Reklama

Polskie drogi

​Pościg na zakopiance. To był 35- latek i Ukrainka

To 35-latek z Warszawy uciekał wczoraj zakopianką z Białego Dunajca do Zakopanego. Nie miał prawa jazdy i był wcześniej karany za różne przestępstwa. Jechał hondą accord zarejestrowaną na Wyspach Brytyjskich.

Mężczyzna to 35-latek z Warszawy. W przeszłości był karany za oszustwa, wyłudzenia, znęcanie się. Nie stosował się do zakazu prowadzenia pojazdów za to, że prowadził auto pod wpływem narkotyków.

Reklama

Razem z nim autem jechała 26-letnia Ukrainka. Te osoby są zatrzymane w policyjnym areszcie i jeszcze dziś zostaną przesłuchane - informuje Roman Wieczorek, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji. Dla dobra postępowania policja nie ujawnia na razie, czy w samochodzie znaleziono jakieś podejrzane substancje, przedmioty.

Od momentu zatrzymania policja i prokuratura mają 48 godzin, aby postawić mężczyźnie i ewentualnie kobiecie zarzuty. Na razie wiadomo, że kierowca będzie odpowiadać za jadę bez uprawnień, niezatrzymanie się do policyjnej kontroli i stwarzanie zagrożenia w czasie ucieczki.

Przypomnijmy. Zakopiańscy policjanci ścigali wczoraj auto, którego kierowca pędząc z prędkością 140 km/h nie zatrzymał się do kontroli drogowej. W chwili, gdy kierowca próbował wjechać w policjantów padły strzały.

Policjanci prowadzący kontrolę drogową w ramach akcji "Znicz" w Białym Dunajcu namierzyli samochód, który z jadąc z prędkością 140 km/h wymijał i wyprzedzał inne auta. Kierowca samochodu nie zareagował na sygnały policji do zatrzymania auta. Policjanci rozpoczęli pościg za uciekającym autem. W tym samym czasie dyżurny zakopiańskiej komendy wysłał kolejny radiowóz na osiedle Ustup, na wjeździe do Zakopanego, gdzie kierowca samochodu jadąc z dużą prędkością próbował staranować policjantów. Padły strzały, ale kierowcy udało się uciec w kierunku Zakopanego. Kolejne radiowozy wysyłano na rondo na Chramcówkach, przy głównym wjeździe do miasta.

"Mieliśmy świadomość tego, że zaledwie 200 metrów dalej znajduje się ulica Nowotarska, przy której jest cmentarz, mnóstwo pieszych, którzy na wyłączonym odcinku jezdni są zagrożeni tym co się może dziać. Za wszelką cenę staraliśmy się wyeliminować tego potencjalnego zabójcę z ulicy" - opowiadał   asp. sztab. Wieczorek. Ostatecznie kierowca widząc policyjna blokadę uderzył w inny samochód i zatrzymał się na ogrodzeniu. Wewnątrz auta byli mężczyzna i kobieta.

Źródło: Interia/Tygodnik Podhalański/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje