Reklama

​Wypadki autokarów - ofiar mogłoby być znacznie mniej

Kilka dni temu wydarzył się kolejny tragiczny wypadek polskiego autokaru. W Chorwacji autobus wiozący pielgrzymów zjechał nagle z autostrady i uderzył w betonowy element rowu melioracyjnego. W wyniku tego zdarzenia 12 osób zginęło, a pozostali pasażerowie zostali ranni.

Nie zamierzam snuć domysłów ani powtarzać sensacyjnych plotek na temat tego dramatu. Uważam, że zawsze przy takich groźnych wypadkach należy poczekać na wyniki prowadzonego dochodzenia. Chcę natomiast poruszyć kwestię bezpieczeństwa podróży autokarowych, zwłaszcza w polskim wydaniu. Pozostawia ono wiele do życzenia.

Każdego roku, zwłaszcza w okresie wakacyjnym dochodzi do kilku tragicznych wypadków z udziałem polskich autokarów. Przypomnijmy, że w lipcu tego roku inny polski autokar miał wypadek w Rumunii, uderzył w budynek, również nagle zjeżdżając z drogi.

Reklama

Pasażerowie autokarów nie zapinają pasów bezpieczeństwa

Od 2007 roku wszystkie rejestrowane w Polsce autokary muszą być wyposażone w pasy bezpieczeństwa. I tak jest, bo w przeciwnym razie taki pojazd nie zostałby dopuszczony do ruchu.

Zupełnie inna kwestia to zapinanie tych pasów przez pasażerów. W Polsce utarło się, że nawet pasażerowie samochodów osobowych jadących na tylnych siedzeniach często nie zapinają pasów bezpieczeństwa. A co dopiero w autobusach?

Jest to wynik braku edukacji motoryzacyjnej w naszym kraju.

W autobusie jest gorzej niż w samochodzie osobowym

Pasażer osobówki jadący na tylnym siedzeniu bez zapiętych pasów bezpieczeństwa w momencie uderzenia samochodu w przeszkodę zostaje rzucony z ogromną siłą na przedni fotel. W autobusie jest jeszcze gorzej.

Ksiądz Rafał Działak, jadący w autokarze, który uległ wypadkowi w Chorwacji, relacjonował, że po uderzeniu w przeszkodę znalazł się w jakieś dziurze pomiędzy fotelami autobusu i został przygnieciony przez ciało innego mężczyzny. Drugi ksiądz, który zajmował miejsce w fotelu w przedniej części autobusu, został wyrzucony na zewnątrz przez przednią szybę.

Zobaczcie, co dzieje się z pasażerami autobusu w chwili poważnego wypadku. Mowa oczywiście o pasażerach, którzy nie mają zapiętych pasów bezpieczeństwa:

To jest wypadek amerykańskiego autobusu, który został uderzony przez inny pojazd na skrzyżowaniu i przewrócił się na bok.

Zwróćcie uwagę, że kierowca miał zapięty pas bezpieczeństwa. Dzięki temu utrzymał się w fotelu, natomiast pozostali pasażerowie zostali rzuceni z wielką siłą na boczną ścianę i na sufit autobusu.

Tutaj podobna wywrotka autobusu:

To były autobusy szkolne, w których - podobnie jak w autobusach miejskich - nie montuje się pasów bezpieczeństwa.

Wypadek polskiego autokaru w Chorwacji musiał mieć o wiele bardziej dramatyczny przebieg, bo przecież autobus ten w wyniku uderzenia w przeszkodę doznał zmiażdżenia przedniej części nadwozia, wręcz przełamał się.

Można zakładać, że gdyby we wszystkich wypadkach polskich autokarów pasażerowie mieli zapięte pasy bezpieczeństwa, to doznaliby o wiele mniejszych obrażeń.

Wspomniany już ksiądz, uczestnik wypadku w Chorwacji relacjonował, że po zjechaniu z drogi autobus uderzył w przeszkodę i gwałtownie zatrzymał się na niej.

 W tym momencie znajdujący się we wnętrzu pasażerowie nadal jeszcze mieli początkową prędkość autobusu i z taką prędkością zostali gwałtownie rzuceni do przodu. W chwili takiego uderzenia masa ciała człowieka ważącego na przykład 85 kg może wzrosnąć nawet do 2000 kg. To jest tak, jakbyśmy wypadli z 7 piętra!

Kierowcy polskich autokarów są przemęczeni

Polskie autokary pokonują nawet odległe trasy jednym ciągiem, bez żadnego noclegu. Dlaczego? No bo tak jest oczywiście taniej.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami kierowca może prowadzić autokar maksymalnie przez 10 godzin na dobę, przy czym po 4 godzinach i 30 minutach ma obowiązek zrobić 45-minutową przerwę.

A zatem, jeśli autokar ma jechać przez całą dobę, to powinien mieć co najmniej 3 kierowców.

Zupełnie inną kwestią jest wypoczynek w autokarze tego kierowcy, który akurat ma przerwę. W tym czasie za kierownicą jedzie jego zmiennik.

Czy można jednak traktować jako prawdziwy wypoczynek drzemanie tego kierowcy na jednym z foteli, w pozycji siedzącej, albo w ciasnej wnęce pod podłogą?

Często jest tak, że pasażerowie śpiewają, głośno nawołują się, autobus trzęsie, przyspiesza i hamuje... Czy to są warunki do prawdziwego wypoczynku? Spróbujcie przenocować na siedząco na krześle, kiedy w dodatku wasze dzieci uskuteczniają głośną zabawę, a potem domownicy oglądają telewizję z głośnikami nastawionymi na maksimum. Zobaczycie, jak będziecie czuli się po takim śnie i "wypoczynku".

Jeden kierowca i przerwa na odpoczynek w motelu

Widziałem wielokrotnie wycieczki grup niemieckich, francuskich, holenderskich. Tam autokar prowadzi jeden kierowca, ale po upływie dopuszczalnego czasu jazdy autobus zatrzymuje się w jakimś motelu i wszyscy mogą wygodnie wypocząć. Także kierowca, który ma możliwość coś spokojnie zjeść, wykąpać się i wyspać w wygodnym łóżku. To jest prawdziwie profesjonalne podejście do przewozu pasażerów autokarami.

Jasne jest, że w ten sposób podróż wydłuża się i wzrastają jej koszty, ale dzięki temu wszyscy dojeżdżają bezpiecznie do celu podróży.

Podam jednak przykład, który pokaże, że podróż według mojego systemu wcale nie byłaby taka droga. Wyobraźmy sobie, że autokar odbywa podróż z Gdańska do Zagrzebia w Chorwacji. Trasa wynosi 1260 km. Realnie licząc, czas podróży autokarem na takiej trasie wyniesie ok. 20 godzin.

Załóżmy, że autokar wyrusza o godzinie 7:00, a więc na miejsce dotrze ok. 3:00 nad ranem następnego dnia. 20 godzin w autokarze to prawdziwa mordęga. Wszyscy dojeżdżają na miejsce wykończeni.

A teraz drugi wariant, według mojego systemu.

Autokar wyrusza w trasę również o godzinie 7:00, ale o godzinie 17;00 zatrzymuje się na postój np. w Mszanie w miejscowym motelu. Autokar pokonał 572 km. Uczestnicy podróży zjadają kolację, odpoczywają, rozprostowują kości, a o godzinie 22:00 kładą się spać. Nocleg w motelu kosztuje około 150 zł od osoby.

O godzinie 5:00 rano, po śniadaniu, grupa wyrusza w dalszą podróż. Mają do pokonania 692 km. Autokar dociera do celu około godziny 15;00. To jest 12 godzin później, niż gdyby jechał jednym ciągiem bez noclegu. Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie, co by dał ten wcześniejszy przyjazd?

Ludzie po 20-godzinnej jeździe w autokarze, o godzinie 3;00 nad ranem są wykończeni i tylko marzą, by położyć się do łóżka. I tak będą spać zapewne do godziny 8:00 albo i dłużej.

W moim wariancie czas podróży wydłuża się zaledwie o 12 godzin, a koszty przypadające na jednego uczestnika wzrastają o około 200 zł. Czy to tak wiele? Czy oszczędność tych 12 godzin i dwustu złotych można przekładać nad bezpieczeństwo?

Jeżeli kogoś stać na wydanie na podróż autokarem np. 1500 zł, to zapewne przeboleje, jeśli będzie musiał zapłacić 1700 zł.

Mam propozycję, która z pewnością wywoła powszechne oburzenie zarówno firm przewozowych, jak i samych pasażerów.

Uważam jednak, że nie można liczyć na zrozumienie tych spraw, kwestii bezpieczeństwa podróży przez społeczeństwo i firmy wycieczkowe, które są pod presją konkurencji cenowej.

Podróż z pasażerami nie dłużej niż 14 godzin

Dlatego proponuję, aby wprowadzić w Prawie o ruchu drogowym przepis, że podróż autokaru z pasażerami w ciągu doby nie może trwać dłużej, niż 14 godzin.

Po tym czasie autokar nie ma prawa jechać dalej niezależnie od tego, ilu prowadzi go kierowców. Za naruszenie tego zakazu kara wynosiłaby np. 10 000 zł.

Taki przepis wymusiłby zarówno na firmach przewozowych jak i uczestnikach podróży, wycieczek itp. konieczność noclegu.

Jestem przekonany, że to rozwiązanie radykalnie zmniejszyłoby liczbę wypadków polskich autokarów. Wątpię jednak bardzo czy decydenci mnie posłuchają.

Takie tragedie, jak ta w Chorwacji, budzą początkowo wielką sensację medialną, a potem szybko się o nich zapomina. Pozostają wyłącznie w pamięci tych, którzy w takich wypadkach stracili swoich bliskich albo sami doznali ciężkich obrażeń, zostali kalekami do końca życia.

Wszyscy oni wkrótce pozostaną sami ze swoimi problemami, bo decydenci i społeczeństwo szybko zajmą się inną sensacją.

Czy kiedykolwiek, podróżując autokarem, słyszeliście, że kierowca lub opiekun grupy przypomina; szanowni państwo, proszę koniecznie zapiąć pasy bezpieczeństwa!

Ależ skąd, to się prawie nie zdarza. Może warto więc nareszcie zacząć edukować kierowców autobusów i społeczeństwa, wyświetlać takie filmy, tłumaczyć co dzieje się z pasażerami autobusu podczas wypadku?

Jeżeli moje postulaty znów okażą się parą w gwizdek, to za miesiąc, dwa albo za pół roku dojdzie do kolejnej tragedii polskiego autokaru. Znów będzie lament, sensacja, a potem wszystko wróci do normy.

Polski kierowca

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wypadek autokaru w chorwacji | autobusy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy