Reklama

​Kia EV6 w podróży - na alpejskich serpentynach

Ruszamy w podróż zupełnie nowym elektrykiem Kii, aby przekonać się czy swobodne podróżowanie po Europie samochodem na prąd, jest już możliwe, czy też nadal wiąże się z niejednym wyrzeczeniem.

Po sprawdzeniu EV6 na autostradzie, a więc w warunkach niezbyt optymalnych dla elektryków, zabieramy ją na kręte górskie drogi. Pierwszy dzień naszej podróży Kią EV6 odbyliśmy głównie autostradami. Koreański elektryk sprawdził się w takich warunkach całkiem dobrze, choć nie obyło się bez krótkiej przerwy na ładowanie. 300 km jazdy autostradowej jest co prawda w jego zasięgu, ale każdy właściciel elektryka dobrze wie, że poruszanie się na "oparach" nie jest zbyt rozsądne. Zawsze trzeba mieć zapas energii, na wypadek, gdyby wybrana przez nas ładowarka była zajęta albo nieczynna. 

Reklama

Drugiego dnia ruszyliśmy z Salzburga w okolice Hallstatt, sprawdzić EV6 na alpejskich serpentynach. Zmieniliśmy więc naszą 229-konną wersję z napędem na tył, na topową oferującą 325 KM oraz napęd na wszystkie koła. Taka odmiana przyspiesza do 100 km/h w 5,2 s, więc dynamiki nam nie zabraknie. Warto też przypomnieć, że wersja AWD nie jest ostatnim słowem Koreańczyków - w przyszłym roku dołączy odmiana 585-konna GT, która do pierwszej setki rozpędza się w zaledwie 3,5 s! 

Nie ma jednak co ukrywać, że już testowana przez nas 325-konna nie pozostawia wiele do życzenia. Szczególnie przyspieszając do 100 km/h czujemy naprawdę mocnego "kopa". Potęguje to przejście w tryb Sport, który bardzo wyczula reakcje pedału gazu i nawet drobne ruchy prawej stopy powodują uderzenia głów pasażerów w zagłówki.

EV6, jak na elektryka przystało, prowadzi się bardzo stabilnie i pewnie, nawet w ostro pokonywanych zakrętach. To naturalnie zasługa niskiego środka ciężkości, za który odpowiada umieszczona w podłodze bateria. Z drugiej jednak strony, czuć masę pojazdu i na początku pojawia się pewna obawa, czy gdy przesadzimy z prędkością w zakręcie, auto nie zaskoczy nas nerwową reakcją.

Na szczęście tak się nie dzieje i EV6 wpada jedynie w łagodny i łatwy w opanowaniu poślizg. Z drugiej strony musimy pamiętać, że mimo naprawdę niezłej mocy oraz świetnego przyspieszenia, elektryk Kii nie ma sportowych ambicji. Zawieszenie nie przechyla się przesadnie w zakrętach, ale nie nazwalibyśmy go "sportowym". Podobnie jak układ kierowniczy - stawia on pewien opór, więc zdecydowanie nie przesadzono z siłą wspomagania, ale czuć w nim delikatną sztuczność. 

Ogólnie Kia EV6 potrafi dać sporo frajdy podczas jazdy po zakrętach, ale fani prawdziwie sportowych emocji powinni poczekać na wspomnianą 585-konną, która zaoferuje między innymi zmiany w układzie jezdnym oraz sportowe fotele. Jedynym problemem jest zużycie energii - nawet 29 kWh to cena, jaką musimy być gotowi zapłacić za przyjemność dynamicznej jazdy po górach.

 ***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy