Reklama

Taxi, czyli polowanie na "leszczy"

Na dziecko

Reklama

Jeździ się z różnymi ludźmi. Niektórzy chcą pogadać, inni milczą i obserwują, co dzieje się za szybą.

- Jechałem kiedyś z takim facetem - w porządku gość - przynajmniej tak mi się wydawało - mówi Andrzej - pracujący na taksówce od dziesięciu lat. Opowiadał, że mu ciężko, że ma bardzo chore dziecko. Na szczęście uleczalna choroba, tylko leki drogie. Jeździłem z nim po klinikach, szpitalach, a on cały czas o tej chorobie, lekach. W ręce trzymał zmiętą receptę.

Widać, że normalny facet i nie wykręci żadnego numeru. Wychodził, załatwiał coś i wracał. Nie brałem od niego pieniędzy z góry, bo wiedziałem, że zapłaci na koniec kursu. No to podjechaliśmy pod aptekę, nie było go parę minut . Wrócił z jakimś jednym pudełeczkiem w jednorazowej siatce i powiedział mi, że nie starczyło mu na drugie lekarstwo - to , zamiast kosztować 700 zł, kosztowało 900 zł i brakło mu 200 zł. Zapytał, czy mógłby ode mnie pożyczyć i powiedział, że odda jak podjedziemy pod jego dom - ureguluje wszystko, łącznie z należnością za kurs. No to mu dałem te pieniądze, bo co miałem robić po takim wstępie o chorym dziecku. Podjechaliśmy pod blok, pobiegł po pieniądze, a ja pod klatką stałem z godzinę i nic. On miał cały dzień jeżdżenia za darmo, 200 zł , a ja cały dzień pracy stracony i dwie stówy w plecy.

Tak się bierze taksówkarzy na litość. Taka praca - wolny zawód. Idzie się do pracy, kiedy się ma ochotę. Jak trzeba więcej pieniędzy, to się dłużej posiedzi. Zje się kiełbaskę albo kiszkę w jakimś barze, wróci się do domu z siniakiem, bez zęba, czasem z pustym portfelem. Niekiedy trzeba posprzątać wymiociny w samochodzie, ale jest się kapitanem własnego kutra, a nie majtkiem na cudzym transatlantyku.

Ewelina Karpińska

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: plus | ksiądz | pijany | zgłoszenia | zgłoszenie | taksówki | święta | polowanie | taxi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje