Wakacyjna pułapka na parkingach. 500 zł kary za 5 minut postoju
Krótki postój na pozornie pustym parkingu przed sklepem może zakończyć się mandatem wyższym niż koszt całej podróży. Coraz więcej kierowców przekonuje się o tym podczas wyjazdów na Zachód Europy - między innymi do Austrii. Jak informują tamtejsze media, właściciele terenów prywatnych coraz częściej egzekwują zakazy parkowania przy użyciu monitoringu oraz kancelarii prawnych.

W skrócie
- Krótkotrwały postój na pozornie pustym parkingu sklepu poza godzinami otwarcia może skutkować wysoką karą, zwłaszcza podczas wyjazdów na Zachód, m.in. do Austrii.
- W Austrii odnotowuje się przypadki nakładania opłat w wysokości około 500 zł za zaparkowanie na parkingu sklepu podczas zamknięcia, a próby odwołań kończą się bez skutku.
- Firmy zarządzające parkingami mogą egzekwować opłaty wobec polskich kierowców dzięki możliwości ustalenia właściciela pojazdu, a konsekwencje mogą obejmować postępowanie sądowe oraz Europejski Nakaz Zapłaty.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Podczas okresu wakacyjnego ruch w centrach miast jest wzmożony, a znalezienie wolnego miejsca parkingowego graniczy z cudem. W końcu jednak trafia się pozornie idealna okazja - obok zamkniętego sklepu stoi niemal pusty parking. Kilka wolnych minut, szybki spacer, kawa lub udział w lokalnym wydarzeniu. Intuicja podpowiada, że skoro nikomu to nie przeszkadza, a teren wydaje się nieużywany, nie powinno być problemu. W takich sytuacjach część kierowców wpada jednak w kosztowną pułapkę.
W wielu miejscach Europy postój na prywatnym parkingu poza godzinami funkcjonowania sklepu może skutkować karą sięgającą około 500 zł - nawet jeśli samochód stał tam jedynie przez kilka minut. Coraz częściej takie przypadki odnotowuje się podczas wyjazdów do Austrii, gdzie właściciele terenów prywatnych systematycznie egzekwują regulaminy za pomocą kamer oraz wyspecjalizowanych kancelarii prawnych.
Turysta zaparkował na pustym parkingu. Otrzymał 120 euro kary
Jeszcze niedawno podobne sytuacje kojarzyły się głównie z dużymi miastami i rozbudowanymi strefami płatnego parkowania. Obecnie jednak egzekwowanie zasad dotyczących parkowania przy zamkniętych sklepach przenosi się również do mniejszych miejscowości. Przykładem jest region Górnej Austrii oraz miasto powiatowe Rohrbach-Berg, gdzie kontrola przestrzegania regulaminów parkingowych stała się elementem sprawnie działającego systemu egzekwowania opłat.
Sprawa stała się głośna po jednej z dużych imprez zorganizowanych w centrum miasta. Wśród osób, które otrzymały wezwania do zapłaty, znalazł się turysta, dla którego niedzielny wyjazd okazał się wyjątkowo kosztowny. Mężczyzna, chcąc zaoszczędzić czas i pieniądze, zamiast skorzystać z dużego, wyznaczonego i płatnego parkingu miejskiego, zdecydował się zostawić samochód na parkingu przy zamkniętym sklepie znajdującym się w pobliżu.
Choć na miejscu widniała informacja, że w danym dniu sklep oraz parking są nieczynne, turysta zignorował ten komunikat. W konsekwencji otrzymał wezwanie do zapłaty w wysokości 120 euro, czyli około 500 zł.
Złamanie regulaminu sklepu. Odwołania bez skutku
Podobny przypadek opisał niedawno austriacki serwis MeinBezirk. Przytoczono historię kierowcy, który podczas wydarzenia motoryzacyjnego Autofruhling zaparkował przed dyskontem Pagro. Ponieważ był to dzień wolny od handlu, uznał, że pozostawienie auta na pustym parkingu nie narusza żadnych zasad.
Kilka dni później otrzymał jednak oficjalne pismo od kancelarii prawnej. Firma zarządzająca terenem, wskazała w uzasadnieniu, że doszło do naruszenia regulaminu obowiązującego poza godzinami otwarcia sklepu. Kierowca próbował wyjaśnić sytuację, podkreślając, że jest stałym klientem sklepu i liczył na anulowanie lub obniżenie opłaty.
Odpowiedź była jednoznaczna - zasady zostały jasno oznaczone na terenie obiektu i obowiązują każdego użytkownika parkingu. Po konsultacji z Austriackim Klubem Automobilowym i Motocyklowym kierowca został poinformowany, że z prawnego punktu widzenia doszło do naruszenia prawa właściciela terenu, w związku z czym zdecydował się uregulować opłatę.
Polskie tablice rejestracyjne nie chronią przed egzekucją
Powyższe przykłady stanowią istotną przestrogę dla kierowców zza granicy, w tym również z Polski. Wciąż wielu z nich zakłada, że zagraniczne wezwania do zapłaty można bez konsekwencji zignorować. W praktyce sytuacja wygląda jednak inaczej.
Firmy zajmujące się nadzorem parkingów mają możliwość ustalenia właściciela pojazdu również na podstawie polskich numerów rejestracyjnych, a następnie wysłania dokumentów bezpośrednio na adres w Polsce.
Brak uiszczenia opłaty może skutkować dalszym postępowaniem. W takich przypadkach sprawy trafiają do sądu, a podstawą dochodzenia należności może być Europejski Nakaz Zapłaty. Oznacza to, że pierwotna kara w wysokości 120 euro może ostatecznie wzrosnąć do kilkuset euro po doliczeniu kosztów postępowania.
Dla kierowców planujących wakacyjne wyjazdy jest to kolejne przypomnienie, że pusty parking nie zawsze oznacza możliwość swobodnego postoju. W wielu miejscach o tym, czy można zostawić samochód, nie decyduje liczba wolnych miejsc, lecz regulamin zapisany drobnym drukiem.










