W skrócie
- Amerykańscy policjanci dotykają karoserii kontrolowanego auta, aby zostawić na nim ślad linii papilarnych funkcjonariusza.
- Dawniej gest ten pomagał w identyfikacji pojazdu, jeśli kierowca podjął próbę ucieczki z miejsca kontroli drogowej.
- Polska policja nie stosuje tego zwyczaju, gdyż dotykanie auta mogłoby zniszczyć potencjalne ślady kryminalistyczne na karoserii.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Charakterystyczny gest amerykańskich policjantów
Nagrania z policyjnych kamer, szczególnie tych montowanych w amerykańskich radiowozach, często pokazują podobny schemat działania. Policjant opuszcza pojazd służbowy, podchodzi do zatrzymanego auta i jeszcze przed rozpoczęciem kontroli dotyka jego tylnej części - najczęściej bagażnika, lampy lub błotnika.
To właśnie ten element zwraca uwagę wielu obserwatorów, ponieważ w europejskich realiach nie jest on spotykany tak często. Wokół tego zachowania narosło zresztą wiele mitów. Niektórzy sądzili, że funkcjonariusz w ten sposób sprawdza, czy w bagażniku nie ukrywa się inna osoba. Inni uznawali to za zwykły policyjny zwyczaj, który nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Prawdziwe wyjaśnienie jest jednak znacznie bardziej prozaiczne.
Zwyczaj ten pojawił się w czasach, gdy policjanci w Stanach Zjednoczonych nie dysponowali jeszcze osobistymi kamerami ani zaawansowanymi systemami rejestrowania przebiegu interwencji. Dotknięcie samochodu miało wówczas pozostawić na karoserii odcisk palca funkcjonariusza. Był to prosty sposób na oznaczenie pojazdu i potwierdzenie, że konkretny policjant miał z nim kontakt podczas kontroli.
Ślad na samochodzie mógł pomóc po ucieczce
W Stanach Zjednoczonych takie zabezpieczenie mogło okazać się szczególnie przydatne w sytuacji, gdy kierowca próbował uciec z miejsca kontroli. Nie były to przypadki całkowicie wyjątkowe - zdarzały się zwłaszcza wtedy, gdy pojazd pochodził z kradzieży, miał fałszywe lub zmienione tablice rejestracyjne albo był powiązany z innym przestępstwem.
Jeżeli samochód został później odnaleziony, pozostawiony wcześniej ślad mógł pomóc powiązać go z konkretną interwencją. Sam odcisk palca oczywiście nie stanowił wystarczającego dowodu, jednak w połączeniu z innymi informacjami - między innymi danymi kierowcy zapisanymi przez funkcjonariusza - mógł ułatwić odtworzenie przebiegu zdarzenia.
Stosowanie tej metody miało również związek z trudnościami w identyfikacji pojazdów wykorzystywanych podczas przestępstw. W USA zdarzało się, że tablice rejestracyjne były kradzione lub podrabiane, przez co nie zawsze pozwalały ustalić prawdziwego właściciela albo historię samochodu. Także samo nagranie z kamery nie zawsze było wystarczające, szczególnie gdy chodziło o popularny model występujący w wielu podobnych egzemplarzach.
Czy policjanci w Polsce robią to samo?
Dotykanie samochodu przed rozpoczęciem kontroli jest przede wszystkim kojarzone z amerykańską policją i jej dawnymi procedurami. W Polsce takie zachowanie nie jest standardowym elementem rutynowej kontroli drogowej.
Jednym z powodów jest inne podejście do zabezpieczania potencjalnych śladów. W przypadku podejrzenia popełnienia przestępstwa dodatkowe dotykanie karoserii mogłoby bowiem niepotrzebnie naruszyć znajdujące się na niej ślady, które później mogłyby mieć znaczenie dowodowe.
Podobne gesty można jednak czasami zauważyć także w innych krajach. Funkcjonariusze w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii mogą podczas rozmowy oprzeć dłoń o dach samochodu albo element motocykla. Dla przypadkowego obserwatora wygląda to jak naturalne zachowanie, jednak może pełnić podobną funkcję jak dawny zwyczaj stosowany przez amerykańskich policjantów.











