trasie prowadzącej z Warszawy do Białowieży najlepszy okazał się Tadeusz Heyne (Dodge). W kolejnych latach zwiększała się długość trasy, jej trudność i tuż przed wybuchem II Wojny Światowej uczestnicy dwunastej edycji mieli już do pokonania prawie 4358 kilometrów.

Wspomnieć tu wypada iż Rajd Polski to drugi najstarszy rajd na świecie. Starszy jest jedynie Rajd Monte Carlo, który zainicjowano dziesięć lat wcześniej, czyli w 1911 roku.

Bez wątpienia jednym z najwybitniejszych polskich kierowców sportowych okresu międzywojennego był Jan Ripper. Krakowianin swoją karierę rozpoczął od motocyklowego wyścigu Kraków - Zakopane (1921). W kolejnych latach startował w Wyścigach Tatrzańskich, a także w duecie ze swoim ojcem, Wilhelmem Ripperem, jako pierwsi Polacy wystartowali w Rajdzie Monte Carlo. W kronikach najważniejszej polskiej imprezy, Jan Ripper dwukrotnie zapisał się jako zwycięzca (1929, 1938). Za kierownicą Bugatti Type 37C wygrywał również na Węgrzech, Czechosłowacji i Austrii.

Oszałamiającą - jak na tamte czasy - prędkość rozwinął na motocyklu w 1926 roku Witold Rychter. Porucznik broni pancernych Wojska Polskiego w udanej próbie bicia rekordu prędkości, na motocyklu marki Indian pędził 134 km/h. W późniejszych latach mieszkaniec Warszawy brał udział w wielu rajdach, zarówno przed IIWŚ jak i tuż po. Ciekawostką jest fakt, że Witold Rychter wygrał dwie edycje Rajdu Polski (1938, 1947) na tym samym samochodzie - Chevrolet Master Sedan grupy V.

Powojenne czasy to okres kiedy polski motosport tak naprawdę wegetował, wykorzystując sprzęt zdobyty jeszcze przed 1939 rokiem, a także to, co pozostawili uciekający Niemcy. W latach 40-tych ubiegłego wieku rozegrano tylko dwie edycje Rajdu Polski, a to z tego powodu, że sport motorowy nie cieszył się zaufaniem komunistycznych władz. Nieco lepiej było dekadę później, kiedy to udało się czterokrotnie zorganizować naszą sztandarową imprezę. Ciekawostką jest fakt, że w 1954 roku jedną z klas wygrał Stanisław Gustaw na... rajdowej wersji FSO Warszawy M-20.

W kolejnych latach szeregi kierowców sportowych zasilają utalentowani zawodnicy: Marek Varisella, Mieczysław Sochacki, Jerzy Landsberg, Krzysztof Komornicki, Longin Bielak, a także Sobiesław Zasada.

Ten ostatni swoją karierę sportową rozpoczął w latach młodzieńczych, kiedy to z powodzeniem trenował rzut oszczepem. Po zmianie dyscypliny na rajdy samochodowe Krakowianin zapisał na swoje konto 11 tytułów mistrza Polski, trzy tytuły Mistrza Europy (1966, 1967 oraz 1971), a także trzy wicemistrzostwa na Starym Kontynencie. Warto nadmienić, że w tamtych czasach nie organizowano cyklu mistrzostw Świata, stąd czempionat europejski uznawany był za najważniejsze trofeum w rajdach.

W czasie swojej kariery Sobiesław Zasada był kierowcą fabrycznych zespołów Steyr Puch, Porsche, BMW oraz Mercedesa. Dzięki jego sukcesom wzrosła popularność rajdów nad Wisłą i choć nie stały się one sportem masowym (z racji kosztów), to i tak na trwałe zapisały się w pamięci Polaków. Wyrazem tego było zwycięstwo Sobiesława Zasady (1967) w prestiżowym plebiscycie na sportowca roku, organizowanym przez Przegląd Sportowy. W późniejszych latach wynik ten udało się powtórzyć jedynie Tomaszowi Gollobowi (1999, żużel) oraz Robertowi Kubicy (2008, Formuła 1).

Na fali sukcesów Zasady polski motosport w następnych dekadach nabrał nieco wigoru. Stało się też tak między innymi za sprawą fabrycznych zespołów FSM oraz FSO, w których swoje wielkie kariery zaczynali między innymi Marian Bublewicz, Janusz Szerla, Paweł Przybylski, Romuald Chałas, Andrzej Koper, Andrzej Jaroszewicz czy też Krzysztof Hołowczyc.

Kiedy w 1967 roku rozpoczęto montaż licencyjnych Fiatów 125p, bardzo szybko auta te zadebiutowały na polskich odcinkach specjalnych. Za sprawą Roberta Muchy PF 125p pojawił się w Mistrzostwach Polski, następnie w imprezach zaliczanych do Mistrzostw Krajów Demokracji Ludowej, a także Mistrzostw Świata.

Największy sukces w tamtym okresie Robert Mucha i Lech Jaworowicz odnieśli w Rajdzie Monte Carlo. W 1972 roku polska załoga wygrała klasę 4 i grupę 2, gdzie rywalizowało aż 135 ekip. Dla podkreślenia wagi tego wyniku, w następnych miesiącach FSO wypuściła na rynek limitowaną wersję seryjnego modelu nazwaną Monte Carlo, z większym silnikiem o pojemności 1.6l.

Dwa lata później utworzono Ośrodek Badawczo Rozwojowy FSO, który zajął się opracowywaniem różnych wersji sportowych najpierw PF 125p, później Poloneza. To właśnie w dziale sportu powstał znakomity Polonez 2000, z silnikiem o mocy około 170 koni mechanicznych. Tym modelem Maciej Stawowiak, pilotowany przez Ryszarda Żyszkowskiego, zajął 10 miejsce w Rajdzie Portugali, rundzie WRC w roku 1980.

Wcześniej, bo w sezonach 1975 i 1976, Andrzej Jaroszewicz zdobywał trzecie miejsca w Mistrzostwach Europy, startując za kierownicą Fiata 124 Spider.

Po zakupie licencji na Fiata 126p, w 1975 roku utworzono dział sportu Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku Białej. Rok później na odcinkach specjalnych zadebiutował maluch przygotowany fabrycznie do rajdów. Początkowo ekipa z Bielska brała udział w Rajdowych Mistrzostwach Polski, lecz z czasem - w ramach akcji promocyjnych - startowała również w zagranicznych imprezach, nawet w rundach mistrzostw Europy. Za kierownicą niepozornego malucha, Janusz Szerla w 1984 roku wywalczył trzecie miejsce w klasie pojazdów z silnikami o pojemności do 1300 centymetrów sześciennych w niemieckiej rundzie mistrzostw Starego Kontynentu. A trzeba pamiętać, że sportowe 126p dysponowały wtedy silnikami o mocy około 35 koni mechanicznych!!!

Zmiany ustrojowe jakie miały miejsce w Polsce na przełomie lat 80- i 90-tych ubiegłego wieku mocno odcisnęły się na polskim sporcie motorowym. Fabryczne ekipy FSM i FSO, które zasilały polskie rajdy i wyścigi swoimi w miarę tanimi modelami zostały zlikwidowane, stąd też znaczna część zawodników przesiadła się do nowszych konstrukcji.

Na efekty nie trzeba było długo czekać: już w 1992 roku Marian Bublewicz został wicemistrzem Europy. Jego wynik powtórzył w 1995 roku Krzysztof Hołowczyc, a dwa lata później popularny “Hołek" wywalczył najważniejszy tytuł na Starym Kontynencie.

W sezonie 2002 na podium czempionatu Europy stanęło aż dwóch Polaków: drugi był Janusz Kulig, trzeci Leszek Kuzaj. Do kolekcji mistrzowskich laurów trzy drugie miejsca dołożył Michał Sołowow (2008, 2009, 2012). Również trzykrotnie mistrzem Europy (i to pod rząd) został Kajetan Kajetanowicz (2015, 2016, 2017).

Osobną kartę w historii polskiego motosportu pisze Robert Kubica. Krakowianin przebojem wdarł się do Formuły 1 i w 2006 roku zadebiutował w niej podczas rundy na węgierskim Hungaroringu. W kolejnych latach Polak reprezentował barwy zespołu BMW Sauber, po czym przeniósł się do Renault. Znakomicie zapowiadająca się kariera została przerwana wypadkiem podczas Rajdu Andory (2011). Po wielu latach rehabilitacji, startów w Rajdowych Mistrzostwach Świata (WRC) okraszonych mistrzowskim tytułem w kategorii WRC2 razem z Maćkiem Baranem, Kubica wrócił w bieżącym roku do Formuły 1. Na razie w charakterze kierowcy rezerwowego zespołu Williams, ale w perspektywie najbliższych dnia, może miesięcy z szansami na regularne starty.

Ostatnie dekady to również duże sukcesy polskich kierowców w rajdach terenowych. Pierwszy polski akcent w najtrudniejszej imprezie Rajdzie Paryż - Dakar, załogi Adam Chmielewski/Paweł Taraszkiewicz oraz Feliks Gaca/Tadeusz Barabacki, zaliczyły w 1987 roku, jadąc samochodem Jelcz S442.

W 1988 roku obok Jelcza, na starcie pojawiły się duety w Starach 266 Rally Turbo: Jerzy Mazur/Julian Obrocki oraz Tomasz Sikora/Jerzy Franek. Dwa lata później za kierownicą Land Rovera 110 tajniki pustynnego ścigania zgłębiał Andrzej Koper.

Pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku powołano do życia ORLEN Team, który - w różnym składzie osobowym - funkcjonuje do dzisiaj. Przez lata przez zespół przewinęło się wielu znakomitych kierowców, w tym między innymi Adam Małysz oraz Krzysztof Hołowczyc, który w 2015 roku zajął 3 miejsce w kategorii samochodów, prowadząc Mini All4 Racing. Złotego beduina - nagrodę za pierwsze miejsce - również w 2015 roku przywiózł do Polski Rafał Sonik. Krakowianin po zaciętej rywalizacji na dystansie wielu tysięcy kilometrów wygrał kategorię quadów.

Dzisiaj ORLEN Team to samochodowa załoga Jakub Przygoński/Tom Colsoul (Mini All4 Racing), motocykliści Maciej Giemza i Adam Tomiczek, a także doświadczeni dakarowcy Marek Dąbrowski i Jacek Czachor, którzy odpowiadają za wsparcie młodych motocyklistów w ramach Akademii ORLEN Team.

Członków ORLEN Teamu zobaczyć będzie można już 8 września, podczas corocznej imprezy VERVA Street Racing. Tym razem motoryzacyjne święto zawita do Krakowa, a na krótkim miejskim odcinku wytyczonym na ulicy Lema, zobaczyć będzie można wiele interesujących pojazdów, a także znakomitych kierowców.

Wśród atrakcji jakie znaleźć można w programie, niepozornie, ale niezmiernie interesująco wygląda pokaz Kia Platinum Cup, markowego pucharu, a tak naprawdę wylęgarni wyścigowych talentów.

MW/MP

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje