Reklama

Taxi, czyli polowanie na "leszczy"

Nóż na gardle, serce na ramieniu

Reklama

- No właśnie - mówi Tomek - ja miałem taką sytuację, że wsiadło mi na postoju trzech chłopaków z młodą dziewczyną - wszyscy podchmieleni. Kurs na wioskę -poza miasto - a tam się jedzie bocznymi uliczkami, część trasy wśród pól. I na tym pustkowiu zaczęli mnie zaczepiać, że i tak nie zapłacą. Grunt to nie dać się sprowokować. We wstecznym lusterku widziałem tylko jak jeden z nich bawił się składanym nożem. Poleciały z ich strony wyzwiska, to co miałem robić. Powiedziałem im, że młodzi są, że nie ma sprawy - ten kurs gratis - niech sobie przeznaczą kasę na imprezę. I chyba tylko to mnie uratowało, bo trochę ich zaskoczyłem swoją reakcją.

Ale zdarza się też, że zaatakuje osoba, po której nikt by się tego nigdy nie spodziewał.

- Ja raz jechałem z taką babką - ja wiem, koło czterdziestki chyba była - fakt, trochę pijana. Opowiadała, że jest nauczycielką i tak przez dobrych kilkanaście minut ciągnęła wątek swojej pracy. Chwila ciszy i dostałem obcasem w twarz. Kobieta się chyba wściekła. Zaczęła mnie kopać po głowie, a tu trzeba było z jednej strony prowadzić samochód, a z drugiej pilnować, żeby wariatka drzwi nie otworzyła, bo jakby się jej coś stało, to wszystko będzie na mnie. Dopiero jak wytrzeźwiała, to przyszła i strasznie przepraszała.

Kant na koloratkę

- Do taksówki Mirka wsiadł kiedyś ksiądz. Z księżmi są dobre kursy - przeważnie zostawiają spore napiwki, jeżdżą za miasto, albo są po prostu stałymi klientami jednego taksówkarza, albo danej sieci. To są zwykle kursy do wiernych jak jest kolęda, czasem po szampana na stację benzynową, a czasem po prostu do swojej rodziny. Kazał się więc ten ksiądz wozić po całym mieście - tu coś załatwiał, tam coś odbierał, miła rozmowa o życiu i tak na jeździe zeszło im pół dnia. Wreszcie podjechali pod klasztor, ksiądz powiedział, że za moment wraca i jadą dalej. I już nie wrócił. Później tylko koleżanka z dyspozytorni mówiła, żeby się do niej zgłaszali ci, których nabrał klient w koloratce.

Takich "Mirków" było, jak się później okazało, więcej. Mirek tego nie zgłosił, bo to tylko zawracanie głowy i strata czasu. Pieniędzy za kurs by i tak nie dostał.

- Jak pijany nas natnie na parę złotych, to też się nie zgłasza na policję. Takich ludzi jest na pęczki. A co nam po tym, że posiedzą sobie dobę "na Rozrywce"? I jeszcze pewnie za to nie zapłacą.

Dowiedz się więcej na temat: plus | ksiądz | pijany | zgłoszenia | zgłoszenie | taksówki | święta | polowanie | taxi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje