Interia Drive Cup na Torze Kielce oczami żółtodzioba

Wielu z nas, miłośników motoryzacji, marzy po cichu, aby wziąć udział w jakichś zawodach. Poczuć ten zapach benzyny i palonej gumy oraz zastrzyk adrenaliny podczas szukania kresu możliwości swoich oraz samochodu. Dlaczego więc tego nie robimy? Zwykle powód jest prozaiczny – ponieważ nie jest to takie proste.

Aby wziąć udział  w zawodach musimy mieć licencję i odpowiednio przygotowany samochód, a to wymaga sporo czasu, pracy i nakładu środków. Na szczęście jest w Polsce możliwość pobawienia się samochodem na prawdziwym torze bez konieczności spełniania tylu warunków - Interia Drive Cup.

Reklama

W tej serii wziąć udział może właściwie każdy - nie są potrzebne żadne specjalne uprawnienia, ani przygotowany z myślą o wyścigach samochód. W ramach Interia Drive Cup wyszczególnione są różne grupy pojazdów (od lat 70. i starszych, po współczesne), klasy pojemności oraz to, czy mamy do czynienia z pojazdem w stanie oryginalnym, czy może przystosowanym do zawodów.

W praktyce jednak to przede wszystkim święto miłośników klasycznej motoryzacji, co było dobrze widoczne podczas IV eliminacji odbywającej się na Torze Kielce. Spotkać tu można było Porsche 924, BMW M3 E30 (czyli pierwszą generację), Toyotę Celicę, Toyotę MR2, Hondę CRX, Mitsubishi Lancera Evo IV, Toyotę AE86, Fiata 127, Skodę 110, a nawet Dodge’a Challengera.

Z drugiej jednak strony, pojawił się też Ford Focus 1.8 w stanie fabrycznym, a także Nissan Primera P11 1.8, również bez żadnych modyfikacji. Każdy więc może wziąć udział w Interia Drive Cup i to każdym samochodem.

Impreza poprzedzona była treningami odbywającymi się dzień wcześniej, na których co prawda układ toru był inny, niż w czasie samych zawodów, ale pozwalało to na zorientowanie się w charakterystyce obiektu, a także tym, jak nasz samochód się na nim zachowuje. To także dobry moment, aby próbować się wjeździć w auto, jeśli ktoś bierze w tych zawodach udział po raz pierwszy.

Dzień później, a więc w sobotę 8 września, rozpoczęła się część właściwa imprezy. Dwa przejazdy zapoznawcze z torem, odprawa, podczas której organizatorzy zaznajomili zawodników z najważniejszymi informacjami, i można ruszać na tor.

Kolejnym dużym plusem, z punktu widzenia nowicjusza, jest to, że w Interia Drive Cup jeździ się po prostu na czas. Zawodnicy startują w odstępach 20-30 sekundowych, więc nie ma ryzyka kontaktu z innym kierowcą. A jeśli zdarzy się, że dogonimy inne auto, nie możemy go wyprzedzać - w takiej sytuacji powtarzamy przejazd.

Organizatorzy wielokrotnie podkreślali, że bezpieczeństwo jest dla nich priorytetem, ale nie znaczy to, że podczas rundy na Torze Kielce brakowało emocji. Wręcz przeciwnie - to całkiem wymagający obiekt z długimi, wynoszącymi łukami na głównej nitce toru i bardzo ciasnymi zakrętami w części wewnętrznej. Do tego dochodzi słynny odcinek leśny, gdzie można rozwijać duże prędkości, ale zakręty są ślepe, więc trzeba było podejść do niego z rozwagą, szczególnie, że organizatorzy ustawili tam szykany.

Po trzykrotnym przejechaniu toru ogłoszono przerwę, podczas której miał odbyć się wyścig. Ta część imprezy odbywa się poza główną klasyfikacją imprezy i wziąć w niej udział mogą tylko kierowcy dysponujący odpowiednio przygotowanymi samochodami (między innymi mającymi klatkę bezpieczeństwa). Ten element nie jest obecny podczas każdej eliminacji Interia Drive Cup, a jedynie tych, które odbywają się na odpowiednio dużym i szerokim torze. Niestety, tuż przed rozpoczęciem wyścigu zaczął padać deszcz, a zawodnicy nie byli skorzy do ścigania się w takich warunkach na oponach przeznaczonych na suchy asfalt. Wyścig zatem odwołano, zrobiono krótką przerwę, którą część załóg wykorzystała na zmianę opon, i rozpoczęto czwarty OS.

Ten zdecydowanie był najbardziej widowiskowy - deszcz co prawda szybko przestał padać, ale to wystarczyło, aby nitka toru zrobiła się bardzo śliska. Można powiedzieć, że niemal każdy zawodnik mający auto z napędem na tył, obracał samochód na pierwszym łuku, a przynajmniej wpadał w niespodziewany drift. Niektórzy po dwa, trzy razy. Podczas piątego przejazdu tor był niemalże suchy, a w czasie szóstego ponownie zaczęło padać i wielu zawodników zwyczajnie starało się dotrzeć do mety bez wypadania z toru.

Jak więc wypada Interia Drive Cup oczami żółtodzioba? Naprawdę dobrze. To wyjątkowo przystępny sposób na wzięcie udziału w rywalizacji na prawdziwym torze i sprawdzenia swoich umiejętności. Nawet jeśli nasz samochód jest z kategorii "zwyczajnych", możemy zabrać go na zawody i przekonać się czy faktycznie tego typu zabawa jest dla nas. Ale uwaga! Istnienie spore ryzyko, że nie pójdzie nam zbyt dobrze, więc... postanowimy zainwestować w lepsze auto. I w modyfikacje do niego. I w kurs sportowej jazdy... Zostaliście ostrzeżeni!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje