Reklama

Volkswagen Castrol Cup 2014

Szwed wciąż widział w lusterku samochód INTERIA.PL

Krystian Korzeniowski, utalentowany kierowca, laureat GT Academy na swoim blogu opublikował kolejny wpis. Tym razem opowiada o III rundzie Volkswagen Castrol Cup, która w miniony weekend odbyła się na torze w Poznaniu.

Piątek

Reklama

Będę monotematyczny, ponieważ swój wpis z III rundy Volkswagen  Castrol Cup Poznań zacznę od... pogody. Tak, znów ona była tematem przewodnim. Tym razem nie tylko dla samych kierowców. ale także dla mechaników. 

Pierwsze dwa treningi odbyły się na suchej nawierzchni. Nie popisałem się czasami, ale w obydwóch sesjach załapałem się do pierwszej 10. Potraktowałem to bardzo treningowo wiedząc, że stać mnie na więcej. Tor jest mi dobrze znany: jeździłem po nim aż 3 razy.  W porównaniu do innych obiektów jest to spora ilość kilometrów i chciałem je jak najlepiej wykorzystać. 

Sobota

W oczekiwaniu na start sesji kwalifikacyjnej siedzieliśmy w samochodach pozapinani w pasy bezpieczeństwa. Samochody docelowo stały na oponach deszczowych, w ostatniej chwili padła decyzja o zmianie opon na te typu slick. Mechanicy mieli co robić. Wszystkie dwadzieścia dwa samochody obsłużyli w 20 minut, biegając przy tym jak szaleni.

Po wyjeździe na tor jazda była precyzyjna i bez większych błędów. Wyjechałem w peletonie 6 szybkich kierowców, jeden po drugim zrobiliśmy swoje najlepsze czasy i zjechaliśmy do pitstopu. Po kilku okrążeniach znajdowałem się na 4 pozycji. Poczekałem, aż koła trochę wystygną i spróbowałem ponownie. Nie udało się poprawić czasu i w rezultacie spadłem na 5 pozycję. Natomiast, drugi najlepszy czas dał mi 4 pozycję startową w drugim wyścigu.  

Wyścig był emocjonujący jak nigdy. Po drugim okrążeniu zaskoczyła nas lekka mżawka, którą wykorzystałem wyprzedzając Maćka Steinhofa i Marcusa Flucha. Z tym drugim kierowcą stoczyłem zaciętą walkę o trzecią pozycję, którą przerwała żółta flaga. Jego korzyść. Zaraz po tym zaczął padać ulewny deszcz, który uniemożliwił dalszą jazdę. Na oponach typu slick poruszaliśmy się za safty carem, który nie przekraczał 80 km/h. Jechało się jak po lodzie.

Organizatorzy podjęli decyzję o zmianie opon na deszczowe i tutaj znów mechanicy mieli co robić... Po 20 minutach wszystkie samochody były już gotowe do dalszej jazdy. Systematycznie zwiększając swoje tempo nie popełniałem błędów. Dopiero w końcowej fazie wyścigu byłem w stanie jechać tempem lidera. Metę przekroczyłem na 4 pozycji. Pozostał spory niedosyt, ponieważ podium było na wyciągnięcie ręki

Niedziela

Do drugiego wyścigu podszedłem z bardzo optymistycznym nastawieniem. W sobotnim biegu pokazałe,m że potrafię być szybki i utrzymywać dobre tempo wyścigowe. Stojąc na starcie skoncentrowany i przygotowany do startu tuż przed zapaleniem się zielonego światła kątem oka zauważyłem falstart Jaśka Kisiela. Wiedziałem, że zostanie za to ukarany,  a ja automatycznie wskoczę na 3 pozycję, czyli tak jak zakładał mój plan...  Niestety to nie wystarczyło.

Wdałem się w bezmyślną walkę za Marcusem Fluchem. Zamiast utrzymywać pozycję i szanować opony moja jazda była agresywna i mało płynna. To spowodowało spory wzrost temperatury kół. Na przegrzanych oponach nie byłem już w stanie utrzymywać tempa takiego jak na początku, przez co z okrążenia na okrążenie traciłem pozycję. Byłem bezsilny wobec atakujących. Bardzo bolesna lekcja pokory.

Ostatecznie wyścig zakończyłem na 8 pozycji. Mój zespołowy kolega Robertas Kupcikas (tak Kupcikas jak i Korzeniowski jeżdżą w barwach naszego portalu - przyp. red.) zakończył go na 3 pozycji tuż za Marcusem. W szatni Szwed żartował sobie, że w jego lusterku nic się nie zmieniło, ponieważ wciąż widział samochód Interii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje