Kupiłeś używane auto i chcesz je zwrócić? 14 dni to mit
Kupiłeś używany samochód od osoby prywatnej, po kilku dniach coś zaczęło stukać, dymić albo szarpać, więc chcesz oddać go sprzedawcy? Wielu kierowców powołuje się wtedy na zasadę "14 dni na zwrot". Problem w tym, że przy zwykłej umowie sprzedaży samochodu między osobami prywatnymi takie prawo co do zasady nie działa.

Mit o 14 dniach wraca regularnie, zwłaszcza wtedy, gdy po zakupie samochodu pojawiają się pierwsze problemy. Kupujący zaczyna szukać sposobu na odwrócenie transakcji, a w internecie szybko trafia na hasło o prawie do odstąpienia od umowy. Tyle że to hasło bardzo często dotyczy zupełnie innej sytuacji prawnej.
14 dni na zwrot samochodu? Nie przy każdej umowie
Prawo do odstąpienia od umowy w terminie 14 dni rzeczywiście istnieje, ale nie działa przy każdej sprzedaży. Dotyczy przede wszystkim umów zawieranych na odległość albo poza lokalem przedsiębiorstwa. Mówiąc prościej - chodzi o określone transakcje z przedsiębiorcą, a nie typową sprzedaż auta między dwiema osobami prywatnymi po oględzinach pojazdu i podpisaniu papierowej umowy.
Adwokat dr Daniel Gatner w analizie opublikowanej przez swoją kancelarię zwraca uwagę, że "w obrocie prywatnym nie istnieje ogólne prawo do zwrotu samochodu w terminie 14 dni bez podania przyczyny". Jak wyjaśnia, taki mechanizm dotyczy innej sytuacji prawnej i "nie ma zastosowania do typowej umowy sprzedaży auta zawartej między osobami prywatnymi".
To oznacza, że kupujący nie może po kilku dniach oddać samochodu tylko dlatego, że zmienił zdanie, znalazł tańszy egzemplarz albo odkrył, że auto wymaga większych nakładów, niż początkowo zakładał.
Przy zakupie od firmy sytuacja może wyglądać inaczej, zwłaszcza gdy umowa została zawarta na odległość albo poza lokalem przedsiębiorstwa. Inaczej ocenia się też roszczenia konsumenta wobec przedsiębiorcy dotyczące niezgodności towaru z umową. W tym przypadku chodzi jednak przede wszystkim o najczęstszy przypadek na rynku wtórnym: zakup używanego auta od osoby prywatnej.
Zwrot auta kupionego od osoby prywatnej. Kiedy może być możliwy?
Brak 14-dniowego prawa zwrotu nie oznacza, że kupujący zawsze zostaje z problemem sam. Jeżeli samochód ma wadę, sprawę trzeba oceniać przez pryzmat rękojmi, treści umowy i okoliczności konkretnej transakcji.
W analizie kancelarii Gatnera pada ważne rozróżnienie: "Kupującemu od osoby prywatnej nie przysługuje 14-dniowe prawo zwrotu. Może mu natomiast przysługiwać ochrona z tytułu rękojmi, jeżeli samochód ma wadę, a odpowiedzialność sprzedawcy nie została skutecznie wyłączona albo ograniczona w umowie".
To kluczowy fragment, bo wielu kierowców miesza ze sobą dwa różne pojęcia. Czym innym jest prawo odstąpienia od umowy bez podania przyczyny, a czym innym dochodzenie roszczeń z powodu wady samochodu.
W pierwszym przypadku kupujący mówi w praktyce: rozmyśliłem się i chcę oddać rzecz. W drugim musi wykazać, że samochód miał wadę, za którą odpowiada sprzedawca.
Rękojmia za samochód używany. Nie chodzi o czas na zwrot
Przy zakupie używanego samochodu od osoby prywatnej pytanie "ile mam dni na zwrot auta?" często prowadzi w złą stronę. Znacznie ważniejsze jest to, czy samochód miał wadę, czy wada albo jej przyczyna istniała już w chwili sprzedaży i czy kupujący potrafi to udowodnić.
Kancelaria Gatnera ujmuje to wprost: "pytanie o czas na zwrot samochodu używanego jest źle postawione. Nie chodzi o czas na zwrot, tylko o czas na wykrycie i zgłoszenie wad".
Jeżeli wada jest istotna, kupujący może w określonych sytuacjach żądać usunięcia problemu, obniżenia ceny, a nawet odstąpić od umowy. To nadal nie jest jednak prosty mechanizm "oddaję auto w ciągu 14 dni". Liczy się rodzaj usterki, treść umowy, zachowanie obu stron i dowody.
Nie każda usterka oznacza, że sprzedawca musi oddać pieniądze
Ten mechanizm dobrze pokazała opisywana przez nas sprawa FSO Poloneza 1.5 SLE z 1988 r. Kupujący pozwał sprzedawcę, wskazując na problemy z silnikiem i niskie ciśnienie oleju. Sąd ostatecznie oddalił powództwo.
Kluczowa była opinia biegłego. Z uzasadnienia wyroku wynikało, że problem z ciśnieniem oleju rzeczywiście występował, ale nie potwierdzono uszkodzenia bloku silnika. Przyczyną spadku ciśnienia miało być zużycie środkowej panewki wałka rozrządu, uznane za typowe dla konstrukcji silnika i stopnia eksploatacji 34-letniego w chwili sprzedaży samochodu.
Sąd zwrócił też uwagę, że kupujący już podczas jazdy próbnej zauważył niepokojące wskazania ciśnienia oleju. W uzasadnieniu pojawiło się stwierdzenie, że nabywca powinien liczyć się z możliwym stanem funkcjonalności silnika i że stanowiło to jego "ryzyko kontraktowe".
To ważne zastrzeżenie dla osób, które traktują rękojmię jak gwarancję bezawaryjności używanego auta. Sama awaria po zakupie nie wystarczy. Trzeba jeszcze wykazać, że jej źródłem była wada istniejąca już w chwili sprzedaży, a nie zwykłe zużycie wynikające z wieku, przebiegu i historii pojazdu.
Kiedy sprzedawca może odpowiadać za wadę używanego auta?
Granica między wadą a naturalnym zużyciem nie zawsze jest oczywista. W rozmowie przy okazji sprawy Poloneza zwracał na to uwagę prawnik Oskar Możdżyń z Autoprawo.pl, reprezentujący pozwanego sprzedawcę.
- Niestety nie istnieje uniwersalna granica wady, za które sprzedawca odpowiada lub nie. Zawsze trzeba ustalać to w konkretnej sprawie. Przykładowo jeśli sprzedałem samochód z przebiegiem 200 tys. km, w którym po tygodniu padło sprzęgło, a zapewniałem że był na bieżąco serwisowany i miał wykonywane wszystkie konieczne naprawy, to istnieje ryzyko, że za taką wadę mogę odpowiadać - wyjaśnia prawnik.
Znaczenie mają więc nie tylko sama usterka i moment jej ujawnienia, ale też zapewnienia sprzedawcy, wiek samochodu, przebieg, historia serwisowa, treść umowy i to, co da się później udowodnić.
To działa w obie strony. Sprzedawca nie odpowiada automatycznie za każdą awarię używanego samochodu. Kupujący nie jest jednak bezbronny, jeśli auto miało poważną wadę, o której nie wiedział i której nie zaakceptował przy zakupie.
Cofnięty licznik, ukryta korozja, poważna wada silnika
Odstąpienie od umowy może mieć sens wtedy, gdy problem jest poważny i rzeczywiście dotyczy stanu auta w chwili sprzedaży. W analizie kancelarii Gatnera jako przykłady wskazano m.in. poważne, nieujawnione uszkodzenia powypadkowe, istotną wadę silnika wymagającą kosztownej naprawy, cofnięty licznik albo ukrytą korozję elementów konstrukcyjnych.
W takich sytuacjach kupujący może mieć podstawy do dochodzenia roszczeń. Nadal nie oznacza to jednak, że wystarczy odesłać sprzedawcy wiadomość z żądaniem zwrotu pieniędzy. Sprzedawca może kwestionować istnienie wady, jej zakres, moment powstania albo własną odpowiedzialność. Jeżeli sprawa trafi do sądu, duże znaczenie będzie miała dokumentacja.
Kupujący często psują sobie sprawę po wykryciu wady
Największy błąd pojawia się często już po zakupie. Samochód trafia do warsztatu, mechanik rozbiera silnik, wymienia części, a dopiero później kupujący zaczyna pisać do sprzedawcy. Wtedy spór może się skomplikować, bo trudniej odtworzyć pierwotny stan auta i przyczynę usterki.
Kancelaria Gatnera zwraca uwagę, że problemem bywa prowadzenie wyłącznie rozmów telefonicznych zamiast zgłoszenia reklamacji w sposób udokumentowany. Bez e-maila, pisma albo innego trwałego śladu trudniej później wykazać, kiedy i w jaki sposób sprzedawca został poinformowany o wadzie.
Na ten sam problem zwracał uwagę mecenas Możdżyń.
- Najczęstszym błędem kupujących jest brak udokumentowania wad, które usuwają. Jeśli kupujący zrobił remont silnika ze względu na słabą kompresję na jednym cylindrze i na dowód ma tylko fakturę, bez zdjęć, pomiaru kompresji i innych materiałów, to nawet jeśli ma rację, nie udowodni jej w sądzie - mówi radca prawny Oskar Możdżyń.
Drugi błąd to naprawianie auta bez dania sprzedawcy szansy na odniesienie się do zgłoszonego problemu.
- Innym częstym błędem jest samodzielne usuwanie wad bez uprzedniego kontaktu ze sprzedawcą, który również ma uprawnienie do diagnostyki pojazdu i ewentualnego usunięcia wad, jeśli uzna nasze roszczenia za uzasadnione - dodaje prawnik.
W praktyce faktura za naprawę może więc nie wystarczyć. Znacznie lepiej zabezpieczają kupującego zdjęcia, wyniki pomiarów, opis usterki, protokół z warsztatu, opinia rzeczoznawcy i udokumentowany kontakt ze sprzedawcą.
14 dni to nie magiczny termin. Liczą się umowa, wada i dowody
Przy zakupie używanego samochodu od osoby prywatnej mit o 14 dniach może prowadzić do kosztownych błędów. Kupujący, który uważa, że może po prostu "oddać auto", traci czas na argument, który w typowej umowie prywatnej nie działa.
W praktyce najważniejsze są trzy pytania: czy samochód miał wadę, czy wada lub jej przyczyna istniała już w chwili sprzedaży i czy kupujący potrafi to udowodnić. Dopiero wtedy można realnie oceniać, czy w grę wchodzi naprawa, obniżenie ceny albo odstąpienie od umowy.
Dlatego 14 dni na zwrot samochodu kupionego od osoby prywatnej to w typowej sytuacji mit. Ochrona kupującego może istnieć, ale wynika nie z prawa do zwrotu bez podania przyczyny, tylko z odpowiedzialności za wadę pojazdu - o ile w danej umowie nie została ona skutecznie wyłączona lub ograniczona.









