Reklama

Polskie drogi

Łódź najgorsza na świecie. Kraków zaraz za nią

Polska osiągnęła dominującą światową pozycję w dziedzinie koszmarnego zakorkowania niewielkich miast. W pierwszej piątce najbardziej uciążliwych dla kierowców miast świata - liczących do 800 tys. mieszkańców - cztery nazwy są polskie.

Reklama

Według dorocznego zestawienia firmy TomTom niemożność normalnego przejazdu samochodem przez ulice naszych miast równać się może tylko z sytuacją w miastach molochach, liczących nawet po kilkanaście milionów mieszkańców, takich jak New Delhi, Bangkok, Dżakarta, czy Rio de Janeiro. Inaczej niż w tych miastach, polscy kierowcy przyjmują jednak tracone w ciągu roku dziesiątki godzin ze spokojem, czekając na zielone światła karnie i bez używania klaksonów.

Reklama

Lista dotyczy zeszłego roku, kiedy to w zdecydowanej większości miast świata ruch samochodowy zelżał. Oparta jest na danych pochodzących wprost z terenu, czyli z samochodowych nawigacji. Zestawienie opiera się na wskaźniku marnowanego czasu, czyli procentowo zmierzonego opóźnienia spowodowanego przez korki. 50 proc. oznacza zatem, że podróż średnio zajmuje o połowę czasu więcej niż gdyby nie było ruchu.

Najgorzej wśród wszystkich znajdujących się w zestawieniu miast świata do 800 tys. mieszkańców jest w Łodzi. Na drugim miejscu na świecie jest Kraków, potem Wrocław, a w piątce mieści się jeszcze Poznań.

Wśród wszystkich niemal pół tysiąca sklasyfikowanych miast niespełna 700-tysięczna Łódź jest w drugiej dziesiątce, gdzie sąsiaduje z ośmiomilionową Limą i niewiele mniejszym chińskim Chongquing. Niewiele większy Kraków jest na 27 pozycji na świecie i w zeszłym roku poruszało się po nim z podobnym oporem jak przez Kair, Dżakartę albo Mexico City.

Biało-czerwono jest też na unijnej liście. Polskie miasta "zakorkowały" wręcz pierwszą dziesiątkę unijnego zestawienia, zajmując w niej połowę pozycji.

Z dorocznego zestawienia firmy TomTom wynika, że Łódź zepchnęła w zeszłym roku z pierwszego miejsca Bukareszt. W roku obostrzeń związanych z pandemią ruch w Łodzi się oczywiście zmniejszył, ale ten spadek był dwa razy mniejszy niż w stolicy Rumunii.

Kraków utrzymał w unijnym zestawieniu miejsce tuż za podium i to mimo znacznie większego niż w Łodzi spadku natężenia ruchu w zeszłym roku. Pozycja Krakowa nie jest przypadkowa, władze miasto intensywnie pracują nad paraliżowaniem ruchu. Zwęża się jezdnie, wyznacza drogi dla rowerów na pasach ruchu, czy zamienia pasy w parking. Co jednak najdziwniejsze, miasto zleciło analizy, z których wynika, że w Krakowie... nie jest potrzebne metro. Powód? Za małe potoki pasażerskie...

Tuż za Krakowem w klasyfikacji znalazł się Wrocław.

W roku pandemii najbardziej zelżał ruch w Poznaniu. Kierowcy w stolicy Wielkopolski mogli się cieszyć niemal największą poprawą sytuacji w całym zestawieniu. Jednak wystarczyło to tylko do spadku na 8. pozycję w europejskim zestawieniu. Dziesiątkę zamyka Warszawa.

Ruch wraca już do normy - chyba każdy to widzi. Dane o korkach pokazują, że właśnie teraz ogólnie w Europie mamy już poziom sprzed pandemii. 

RMF/INTERIA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama