Mandat za bałagan w aucie? Kierowcy często źle rozumieją przepisy
Puste kubki po kawie, torby z zakupami, dziecięce zabawki na tylnej kanapie czy sterta dokumentów na fotelu pasażera nie są w Polsce wykroczeniem. Sam fakt, że w aucie panuje chaos, nie oznacza jeszcze, że policjant może wystawić mandat. Problem zaczyna się w momencie, gdy ten "bałagan" zaczyna wpływać na bezpieczeństwo jazdy.

Granica przebiega tam, gdzie kończy się kwestia estetyki, a zaczyna bezpieczeństwo. Bo jeśli przedmioty przewożone w kabinie ograniczają widoczność, mogą utrudnić prowadzenie auta albo podczas gwałtownego hamowania zamienić się w zagrożenie, sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.
Czy można dostać mandat za bałagan w samochodzie?
Sam nieporządek nie jest wykroczeniem. Jeśli w aucie leżą ubrania, paragony, torba z zakupami czy dziecięce rzeczy, policjant nie ma podstaw, by karać kierowcę wyłącznie za to, że we wnętrzu panuje chaos.
Problem zaczyna się wtedy, gdy bałagan przestaje być wyłącznie kwestią estetyki. Prawo o ruchu drogowym reguluje również sposób przewożenia ładunku. Zgodnie z art. 61 ust. 2 nie może on ograniczać widoczności kierowcy, utrudniać kierowania pojazdem ani stwarzać zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego.
I choć przepis kojarzy się raczej z przewozem większych rzeczy, w praktyce może dotyczyć także przedmiotów pozostawionych luzem w kabinie.
Te rzeczy w aucie mogą skończyć się problemami podczas kontroli
Wystarczy wyobrazić sobie co się może stać w chwili gwałtownego hamowania: plastikową butelkę wtaczającą się pod pedały, ciężką torbę spadającą z siedzenia, przesuwającą się skrzynkę z narzędziami leżącą na kanapie, albo laptop pozostawiony na tylnej półce, który przy zderzeniu zamieni się w pocisk.
Przy kolizji nawet zwykły przedmiot może z ogromną siłą uderzyć kierowcę albo pasażera. Z kolei rzeczy przemieszczające się w kabinie mogą po prostu utrudnić panowanie nad autem.
Podobny problem pojawia się wtedy, gdy kierowca ogranicza sobie widoczność. Tylna szyba zasłonięta bagażami, kilka dużych przedmiotów wiszących przy lusterku czy źle zamontowany uchwyt na telefon mogą podczas kontroli szybko zwrócić uwagę funkcjonariusza.
Za co kierowcy naprawdę dostają mandaty?
Mit o "mandacie za bałagan" często bierze się z mieszania różnych sytuacji. Faktycznie można mieć problem, jeśli nie zapewnimy sobie odpowiedniej widoczności. Dotyczy to choćby mocno zabrudzonych szyb, zaparowanego wnętrza, ale również nieczytelnych tablic rejestracyjnych zasłoniętych śniegiem lub błotem.
Podobnie wygląda sprawa z akcesoriami montowanymi w kabinie. Sam uchwyt na telefon nie jest problemem. Jeśli jednak został zamocowany tak, że ogranicza pole widzenia, sytuacja wygląda inaczej.
W praktyce policjant nie ocenia, czy kierowca ma porządek jak w katalogu IKEA. Interesuje go jedno - czy sposób korzystania z auta nie stwarza zagrożenia w ruchu drogowym.
Czy policjant może zakazać dalszej jazdy?
Jeśli zagrożenie jest realne - tak. Jeżeli coś blokuje pedały, ogranicza widoczność albo sposób przewożenia przedmiotów może doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji, funkcjonariusz może nakazać usunięcie problemu przed dalszą jazdą.
Kilka papierowych toreb na siedzeniu pasażera raczej nie zrobi na nikim większego wrażenia. Ale przewożenie luzem ciężkich przedmiotów w kabinie to już zupełnie inna historia.
Jaki mandat grozi za bałagan w aucie?
Skoro w polskim taryfikatorze nie ma pozycji opisanej wprost jako "bałagan w samochodzie", nie można mówić o tym jako o wykroczeniu samym w sobie.
Jeśli policjant uzna, że przedmioty ograniczają widoczność, utrudniają prowadzenie pojazdu albo mogą stworzyć zagrożenie podczas jazdy, kierowca może zostać ukarany mandatem, który w zależności od kwalifikacji wykroczenia może sięgnąć 500 zł. W skrajnych sytuacjach funkcjonariusz może też po prostu nie pozwolić kontynuować jazdy do momentu usunięcia problemu.







